Zawartość dodana przez futrzak
-
Kto winny kolizji?
>> Tak czy nie? >> Pytanie było chyba dość jasne "Sugerujesz, że skrzyżowanie odwołało D1?". > Tak. Ale pewny nie jestem, bo.. - Skoro tak, to jak mniemam, masz jakieś wsparcie w przepisach > ->...czy gdzieś to jest tutaj powiedziane, pokazane to oznakowanie(?), przepraszam ale nie > widziałem. Sugeruję się tylko rysunkiem i tym, co na nim jest nabazgrane i nie mam pojęcia > gdzie stało/stoi to D1. Oprócz obrazka jest też dokumentacja video
-
Ceny LPG/CNG Listopad 2014
Łódź ~2,44, na większości stacji przy głównych traktach (BP, Orlen, Lukoil) =.
-
Kto winny kolizji?
> witam > odpowiem pod Twoim postem bo tak > w tej sytuacji zabrakło elementarnej kultury na drodze. Byłbym ostrożny w takiej ocenie > koleś zawraca, widząc pow. wyłączoną i że > są dwa pasy więc pojedziemy bezkolizyjnie, Nie ma prawa tego zakładać - jak byk ma A7, ma patrzeć, a nie kitować się na ślepo. > a tu sie okazuje że koleś skręcający ładuje się na > lewy pas jadąc kolizyjnie, egzekwując pierwszeństwo- w sumie taka jazda "na stłuczkę" Skąd taki wniosek? > - a mógł widząc zawracającego trzymać się prawej strony- Był przystanek, autobus ruszał, mógł zająć dowolny pas > tak się jeździ w sposób cywilizowany. W cywilizowany sposób to się jeździ różnie i jednak gościa nie stuknął
-
Kto winny kolizji?
> Nie wiem. Tak czy nie? Pytanie było chyba dość jasne "Sugerujesz, że skrzyżowanie odwołało D1?". > Po prostu nie jestem przekonany, że zielony był na prawie pierwszeństwa jak twierdzi tu > większość. Nie wiem czy był "na prawie", ale jak najbardziej poruszał się drogą z pierwszeństwem przejazdu - wynika to z oznakowania. > Rozumiem, że na normalnym, klasycznym skrzyżowaniu można wybrać sobie przy skręcie > dowolny pas, ale tu nie można, bo już się z niej zjechało jedynym dostępnym pasem. Jak nie można, skoro to jest normalne, klasyczne skrzyżowanie? > No chyba, > że zielony ma po zjechaniu z drogi z pierwszeństwem D1, "Sugerujesz, że skrzyżowanie odwołało D1?" > a czerwony po nawrotce A7. Miał przed i miał wszystkim ustąpić. Nie wnikam w kulturę, dobre maniery i ratowanie lasów amazońskich
-
Kto winny kolizji?
> Pewnie tak i wszystko byłoby jasne. Powiedzmy. > Mnie natomiast ciekawi, jak ma tutaj zastosowanie definicji > drogi z pierwszeństwem, skoro zielony wg mnie tak naprawdę z niej zjechał już w prawym górnym > rogu rysunku, Sugerujesz, że skrzyżowanie odwołało D1
-
Przewody hamulcowe - naprawa
> bez przesady nie jest aż tak źle, choć to pewnie zależy od samochodu. Generalnie to od lat samochody posiadają dwuobwodowe układy hamulcowe i hamować jednym obwodem się daje, tylko wrażenie dziwne, szczególnie jak np. podział jest przód/tył. > Zrobiłem kilkanaście km po strzale w normalnym ruchu, więc nie jest to 1-2. hamowania. Wiesz, mi kiedyś w warszawie pękł sztywny przewód na moście i hamowanie zasadniczym się skończyło w ogóle po drugim depnięciu - tam jak była dziura, to sobie wszystko wyciekało i ciśnienia nie było nigdzie Też dojechałem po strzale w normalnym ruchu Znajomy miał gorzej (zna pies jeszcze gorzej) - pies mu wybiegł (też warszawa, wziął chyba od ojca), depnął, samochód niespecjalnie na to zareagował, za to pedał został w podłodze Po tej akcji zostało takie powiedzenie, "kierowca świeży, pies leży"
-
Przewody hamulcowe - naprawa
> Zahamujesz raz może dwa póki nie przepompujesz całego płynu i nie zapowietrzysz układu. Eee tam, dramatyzujesz. Najgorsze jest tylko pierwsze hamowanie jak coś strzeli nagle, później się zwalnia i daje się spokojnie w sposób awaryjny dojechać, a całego płynu nie przepompujesz. Cudów oczywiście się spodziewać nie należy i jak najbardziej należy zadbać o to, by to się nie stało (wymiana przewodów).
-
Przewody hamulcowe - naprawa
> Wszystko się zgadza, tylko nikt za darmo nie będzie sobie robił dodatkowej roboty, a klient chce > jak najtaniej i stąd takie patenty Czyli wracamy do punktu wyjścia - zamiast poprawnie wykonanej naprawy mamy druciarstwo, ponieważ to taniej
-
Przewody hamulcowe - naprawa
> Zapewne chodziło o złączki a nie opaski Być może, ale to nadal jednak naprawa zalatująca druciarstwem, a obcięty przewód trzeba zarobić. > W niektórych autach wymiana całego przewodu nie jest prostą sprawą, bo trzeba np. bak demontować Ba, a skąd wiesz jaki jest stan przewodu ukrytego pod/nad bakiem? Skoro jest częściowo skorodowany to należałoby sprawdzić całość, więc i tak wychodzi na to, że naprawa bez zdemontowania takich elementów to druciarstwo. Oczywiście, generuje to pewne koszty, ale chociaż daje gwarancję poprawności naprawy, a za tym jednak odpowiedni poziom bezpieczeństwa.
-
Przewody hamulcowe - naprawa
> Wybacz, ale Ty jesteś kłótliwym ekstremistą ze skłonnością do dramatyzowania, więc ile byś > przerażonych ikon nie wstawił to i tak nie uwierzę. Wybacz, ale naruszasz regulamin, a wierzyć nie musisz - rozmawiamy nie o Twojej prywatnej opinii o mojej osobie, a o opisanej przez Ciebie metodzie naprawy układu hamulcowego. > Może źle zrozumiałem całą ideę naprawy - dopytam dzisiaj. Być może źle zrozumiałeś, ale już wydałeś oświadczenie
-
Przewody hamulcowe - naprawa
> Oglądałem spód mojego auta i wygląda, że przewody hamulcowe nie wyglądają najlepiej. Miejscami dość > konkretnie zjada je rdza. Mechanik powiedział, że na wiosnę można by powycinać wątpliwie > wyglądające fragmenty i uzupełnić MIEDZIANĄ rurką wraz z odpowiednimi opaskami. Powycinać fragmenty i uzupełnić MIEDZIANĄ rurką wraz z odpowiednimi opaskami > Więc pytanie, czy taki sposób naprawy to nie jest druciarstwo? Z drugiej strony komplet oryginałów > od Forda pewnie przekroczy wartość samochodu... Przyzwoite warsztaty dorabiają miedziane w "całości", ewentualnie ktoś im dorabia zgodnie ze wzorem, bądź zakupują gotowe. Żadnego sztukowania.
-
Naprawa czy na śmieci?
> Estetyka to jedno ale bardziej mnie interesowało uszkodzenie lakieru i erozja felgi w miejscu > ciężarka. Przewrażliwiony jakiś jesteś Skąd erozja, skoro te ciężarki są z materiałów, które w kontakcie z felgą ze stopu nie powinny powodować takich zjawisk? Co do uszkodzenie lakieru - większe szanse na uszkodzenie z przyczyn eksploatacyjnych niż z racji użycia ciężarka. Ten lakier nie jest z plasteliny, w przeciwieństwie do ciężarków, które w opinii niektórych gumiarzy potrafią same odpaść po 10 kilometrach > Gdyby to był jakiś stary gruchot, to bym scen nie robił ale nówka sztuka i mnie > bardzo raziło, na tyle, że pojechałem wyważyć na nowo klejonymi. No to pisałem - "jak ktoś taki esteta"
-
Naprawa czy na śmieci?
> Dokładnie! Jak kupowałem nowe Renault, to też miałem na alu fabrycznie nabite ciężarki. Ale nie > powiem żeby to było estetyczne rozwiązanie. Od wewnętrznej strony chyba nie ma z tym problemów Od zewnętrznej jak najbardziej można przykleić, jak ktoś taki esteta
-
Naprawa czy na śmieci?
> ps. kto mądry Ci w alu nabił odważniki na rant alufelgi...? Mądry, a nie udający mądrego - felgi aluminiowe są w różnych wydaniach i jak najbardziej są felgi (jak ta) do których stosuje się ciężarki na rant (inne niż do stalowych). Tutaj przykład:
-
Naprawa czy na śmieci?
> Skleić cyjanopanem. Od środka można wzmocnić kawałkiem plastiku wyciętym z butelki PET i będzie jak > nowa W ramach uzupełnienia, proponuję owinięcie wężem ogrodowym. Posiadając zapas w bagażniku, można się nie obawiać problemów w dłuższej trasie
-
Zdewastowana tablica rejestracyjna po stłuczce, co teraz?
> W jakim kraju i jakie problemy? Nie śmiałem pytać, ale chętnie na odpowiedź poczekam
-
Philips WhiteVison 4300K
Zasadniczo jak reflektor ma zwaloną geometrię (ten Twój piękny zamiennik) to nic mu nie pomoże, a co do określenia tak widocznej różnicy nie ma, zdecydowanie powinieneś napisać, że jej nie odczuwasz, o czym pisałeś dalej. Tak, wiem, czepiam się, ale różnice są naprawdę spore, a to że subiektywnie ich nie widać
-
Philips WhiteVison 4300K
> zasada jest imho taka, że w dobrym reflektorze nawet słaba żarówka będzie świecić dobrze i różnice > między zwykłą żarówką a super hiper 100% będą niewielkie. Natomiast w kiepskim reflektorze, > który po prostu nie świeci za dobrze, założenie lepszych żarówek daje zauważalne rezultaty. Nie wiem skąd te rewelacje, ale prawdą powyższe nie jest. Założenie lepszych żarówek daje wyraźnie lepsze efekty w dobrych reflektorach, niż w kiepskich. Jak reflektory są kiepskie (w sensie stare, wypalone) to nic nie pomoże, poza ich wymianą/regeneracją. Można się jeszcze wyspać - to również daje zadziwiające efekty > Oczywiście opowieści producentów o 100% czy 200% więcej światła to są bajki, To nie są bajki, to wzrost strumienia w pewnych punktach pomiarowych. Oczywiście mamy tutaj efekt marketingowy > ale różnice są, są zauważalne i często spore Tak, są mocno zauważalne, a skoro są takie, to najwyraźniej spore. Problem w tym, że im bardziej te żarówki są poprawiane, tym żywotność krótsza. Coś za coś.
-
Fotoradar - znowu
> Sęk w tym że widocznie nie funkcjonują odpowiednie procedury weryfikujące i odsiewające takich > osobników. Funkcjonują. Taki mały przykład > Bo tacy są wszędzie ale nie wszędzie musza pracować. Dodatkowo w służbach > mundurowych chyba istnieje przyzwolenie na takie postawy funkcjonariuszy. Całe szczęście, że napisałeś "chyba"
-
Fotoradar - znowu
> Sęk w tym, że niektórzy w mundurach nie muszą. Sęk w tym, że wywodzą się ze społeczeństwa, więc nic dziwnego, że trafiają się tacy co muszą, a nie są, a "gdyby ludzie chcieli być uczciwi wobec siebie i innych, to żadne "emile" by nie maiły racji bytu. ".
-
Fotoradar - znowu
> Może i fakt, ponieważ (odpukać w niemalowane ) nie miałem nigdy okazji otrzymać foty, a rocznie > pokonuję nawet 50-80kkm Osobiście też nie mam takich pamiątek, ale niektórzy bliżsi i dalsi znajomi się czasem się załapią i metody na "emila" czy "motyla" średnio się sprawdzają, a propozycje przychodzą szybko i sprawy są jednoznaczne itd. Oczywiście medialnie wypływają jakieś tam jednostkowe historie, rozdmuchane w sezonie ogórkowym i tyle.
-
Fotoradar - znowu
> Tylko dzięki "Emilom" jest szansa na poprawę tej sytuacji. Nieprawda - gdyby ludzie chcieli być uczciwi wobec siebie i innych, to żadne "emile" by nie maiły racji bytu.
-
Fotoradar - znowu
> Dobra, dobra. Do mnie w tym roku przyszło "szybko" po 5 miesiącach: wykroczenie w lutym, mandat w > lipcu. Wystawiający to ITD (radar w cywilnym aucie). Generalnie mowa była o stacjonarnych, a na podstawie pojedynczych przypadków ciężko o uogólnienia. Jakoś ludzie niespecjalne chcą się chwalić, że dostali "fotki" i płacić trzeba, a jest ich sporo.
-
Fotoradar - znowu
> Tam fotoradary są dla utrzymania bezpieczeństwa, u nas do podnoszenia wioskowych budżetów. Nie jest prawdą, jakoby. Patologia oczywiście czasem się pojawia, ale są to jednostkowe przypadki i parę osób za takie rzeczy poleciało. Zacznij jeździć w zabudowanym względnie zgodnie z przepisami (tak jak w Austrii, Niemczech itd.) to szybko zobaczysz, że nie taki diabeł straszny, jak Emil opowiada
-
Fotoradar - znowu
>> A ile czasu czekasz w takiej Austrii na fotkę - dwa dni, no może tydzień, trochę bardziej >> prewencyjne niż zachodzenie w głowę kto pół roku temu się zbytnio rozpędził obok firmy - >> zeszyt nic nie dał, tego dnia 4 z 5 pracowników wyjeżdżało z firmy tym autem, niektórzy kilka >> razy > Wiem,że wyraziłem niepopularną opinię i sam nie byłbym szczęśliwy ze zdjęcia Tutaj się zgadzam i > to pokazuje niedopracowane przepisy, nieudolność całego systemu itd. Zgadzasz się ze stwierdzeniem, które nie jest prawdziwe. Obecnie propozycja mandatu przychodzi dość szybko - kilka tygodni, bywa i szybciej. Oczywiście jest określony maksymalny termin na 180 dni, ale to magiczna granica do jakiej w ogóle można ścigać - pewnie podobna jest w innych krajach.