Zawartość dodana przez volcan
-
Lepsze opony - na przód czy na tył.
> Jakoś nie zdarzyło mi się wpaść w poślizg przez to, że opony były łyse. Opony w drezynie nie są przedmiotem tej dyskusji A tak poważnie - z jakiej przyczyny zatem udało Ci się wpaść w poślizg?
-
Lepsze opony - na przód czy na tył.
> A co ma Abs do pójścia bokiem????? ABS jest dobry na wszystko * *) w mniemaniu niektórych użytkowników dróg
-
Wypadek Przypadek :(
> po co? > kupno pod kolor to jakieś 50-100,- > a jak nie znajdzie to dowolna używka + lakier będzie tańsza niż klepanie No i auto będzie szybsze - bo szpachla swoje waży Tak poważnie - jak piszesz - używka pod kolor, ewentualnie przepolerować i luz
-
fajna kolekcja do zakupienia
> Multicar większy od pożarniczego stara - naprawdę, po ch..u kolekcja! Tam nie było pożarniczego Stara...
-
Jak ludzie liczą spalanie?
> proszek do prania i czekolada z niemiec tez są lepsze Co do proszku - wcześniej stosowali mniejsze ilości wypełniaczy, więc faktycznie wsypanie identycznej ilości polskiego i niemieckiego dawało inne wyniki.
-
Naprawa nie(opłacalna) ?
Jeżeli bardzo boli Cię wygląd tych blach, to elementy wymienne wymień na używki pod kolor, swoje sprzedaj i niewiele do interesu dołożysz Elementy niewymienne - jeżeli musisz - polakieruj w jakimś mniejszym, tańszym warsztacie i pewnie zamkniesz się w połowie tej kwoty.
-
wymuszenie czy zajechanie?
> Czyli z filmiku jakies ponad pół kilometra dalej, to ja już teraz będę się snuł lewym... Tam jest 50-60 metrów może, nie 10 razy więcej. Fakt jest taki, że jeździ się tam słabo - żeby wbić się na pas do skrętu za przejściem trzeba się nagimnastykować czasem, wszystko komplikują "przelatujące" przed nosem autobusy wjeżdżające do zatoki. > Najgorzej > Ale wracając do meritum, tak, zajechałeś komuś drogę wymuszając pierwszeństwo To była raczej zmiana pasa bez upewnienia się itd.
-
wymuszenie czy zajechanie?
> wymusiłeś gościowi pierwszeństwo i to on jest "fagasem"? > Ciekawa logika Nie wytłumaczysz... To jest tzw. kierowca święty - wszyscy dookoła są źli, przy okazji posiadania kamerki można wszystkim "pokazać" a że nagrane są zachowania totalnie zaskakujące innych użytkowników drogi i po prostu niebezpieczne i bezsensowne, to tylko opinia tych "złych"...
-
wymuszenie czy zajechanie?
> przeczysz sam sobie. Nie przeczę - ruszyłeś w dobrym momencie, tj. bez jakiegoś zbytniego opóźnienia itp., ale strasznie ślamazarnie się rozpędzałeś. > poza tym jak już się zatrzymałem obok fagasa i ruszyłem (oczywiście wg Was źle bo za wolno) to widać, że z prawej zbliża się babeczka do przejścia. po lewej zresztą też. A lusterka Bozia zabrała i ani nie udało się zauważyć auta, któremu zajechałeś drogę, ani Golfa, który jechał znacznie szybciej prawym pasem. Zastanawia mnie jeszcze - w którym z kilku znaczeń używasz określenia "fagas", bo zawodu tego człowieka raczej nie znasz, nie wiesz, czy jest czyimś kochankiem, homoseksualistą, czy też lizusem
-
wymuszenie czy zajechanie?
> Zgadza się. Jest sobie pas do spokojnego włączenia się do ruchu. Chyba z pół kilometra. Inteligent > stanął sobie na początku blokując wszystkich i czekał. Żeby się zrobiło miejsce na pozostałych > dwóch pasach i żeby się przebić w poprzek na prawy. Tacy ludzie nie powinni jeździć. Nawet > jeśli niektórych tu bardzo to boli i uważają tą sytuację za normalną. Nie było aż tak źle z ruszaniem - tam autobusy mają zatokę, więc przez rozbiegówkę do niej wjeżdżają. Autobus trzeba było przepuścić, ale planując spacerkowe ruszenie albo zjechać na prawy, za przejściem na lewy, albo po prostu ruszyć zdecydowanie na ten lewy. Nie byłoby problemu z zajechaniem, późniejszego z omijaniem na przejściu itp.
-
wymuszenie czy zajechanie?
> plączesz sie w zeznaniach. najpierw piszesz,że widziałeś jak przejechał po obszarze wyłączonym z > ruchu a potem piszesz że go nie widziałeś. > Zdecyduj się. Ja naprawdę nie wiem o co chodzi - widać na filmie, że kierujący kamerkowozem przepuszcza autobus, potem dość ślamazarnie przebija się na lewy pas, potem nagle hamuje i jedzie dalej z prędkością kompletnie bez sensu (nie chcę napisać, że w celu "pokazania" kto jest lepszy temu, komu zajechał drogę zmieniając pas), potem prawie wystawia pieszą na strzał zatrzymując się przed przejściem nie myśląc o tym, że jedzie bardzo wolno a prawym pasem jedzie samochód szybciej od niego (mam nadzieję, że nie chodziło to coś w stylu "zatrąbiłeś, to patrz - jeszcze pieszych przepuszczę"). Do tego z filmiku nie bardzo widać, żeby ktoś z tyłu przecinał powierzchnię wyłączoną z ruchu - chyba, że zrobił to też autobus zjeżdżający do zatoki... Naprawdę tragiczne jest to, że wiele osób jeździ w ten sposób - nie myśląc o tym, że dookoła są inne samochody, piesi itp. i że to, że się "świątobliwie" zachowują oznacza m.in., że to właśnie oni powodują sytuacje podbramkowe. To jest takie - spieszysz się? Poczekaj sobie, bo mnie wyprzedzać nie będziesz. Jedziesz sobie szybciej? Patrz - wypuszczę ci pieszych pod koła - jak ich pozabijasz, to pójdziesz siedzieć.
-
dla tych z 200kkm na blacie na przykladzie Q7
> Są 3 opcje. > 1- właściciel ściemnia > 2- Kupiła wrak po powodzi > 3- gośc ma mega pecha > Przejechałem Q7 300 tyś km i były oczywiście awarie ale nie tyle i takie o jakich piszesz. Sąsiad ma też Q7 i jest bardzo zadowolony. W przypadku auta, które się ciągle psuje obstawiam kombinację 3 z potencjalną opcją 2 (kupowane z Niemiec jako używka) + opcja 4 - "dobry" serwis i 4a - coś nie tak zrobione przy tuningu silnika. Dla równowagi - jego żona jeździ amerykańską wersją A6 i nie dzieje się tam dosłownie nic - wymiana olejów, filtrów + czysto eksploatacyjne sprawy - tarcze, klocki i tyle. Za to jego wspólnik ma też A6 ale europejską wersję - kupowaną jako nowe auto - i praktycznie eksploatacja wygląda teraz tak, że wyjeżdża z serwisu na jazdy próbne - raz ciut dłuższe (nawet miesiąc i kilka kkm), raz znacznie krótsze (nocowanie auta w swoim garażu, rano laweta) Też jeden, ogromny problem z elektroniką - a to jakiś czujnik oszaleje i auto przechodzi w tryb awaryjny, a to po prostu nie odpali i po wycieczce na lawecie w serwisie jednak postanowi całkiem normalnie się zachowywać, a to coś się rozprogramuje itp. itd. Acha - właściciel tego Q7 twierdzi cały czas, że auto jest super, wcale się nie psuje a te wszystkie wizyty w serwisach to normalna sprawa i rzeczy typowo eksploatacyjne.
-
Ruda
> 4 odpryski od kamieni (maska, drzwi) + nadkole jedno Czyli zmieniam zeznania Maska i drzwi zabezpieczyć - ale nie na zasadzie zaciapania byle czym, tylko naprawdę wyczyścić, zrobić normalne zaprawki (nawet nie musisz ekstremalnie dbać o estetykę - i tak po zimie na aucie będą kolejne odpryski), nadkole można zalać jakimś cortaninem - 2-3 razy, potem czymś prysnąć po wierzchu - żeby rudą zatrzymać - na wiosnę zrobisz na gotowo.
- Ruda
-
dla tych z 200kkm na blacie na przykladzie Q7
> niech kupi pande za 30 tys wtedy pierdola kosztyje 200 > kupujesz za 300000 pierdola koszyuje 3000 proste W Pandzie pierdoła kosztuje 20 złotych Za 200 można już całkiem solidną naprawę przeprowadzić a i tak zazwyczaj dojedzie o własnych siłach, żeby taką naprawę za 200 złotych przeprowadzić. Q7 ma odpały typu "położył się i nie wstał", "zgasiłem go i już nie odpalił", "w czasie jazdy otworzył wszystkie szyby i tak mu zostało". W serwisie zupełnie nikogo to nie dziwi - po prostu tak ma być, że akurat pada jakiś elektroniczny moduł wielkości połowy paczki papierosów, albo mniejszy i wymiana go kosztuje 2-3 kPLN. Przy wartości auta rzędu 90 kPLN wkładanie rocznie w "eksploatacyjne" naprawy 10-15 kPLN to lekka przesada. Oczywiście poza nimi są prawdziwe sprawy eksploatacyjne - całkiem oczywiste sprawy - hamulce, jakieś drobne elementy zawieszenia, opony itp. - to musi się zużywać, ale żeby non stop padały elementy, które uniemożliwiają jazdę - sorry - chyba nie ta klasa samochodu. BTW wymiana akumulatora w cenie +/- 1200-1500 PLN co roku to też dość dziwna sprawa...
-
dla tych z 200kkm na blacie na przykladzie Q7
> Czysto kronikarsko. Szef kolegi ma Q7. Byłem zakochany w tym aucie (świetna wersja - ma dosłownie wszystko - jeszcze po dość ostrym tuningu silnika - miód po prostu) do momentu, gdy facet powiedział ile średnio miesięcznie do tego auta dokłada - wszystko oczywiście sprawy "eksploatacyjne"... Albo trafił najgorszy egzemplarz Q7 (i po wykryciu faktu, iż został skierowany do sieci sprzedaży przez koncern przeszła fala samobójstw), albo jednak ilość elektroniki upchniętej w samochodzie jest ciut za duża i jednak nie jest ona tak niezawodna, jak może się wydawać. Mechanicznie auto jest super - ale praktycznie 4-5 razy w roku trafia do serwisu na różne poprawki i naprawy elektroniki - byle pierdółka kosztuje od 2 kPLN w górę
-
Niepisane, zwyczajowe prawo parkingowe
> Kiedyś przywaliło śniegu ze 40cm. Przyjechałem z roboty, postawiłem auto 5m dalej, łopata w dłoń i > heja, Po 25min intensywnego szuflowania, wbiłem łopatę obok i szczęśliwy wsiadłem do samochodu > żeby wjechać, a tu nagle... sruuu... dama wpasowała się w "moją transzeję". Widziała że > kopałem, bo stała kawałek dalej na ulicy i zastanawiała się gdzie zaparkować. Miałem takiego > wkurwa, że byłem gotowy zaczepić jej grata linką i wywlec na środek ulicy. Jednak widząc chęć > mordu wypisany na mojej spoconej twarzy, zgasiła uśmiech i wyjechała mamrocząc coś o > publicznym parkingu. Nota bene, to tym sposobem odśnieżyłem spory kawałek parkingu bo jak > wyjechałem to natychmiast ktoś stał w "moim" miejscu, po powrocie, łopata i jak na wstępie Miałem podobny przypadek. 40 minut kopania, odwracam się, żeby łopatę odstawić i na odśnieżonym przed momentem miejscu stoi już sąsiad, który deklarował, że on odśnieżać nie będzie, bo nie ma takiej potrzeby... Szyby miał podniesione, więc chyba z ruchu warg odczytał, że nie pytam go o samopoczucie, tylko wyrażam negatywne emocje związane z tym zajściem... grzecznie wyjechał, wysiadł i poprosił o pożyczenie łopaty Od tego czasu był pierwszy do odśnieżania
-
Niepisane, zwyczajowe prawo parkingowe
> albo wykupią kopertę Pisałem o tym - post później BTW miałem kiedyś sąsiada, który... podkopał normalną, publiczną drogę (szutrową co prawda, ale całe osiedle miało takie drogi) tak, że normalna osobówka jadąca nią musiała się zawiesić na krawędzi asfaltu (główna droga była asfaltowa). Ponieważ tego było mało, wkopał jeszcze kilka metalowych słupków - takich na 10-15 cm, żeby ich nie było widać a żeby szkód narobiły. No i narobiły - ktoś się zawiesił, ów sąsiad wyszedł "pochwalić się", że to jego dzieło i następnym razem będzie hoho - nie wiadomo co... Skończyło się na takim łomocie, że faceta pogotowie zabrało. Ponoć jako przyczynę obrażeń wskazał upadek ze schodów a potem grzecznie wypłacił pieniążki za uszkodzenia w poszkodowanym samochodzie (to z zeznań członka jego dalszej rodziny) i jeszcze z ręką na temblaku wykopywał słupki i zasypywał swoje wilcze doły (to sam widziałem). Powyższym przykładem chcę zwrócić uwagę na to, że ludzie mają przeróżne pomysły na głupotę i bardzo dziwnie rozumieją pojęcie przestrzeni prywatnej
-
Niepisane, zwyczajowe prawo parkingowe
> Ależ oczywiście, mam tego pełną świadomość. Zastanawiam się po prostu gdzie leży granica "takiej karteczki" pomiędzy uprzejmością autora (właściciela domu przy którym znajduje się chodnik), a bezczelnością, bowiem w pewien sposób próbuje "przywłaszczyć" przestrzeń, z której korzystać może każdy. Tu nie ma uprzejmości - jest jedynie bezczelna próba zagarnięcia dla siebie przestrzeni publicznej. Nikt nie ma prawa wyłączności do parkowania przed swoją posesją - jeżeli ma taką potrzebę, można spróbować wykupić sobie "kopertę" itp.
-
Niepisane, zwyczajowe prawo parkingowe
> czy takie "niepisane" prawo faktycznie istnieje? To jest droga publiczna, jeżeli po zaparkowaniu samochodu pozostaje 1,5m chodnika, nie jest zastawiony wjazd na posesję itp. - mogą sobie ponarzekać co najwyżej. Jeżeli mieszkańcy potrzebują "gwarantowanych" miejsc parkingowych - niech wykorzystują podjazdy przed swoimi domami
-
Mile widziane wyposażenie poprawiające komfort
Kolejność nieprzypadkowa: 1. Klimatyzacja automatyczna. 2. ASB. 3. AWD. 4. ABS z EBD. 5. Wspomaganie układu kierowniczego. 6. Przyciemnione szyby i/lub rolety. 7. Osobno otwierana szyba w tylnej klapie kombi / SUV-a. 8. Asystent parkowania (najlepiej z kamerą). 9. Elektryczna klapa bagażnika.
-
Do zdjeciowych ogladaczy - Mercedes ML
> Z tego co kolega podlinkował uderzył w drzewo Nie czytałem - obrazki oglądałem
-
Do zdjeciowych ogladaczy - Mercedes ML
> tada: > klik IMHO tragedii nie ma - dostał pas przedni, chłodnice i pewnie tyle. Skoro jaśki nawet nie strzeliły, to mocne uderzenie nie było (obrazowo - gdyby nie był to jakiś słup, tylko ściana, to by były porozbijane lampy, połamany zderzak a auto by dalej pojechało). Ja bym to auto sprawdził dokładnie - co się dzieje pod maską, podłużnice itp. i jeżeli tam będzie OK - można spokojnie jeździć. Tytuł Salvage to w większości stanów nie jest "Junk", tylko po prostu szkoda całkowita - jak u nas w kilkuletnim aucie po stłuczce połączonej z rozbiciem lamp ksenonowych i połamaniu kilku plastików.
-
Zmiana zwykłej lampy przedniej na ledową.
Jeżeli masz DRL i tam też są DRL a wtyczki są identyczne, to pewnie będzie to plug&play. Zapytaj na kąciku Forda a jeszcze lepiej w ASO
-
Przewody hamulcowe - naprawa
> Ciekawe rzeczy prawisz . > Chciałem zauważyć ,że pomimo iż jest jeden zbiorniczek na płyn to jest on podzielony na komory i nie ma możliwości wyssania całego płynu z układu . Dwa razy strzelił mi przewód elastyczny i zawsze ponowne naciśnięcie pedału uruchamiało hamulec. Jakie auto? U mnie oba przypadki to Matiz (reszta niżej). > Jak ktoś trzyma pedał w podłodze i ma nadzieję że zahamuje to jest w błędzie. Zapewne tak. Niemniej jednak nie mając płynu w układzie można machać pedałem do woli a i tak auto nie zahamuje. U mnie 2/2 (czyli 100% skuteczności) razy było tak, jak pisałem - awaria jednego obwodu = zero hamulców, tj. jeden obwód nie działa wiadomo dlaczego, drugi jest po kilku naciśnięciach hamulca całkowicie zapowietrzony (płynu nie ma w zbiorniczku i sucha jest pompa). Zapowietrzony jest tak, że po naprawie i napełnieniu płynem trzeba było kilkukrotnie układ odpowietrzać aż całe powietrze udało się usunąć - poduszka zbierała się prawdopodobnie gdzieś w okolicy pompy hamulcowej (nawet ją wymieniłem myśląc, że to ona poleciała). identyczny przypadek miał kolega w (służbowym) Espero, podobnie straciłem hamulce w Lublinie (tam jak się okazało wyczepił się z zaczepu przewód elastyczny i przetarł się a na koniec prawdopodobnie przycięło go zawieszenie). Zawsze była to nagła utrata hamuców tak, że kilka naciśnięć auto jeszcze zwalniało ale minimalnie, potem koniec - zero hamulców mimo pompowania itp. itd.
