Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Autokącik

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Wykroczenie - wypadek - dwie strony medalu

Featured Replies

Napisano

1. Przypadek pierwszy.

Przypadek P. Wałęsy, który jechał z nadmierną prędkością na motorze. W tym samym momencie z bocznej ulicy wyjeżdża pojazd. Dochodzi do zderzenia. Pojazd wyjeżdżający nie miał pierwszeństwa w przeciwieństwie do pana W. Być może gdyby jechał wolniej zahamowałby, albo też samochód by lepiej ocenił odległość.

2.

Jedziemy drogą za jakimś traktorem, wleczemy się - ponieważ jest podwójna ciągła.

Wreszcie zaczyna się przerywana, migacz - wyprzedzamy i .... kraksa, bo okazuje się że ktoś już nas wyprzedza. Zaczął długo wcześniej jeszcze na podwójnej ciągłej.

3.

Jest skrzyżowanie. Oczywiście z każdej strony podwójna ciągła, nawet namalowane "wysepki" na środku. My wyjeżdżamy z podporządkowanej i zaraz skręcamy w prawo - patrzymy więc tylko w lewo, jest pusto wiec wjeżdżamy. Niestety z prawej strony kierowca postanowił wyprzedzić innego kierowce, przelatując przez podwójną ciągłą, nawet nie zważając na wysepkę, załadował się na pas do ruchu w drugą stronę. Jest kraksa - już było na AK wielokrotnie czyja jest w takim wypadku wina - wiadomo wyjeżdżającego z podporządkowanej.

Co łączy te wszystkie przypadki.

Gdyby nie złamanie przepisów, nie doszło by do kraksy.

Przecież jeżeli ta druga osoba jechałaby zgodnie z przepisami nie doszło by do wypadku.

Czy nie powinno być tak, że po udowodnieniu, że osoba która uczestniczyła w stłuczce, wypadku a miała pierwszeństwo - jednak to pierwszeństwo towarzyszyło popełnianemu wykroczeniu - to de facto takiego pierwszeństwa nie ma !

Spojrzyjmy teraz na taki przypadek:

4. Pijany mimo że jedzie prawidłowo jest ofiarą wypadku, ktoś pakuje mu się na skrzyżowaniu w kufer. Kto teraz jest winny ? Pijany kierowca, który stał, czy ten który nie wyhamował ???

p.s.

Nie wiem czy ktoś zakuma o co mi dokładnie chodzi - może pomoże taki przykład tym razem z życia codziennego.

Złodziej włamuje się nam do domu, niestety w domu mamy psa, który dość poważnie go gryzie.

Złodziej trafia na 7 dni do szpitala i pozywa nas o odszkodowanie za utrate zdrowia.

Według mojego rozumowania, złodziej zostaje pogryziony owszem, ale dzieje się to jako skutek złamania przepisów, wobec tego traci on z tego tytułu wszelkie prawa.

Napisano

rozumiem i????

dalej będzie tak jak jest crazy.gif

Napisano

> 1. Przypadek pierwszy.

> Przypadek P. Wałęsy, który jechał z nadmierną prędkością na motorze. W tym samym momencie z bocznej

> ulicy wyjeżdża pojazd.

OT.

Podobno na rozprawie kierowca samochodu zeznał że zawracał.

Biegli od nowa będą analizować ten wypadek.

Napisano

> 1. Przypadek pierwszy.

> Przypadek P. Wałęsy, który jechał z nadmierną prędkością na motorze. W tym samym momencie z bocznej

> ulicy wyjeżdża pojazd. Dochodzi do zderzenia. Pojazd wyjeżdżający nie miał pierwszeństwa w

> przeciwieństwie do pana W. Być może gdyby jechał wolniej zahamowałby, albo też samochód by

> lepiej ocenił odległość.

Gdyby pan wyjeżdżający z podporządkowanej nie wymusił pierwszeństwa, to Jarosław W. mógłby przelecieć nawet z nadświetlną.

Tu mamy jeszcze jeden aspekt - sprawca ZAWRACAŁ na DK i to zza stojącej ciężarówki.

Pomysł sam w sobie KOMPLETNIE idiotyczny, a jeśli już brał się za takie coś to powinienbył mieć oczy dookoła głowy i w zadzie też.

Abstrapenisując od tego konkretnego przypadku, to...

Zakładamy, że mówimy o wymuszeniu pierwszeństwa na pojeździe przekraczającym prędkość.

W razie gdyby temat poszedł przez sąd, ten zapewne orzekałby współwinę.

Teraz pytanie o jakim przekroczeniu mowa.

Jeżeli mamy np 120/190, to przyczynek jest niewielki i sąd zapewne przyłoży grzywnę przekraczającemu, ale orzeknie winę wymuszającego.

Jeżeli mamy np 220/100 - wówczas mamy zupełnie inny pkt odniesienia i może być tak, że to przekraczający beknie, a wymuszający zostanie uniewinniony.

Nie ma dwóch takich samych zdarzeń i w przypadku gdy sprawa idzie przez sąd, zwykle powoływani są biegli z zakresu rekonstrukcji wypadków i tak naprawdę to co oni orzekną sąd klepie (zwłaszcza jak biegły kumaty).

> 2.

> Jedziemy drogą za jakimś traktorem, wleczemy się - ponieważ jest podwójna ciągła.

> Wreszcie zaczyna się przerywana, migacz - wyprzedzamy i .... kraksa, bo okazuje się że ktoś już nas

> wyprzedza. Zaczął długo wcześniej jeszcze na podwójnej ciągłej.

Kierujący zanim rozpocznie wyprzedzanie obowiązany jest m.in upewnić się, czy pojazd za nim nie rozpoczął wyprzedzania. Tyle litera prawa.

Znowu - jeżeli dojdzie do grubszego zdarzenia pojawią się biegli i orzekną.

Bo inaczej jest, jeżeli do zdarzenia dochodzi w prostych okolicznościach i wina "wycinającego przed nos" jest ewidentna, a inaczej, gdy miś wyprzedzający np golił na trzeciego i jeszcze grzał dwie paczki.

> 3.

> Jest skrzyżowanie. Oczywiście z każdej strony podwójna ciągła, nawet namalowane "wysepki" na

> środku. My wyjeżdżamy z podporządkowanej i zaraz skręcamy w prawo - patrzymy więc tylko w

> lewo, jest pusto wiec wjeżdżamy. Niestety z prawej strony kierowca postanowił wyprzedzić

> innego kierowce, przelatując przez podwójną ciągłą, nawet nie zważając na wysepkę, załadował

> się na pas do ruchu w drugą stronę. Jest kraksa - już było na AK wielokrotnie czyja jest w

> takim wypadku wina - wiadomo wyjeżdżającego z podporządkowanej.

> Co łączy te wszystkie przypadki.

I analogicznie tutaj :-)

> 4. Pijany mimo że jedzie prawidłowo jest ofiarą wypadku, ktoś pakuje mu się na skrzyżowaniu w

> kufer. Kto teraz jest winny ? Pijany kierowca, który stał, czy ten który nie wyhamował ???

A to to banał.

Ładujący w zadek pierdzi za ładowanie w zadek (zakładam, że to klasyczne najechanie, a nie np że poprzedzający wykonał jakiś niebezpieczny manewr).

Narąbany pierdzi za jazdę po kielichu i TYLKO za to.

> p.s.

> Nie wiem czy ktoś zakuma o co mi dokładnie chodzi - może pomoże taki przykład tym razem z życia

> codziennego.

> Złodziej włamuje się nam do domu, niestety w domu mamy psa, który dość poważnie go gryzie.

> Złodziej trafia na 7 dni do szpitala i pozywa nas o odszkodowanie za utrate zdrowia.

> Według mojego rozumowania, złodziej zostaje pogryziony owszem, ale dzieje się to jako skutek

> złamania przepisów, wobec tego traci on z tego tytułu wszelkie prawa.

Jeżeli były tabliczki ostrzegawcze, pies jest szczepiony i jest pozwolenie (na razy niebezpieczne być musi), to właściciel jest kryty.

Wiesz - była już sytuacja taka, że dwa misie wlazły do domu, babka wyszła z LEGALNIE POSIADANĄ armatą, zrobiła PAFFF, jeden miś legł, drugi niestety przeżył, no i babka poszła pierdzieć w pasiak, bo miś "przyszed tyko popatrzyć, psze sondu".

Napisano

> OT.

> Podobno na rozprawie kierowca samochodu zeznał że zawracał.

> Biegli od nowa będą analizować ten wypadek.

Przecież od początku była mowa o tym, że zawracał.

Napisano

> 4. Pijany mimo że jedzie prawidłowo jest ofiarą wypadku, ktoś pakuje mu się na skrzyżowaniu w

> kufer. Kto teraz jest winny ? Pijany kierowca, który stał, czy ten który nie wyhamował ???

w takim wypadku.... idac twoim tokiem myslenia - kto pierwszy poelnia wykroczenie czy wrecz przestepstwo? trzezwy ktory wsiadl do samochodu i zaczal jechac czy pijany ktory wsiadl i zaczal jechac?

pijany zawsze niezaleznie od wszystkiego pijany kierowca prowadzacy auto musi poniesc wine... a dodatkowo powinno nastapic zatrzymanie pojazdu z mozliwoscia wykupienia.. po np 50% ceny rynkowej przez miesiac a jak nie wykupi to niech policja sprzeda za ile sie jej uda a kasa na dom dziecka czy tego typu instytucje niech idzie

Napisano

> Przecież od początku była mowa o tym, że zawracał.

Aż tak tego nie śledziłem.

Zatrzymałem się na (chyba początkowym) etapie "wyjazd z bocznej, podporządkowanej drogi".

Napisano
  • Autor

> Narąbany pierdzi za jazdę po kielichu i TYLKO za to.

Jesteś pewien ???? hmm.gif

Dlaczego więc policja przy większości kolizji sprawdza trzeźwość kierujących - żeby podnieś statystyki ??? - na to wygląda, skoro nie ma to najmniejszego wpływu na ustalenie winnych zdarzenia drogowego

Napisano

> Jesteś pewien ????

> Dlaczego więc policja przy większości kolizji sprawdza trzeźwość kierujących - żeby podnieś

> statystyki ??? - na to wygląda, skoro nie ma to najmniejszego wpływu na ustalenie winnych

> zdarzenia drogowego

za to ma dosc duzy w procesie likwidacji szkod ok.gif

Napisano

> 1. Przypadek pierwszy.

> Przypadek P. Wałęsy, który jechał z nadmierną prędkością na motorze. W tym samym momencie z bocznej

> ulicy wyjeżdża pojazd. Dochodzi do zderzenia. Pojazd wyjeżdżający nie miał pierwszeństwa w

> przeciwieństwie do pana W. Być może gdyby jechał wolniej zahamowałby, albo też samochód by

> lepiej ocenił odległość.

Pan W dostaje mandat za przekroczenie szybkości, winny jest ten, który wymusił.

> 2.

> Jedziemy drogą za jakimś traktorem, wleczemy się - ponieważ jest podwójna ciągła.

> Wreszcie zaczyna się przerywana, migacz - wyprzedzamy i .... kraksa, bo okazuje się że ktoś już nas

> wyprzedza. Zaczął długo wcześniej jeszcze na podwójnej ciągłej.

Dostaje mandat za wyprzedzanie na ciągłej (swoją droga nie ma pojedynczej ciągłej hehe.gif). Jesteśmy winni, bo nie patrzymy w lusterka.

> 3.

> Jest skrzyżowanie. Oczywiście z każdej strony podwójna ciągła, nawet namalowane "wysepki" na

> środku. My wyjeżdżamy z podporządkowanej i zaraz skręcamy w prawo - patrzymy więc tylko w

> lewo, jest pusto wiec wjeżdżamy. Niestety z prawej strony kierowca postanowił wyprzedzić

> innego kierowce, przelatując przez podwójną ciągłą, nawet nie zważając na wysepkę, załadował

> się na pas do ruchu w drugą stronę. Jest kraksa - już było na AK wielokrotnie czyja jest w

> takim wypadku wina - wiadomo wyjeżdżającego z podporządkowanej.

Niekoniecznie grinser006.gif.

> Co łączy te wszystkie przypadki.

> Gdyby nie złamanie przepisów, nie doszło by do kraksy.

> Przecież jeżeli ta druga osoba jechałaby zgodnie z przepisami nie doszło by do wypadku.

> Czy nie powinno być tak, że po udowodnieniu, że osoba która uczestniczyła w stłuczce, wypadku a

> miała pierwszeństwo - jednak to pierwszeństwo towarzyszyło popełnianemu wykroczeniu - to de

> facto takiego pierwszeństwa nie ma !

> Spojrzyjmy teraz na taki przypadek:

> 4. Pijany mimo że jedzie prawidłowo jest ofiarą wypadku, ktoś pakuje mu się na skrzyżowaniu w

> kufer. Kto teraz jest winny ? Pijany kierowca, który stał, czy ten który nie wyhamował ???

Winny jest sprawca kolizji, pijany odpowie swoją drogą za to, że jechał pijany.

> p.s.

> Nie wiem czy ktoś zakuma o co mi dokładnie chodzi - może pomoże taki przykład tym razem z życia

> codziennego.

> Złodziej włamuje się nam do domu, niestety w domu mamy psa, który dość poważnie go gryzie.

> Złodziej trafia na 7 dni do szpitala i pozywa nas o odszkodowanie za utrate zdrowia.

Słusznie!

> Według mojego rozumowania, złodziej zostaje pogryziony owszem, ale dzieje się to jako skutek

> złamania przepisów, wobec tego traci on z tego tytułu wszelkie prawa.

Może chciał tylko zapytać o drogę, albo dostać kawałek chleba? Jak się ma psa kretyna, to trzeba za niego odpowiadać własna dupą old.gifzlosnik.gif

Napisano
  • Autor

> Jeżeli mamy np 120/190, to przyczynek jest niewielki i sąd zapewne przyłoży grzywnę

> przekraczającemu, ale orzeknie winę wymuszającego.

> Jeżeli mamy np 220/100 - wówczas mamy zupełnie inny pkt odniesienia i może być tak, że to

> przekraczający beknie, a wymuszający zostanie uniewinniony.

Miałem przypadek w tamtym tygodniu.

Jest przerywana, na horyzoncie jakieś motory, ogień wyprzedzam. W połowie wyprzedzanego auta zorientowałem się że motory zbliżają się zdecydowanie za szybko, niż dozwolone 70 ... nawet niech będzie 90 czy 100. Skurkowańcy katowali szlifierki na maxa, mało tego jechali obok siebie.

Dałem po heblach i grzecznie wróciłem na swój pas.

Na moje oko gnali 160-180, nie była to stała prędkość - rozpędzali się, a wiadomo jakie przyspieszenia mają ścigacze.

Widoczność była idealna, droga prosta, na podstawie doświadczenia i praktyki jestem w stanie określić, czy zdążę wyprzedzić, czy nie - ale nie jestem w stanie przewidzieć że ktoś będzie gnał 180 z przeciwnej strony.

Jeżeli by doszło do kraksy - oczywiście byłbym winny ja, bo wyprzedzałem i nie upewniłem się .... ale

czy na pewno ?

Napisano

> Jesteś pewien ????

Oczywiście.

A jakim przyczynkiem do tego, że na niego najechali (powtarzam - mowa o CZYSTYM PRZYPADKU NAJECHANIA - stał na czerwonym już od dłuższej chwili a za nim ktoś nie wyrobił i przydzwonił) jest to, że był nastukany?

Gdyby jechał i np depnął po h-cach na zasadzie "ja cię k...urczę nauczę", wówczas mamy zupełnie inny przebieg zdarzeń.

> Dlaczego więc policja przy większości kolizji sprawdza trzeźwość kierujących - żeby podnieś

> statystyki ???

> - na to wygląda, skoro nie ma to najmniejszego wpływu na ustalenie winnych

> zdarzenia drogowego

Ale może dołożyć kolejne zarzuty i w określonych przypadkach zmienić winnego.

Pamiętaj - NIE MA DWÓCH TAKICH SAMYCH WYDARZEŃ NA DRODZE (powtarzaj aż do skutku). Nie da się generalizować, że "zawsze", albo "na pewno".

Wiesz - można np zdjąć pieszego na pasach i będzie to 100% wina pieszego (wtargnięcie, pieszy narąbany itp), chociaż z pozoru pieszy na pasach święty jest...

Napisano
  • Autor

> Dostaje mandat za wyprzedzanie na ciągłej (swoją droga nie ma pojedynczej ciągłej ). Jesteśmy

> winni, bo nie patrzymy w lusterka.

Jeżeli robił to pasem wyłączonym, wysepką, chodnikiem - też mam obowiązek sprawdzać - czy nie pojawił się pojazd widmo, z miejsca w którym nie było prawa go być ???

Według rozumowania z którym się nie zgadzam, jeżeli ktoś postanowił mnie wyprzedzić wysepką (ma terenówkę z wysokim zawieszeniem, której wysepki nie szkodzą), a ja tego nie zauważyłem i władowałem mu się przed maskę to winny jestem ja, on zaś dostanie mandat za .... wjazd na wysepkę - jest za coś takiego mandat ???

Napisano

> Jeżeli by doszło do kraksy - oczywiście byłbym winny ja, bo wyprzedzałem i nie upewniłem się ....

> ale

> czy na pewno ?

Znowu - nie można jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

BYĆ MOŻE tak, BYĆ MOŻE nie.

Jeżeli np jesteś już w połowie wyprzedzania a ktoś na Ciebie się właduje - sytuacja jest jasna - kolo przedobrzył z prędkością, najechał na Ciebie, podczas gdy Ty już daaawno wykonywałeś manewr.

Jeżeli zwarliście się bokami - ooooo, tu już sytuacja nie jest taka "klar" i - znów - zależy co powiedzą biegli (ergo - jaki był FAKTYCZNY przebieg zdarzenia...).

Napisano

> za to ma dosc duzy w procesie likwidacji szkod

Etam

Jeżeli mówimy o tym konkretnym przypadku, to nabzdryngolony inkasuje PEŁNE odszkodowanie z polisy OC sprawcy.

Ale - istotnie - dla ubezpieczycieli to bardzo dobra sprawa.

Napisano

> Co łączy te wszystkie przypadki.

> Gdyby nie złamanie przepisów, nie doszło by do kraksy.

> Przecież jeżeli ta druga osoba jechałaby zgodnie z przepisami nie doszło by do wypadku.

> Czy nie powinno być tak, że po udowodnieniu, że osoba która uczestniczyła w stłuczce, wypadku a

> miała pierwszeństwo - jednak to pierwszeństwo towarzyszyło popełnianemu wykroczeniu - to de

> facto takiego pierwszeństwa nie ma !

Bo wogole rozumowanie, ze ten ktory nie mial pierwszenstwa jest winny nie jest sluszne.

Przy kazdym wypadku powinno sie brac wszystkie aspekty czynnikow krore przyczynily sie do wypadku (zachowanie obu kierowcow) i wtedy oceniac kto jest winny.

Szybko by sie okazalo, ze zapewne w ponad polowie wypadkow jakie wogole sie zdazaja na drogach, mamy wspolwine.

I to by bylo bardzo dobre - bo skonczylo by sie kozakowanie coponiektorych myslacych na zasadzie - mam pierwszenstwo to lece na zaboj bo i tak w razie czego nie bedzie moja wina.

W innych krajach taki system dziala i sprawdza sie bardzo dobrze.

Ale wsumie ciii... Moze nie powinienem sie wypowiadac, bo mi tu zaraz niektorzy zarzuca, ze za malo dorzucielm na ZUS zeby miec prawo glosu na autokaciku.

Napisano

Jak opisuje ten artykuł każda ze spraw, które opisałeś jest do wygrania. Jeśli się komuś nie chce czytać to przytoczę:

Quote:

Rzecz wydarzyła się w Krakowie. Samochód wyjeżdżał z bramy budynku na chodnik. Kierowca zobaczył wówczas pędzącego rowerzystę i zatrzymał się. Rowerzysta jednak nie wyhamował i uderzył w samochód. Sądy pierwszej i drugiej instancji uznały za winnego kierowcę samochodu. Bo nie zachował szczególnej ostrożności w trakcie włączania się do ruchu i nie ustąpił pierwszeństwa rowerzyście. Choć, jak zauważył sąd, rowerzysta jechał nieprawidłowo, bo poruszał po chodniku.

Sąd Najwyższy zdziwił się taką interpretacją przepisów.
"Kierujący samochodem nie musiał w tej sytuacji ustąpić pierwszeństwa, bo pierwszeństwu musi towarzyszyć uprawnienie. A rowerzysta nie miał prawa poruszać się chodnikiem i świadomie naruszył przepisy"
- uznał SN.


Problem w tym że Policji się nie chce a nie każdy ma na tyle determinacji żeby ciągnąć sprawę do SN. Dlatego po forach chodzą opinie typu "mogę jechać ile chce, jak zabiję to i tak będzie jego wina". A to nieprawda. Przepis o pierwszeństwie nie jest żadnym nadprzepisem jak tu niektórzy sądzą. A każda sprawa jest inna i powinna być rozpatrywana indywidualnie. A nie zakładanie od razu że winny jest ten co wymusił.

Napisano
  • Autor

> Jak opisuje ten artykuł każda ze spraw, które opisałeś jest do wygrania. Jeśli się komuś nie chce

> czytać to przytoczę:

> Quote:

> Rzecz wydarzyła się w Krakowie. Samochód wyjeżdżał z bramy budynku na chodnik. Kierowca zobaczył

> wówczas pędzącego rowerzystę i zatrzymał się. Rowerzysta jednak nie wyhamował i uderzył w

> samochód. Sądy pierwszej i drugiej instancji uznały za winnego kierowcę samochodu. Bo nie

> zachował szczególnej ostrożności w trakcie włączania się do ruchu i nie ustąpił pierwszeństwa

> rowerzyście. Choć, jak zauważył sąd, rowerzysta jechał nieprawidłowo, bo poruszał po chodniku.

> Sąd Najwyższy zdziwił się taką interpretacją przepisów. "Kierujący samochodem nie musiał w tej

> sytuacji ustąpić pierwszeństwa, bo pierwszeństwu musi towarzyszyć uprawnienie. A rowerzysta

> nie miał prawa poruszać się chodnikiem i świadomie naruszył przepisy" - uznał SN.

> Problem w tym że Policji się nie chce a nie każdy ma na tyle determinacji żeby ciągnąć sprawę do

> SN. Dlatego po forach chodzą opinie typu "mogę jechać ile chce, jak zabiję to i tak będzie

> jego wina". A to nieprawda. Przepis o pierwszeństwie nie jest żadnym nadprzepisem jak tu

> niektórzy sądzą. A każda sprawa jest inna i powinna być rozpatrywana indywidualnie. A nie

> zakładanie od razu że winny jest ten co wymusił.

waytogo.gif

O to mi właśnie chodziło : "Kierujący samochodem nie musiał w tej sytuacji ustąpić pierwszeństwa, bo pierwszeństwu musi towarzyszyć uprawnienie."

Napisano

> O to mi właśnie chodziło : "Kierujący samochodem nie musiał w tej sytuacji ustąpić pierwszeństwa,

> bo pierwszeństwu musi towarzyszyć uprawnienie."

Czyli co, w takim razie 100% wina rowerzysty?

W takim razie to tez bezsensu troche, bo takie rozstrzyganie tylko przeniesie problem z jednej strony na druga.

Zamiast - "a przelece przez skrzyzowanie na pelnej bombie bo mam pierszenstwo wiec i tak w razie czego nie bedzie moja wina" bedziemy mieli w zamian "ooo gosc jedzie po pasie wylaczonym z ruchu wiec moge sie przed niego werżnąć bo i tak nie bedzie moja wina w razie czego tylko jego, bo nie mial pierwszenstwa poniewaz nie towerzyszylo mu uprawnienie do poruszania sie tamtedy".

Oba sposoby rozstrzygania prowadza w zla strone.

Napisano

> Czyli co, w takim razie 100% wina rowerzysty?

Sorry - ale jeżeli ktoś ciupie na rowerze z taką prędkością, że nie jest w stanie się zatrzymać i uderza w stojący samochód i do tego efekty zderzenia są takie, że sprawa opiera się o sąd... Jedyna opcja - leczyć tego rowerzystę na nogi bo na głowę już za późno screwy.gif

Gdyby z tej bramy np. ktoś wyszedł - dorosły, czy dziecko - to też byś współwiny szukał? Bo pieszy mógł się rozglądnąć, czy ktoś po chodniku nie zapieprza na rowerze?

Napisano
  • Autor

> Oba sposoby rozstrzygania prowadza w zla strone.

Nie do końca - łamiesz jeden z przepisów, po to by zyskać uprawnienia do czegoś innego.

To tak jakbyś ukradł klucz do sejfu w banku - pieniądze z sejfu przecież legalnie wyjąłeś. bo miałeś klucz - tyle że kradziony.

Podobnie z ruchem drogowym, po to łamiesz jeden przepis, żebyś miał nad innym użytkownikiem ruchu przewagę, ale przewaga ta jest wynikiem wykroczenia, przestępstwa.

Napisano

> To tak jakbyś ukradł klucz do sejfu w banku - pieniądze z sejfu przecież legalnie wyjąłeś. bo miałeś klucz - tyle że kradziony.

I kradzież klucza (wartość znikoma - można sobie dorobić nowy, albo możesz go oddać) - znikoma szkodliwość społeczna - umorzenie sprawy. Kradzież pieniędzy - jaka kradzież? Miał klucz, to sobie zabrał przecież...

Napisano
  • Autor

> Pora odświeżyć sobie wiedzę, bo aż wstyd...

czepiasz się grinser006.gif

Napisano

> czego nie bedzie moja wina" bedziemy mieli w zamian "ooo gosc jedzie po pasie wylaczonym z

> ruchu wiec moge sie przed niego werżnąć bo i tak nie bedzie moja wina w razie czego tylko

> jego, bo nie mial pierwszenstwa poniewaz nie towerzyszylo mu uprawnienie do poruszania sie

> tamtedy".

Nie rozumiesz. Od tego jest Policja i biegli żeby ustalić jak było. Bo inaczej wygląda sprawa jeśli ktoś celowo wjechał w gościa jadącego nieprawidłowo, a inaczej jeśli w niego wjechał bo go nie miało prawa tam być i się zwyczajnie go nie spodziewał. A na forach pokutuje opinia że winny jest zawsze ten co wymusił. Niezależnie od okoliczności. A to nieprawda.

Napisano

> (...) A na forach pokutuje opinia że winny

> jest zawsze ten co wymusił. Niezależnie od okoliczności. A to nieprawda.

To nie bierze się znikąd. Do takiego pojmowania prawa na drodze przyzwyczaiła nas policja. Ona ma działać przede wszystkim szybko, bo tak są szkoleni, a to czy ze zdrowym rozsądkiem...?. IMO nie.

Kojarzy mi się to z np. z hipotetyczną sytuacją.

Jest sobie strzelnica. Teren zamknięty, wały ochronne, tablice ostrzegawcze na płocie, a tu ni stąd ni zowąd wbiega Ktoś pomiędzy tarczę a strzelca. Pada strzał. Ktoś pada martwy. Strzelec nie zdążył zareagować, bo nikogo się nie spodziewał, ale zostaje skazany na 8 lat więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci. Ktoś dostaje grzywnę za wtargnięcie na teren prywatny i nie zastosowanie się do tablic ostrzegawczych. Właściwie to mu rybka, bo leży martwy na piachu.

Albo.

Sala gimnastyczna, a w niej pilnie trenują bokserzy. Walą co sił w worek treningowy.

Do sali przychodzi agent specjalny Tomek, w sprawie nie płacenia alimentów przez boksera Marka. Podchodzi, wsadza mordę między worek a boksera marka i dostaje w ryj. Nawet nie zdążył zapytać o nazwisko.

I co? Bokser Marek dostaje spory wyrok za napaść na policjanta. Tak u nas to działa.

Napisano

> Czyli co, w takim razie 100% wina rowerzysty?

> W takim razie to tez bezsensu troche, bo takie rozstrzyganie tylko przeniesie problem z jednej

> strony na druga.

> Zamiast - "a przelece przez skrzyzowanie na pelnej bombie bo mam pierszenstwo wiec i tak w razie

> czego nie bedzie moja wina" bedziemy mieli w zamian "ooo gosc jedzie po pasie wylaczonym z

> ruchu wiec moge sie przed niego werżnąć bo i tak nie bedzie moja wina w razie czego tylko

> jego, bo nie mial pierwszenstwa poniewaz nie towerzyszylo mu uprawnienie do poruszania sie

> tamtedy".

> Oba sposoby rozstrzygania prowadza w zla strone.

Tak było na wjeździe z Wisłostrady na Most Grota Roweckiego (Toruński) w Wawie. Pas z wjazdu staje się tam nowym, czwartym pasem. Wcześniej są 4 pasy, ale prawy się kończy i staje się polem zakreskowanym. Wielu pajaców jednak pomykało po tym zakreskowanym, a na wjeździe stał "ustąp". Baranów pozbyto się stawiając betonowe bariery. Widocznie z polactwem tylko takimi metodami można walczyć... smile.gifbut.gifbokser.gif

Napisano

> To nie bierze się znikąd. Do takiego pojmowania prawa na drodze przyzwyczaiła nas policja. Ona ma

> działać przede wszystkim szybko, bo tak są szkoleni, a to czy ze zdrowym rozsądkiem...?. IMO

> nie.

Wszystko zależy od kalibru sprawy.

Jeżeli temat idzie kolizją - nikt nie będzie się bawił w robienie pełnej papierologii, sąd i powoływanie biegłych.

W razie potężnych wątpliwości może być tak, że policja obdzieli po równo:

"Pan wymusił, a pana być tam nie powinno, pan dostaje mandat za wymuszenie, pan za nie-tam-gdzie-trzeba-bycie i finito".

Napisano

> Czyli co, w takim razie 100% wina rowerzysty?

Tak. Kierujący pojazdem po zauwazeniu rowerzysty zatrzymał się, ale ponieważ rowerzysta jechał chodnikiem i w dodatku szybko i nie zdołał się zatrzymać to on jest winny.

I tak powinno być, tylko jak zostało zauważone policja ma w dupie i załatwia sprawę po najniższej linii oporu. Dodatkowo sądy niższych instancji często wydają wyroki nie zapoznając się w pełni z faktami.

> W takim razie to tez bezsensu troche, bo takie rozstrzyganie tylko przeniesie problem z jednej

> strony na druga.

> Zamiast - "a przelece przez skrzyzowanie na pelnej bombie bo mam pierszenstwo wiec i tak w razie

> czego nie bedzie moja wina" bedziemy mieli w zamian "ooo gosc jedzie po pasie wylaczonym z

> ruchu wiec moge sie przed niego werżnąć bo i tak nie bedzie moja wina w razie czego tylko

> jego, bo nie mial pierwszenstwa poniewaz nie towerzyszylo mu uprawnienie do poruszania sie

> tamtedy".

Takie działanie jest celowe i w sprzeczności z art 4 prawo o ruchu drogowym.

> Oba sposoby rozstrzygania prowadza w zla strone.

Nie.

Napisano

> facto takiego pierwszeństwa nie ma !

co za bzdury....

wszystko co napisałeś ma się nijak do rzeczywistości... poucz się trochę, poznaj to o czym piszesz.

1. powinieneś się zgłosić jako biegły do sprawy Wałęsy, bo biegli na potrzeby prokuratury, orzekli, że tak niewielkie przekroczenie nie miało wpływu na zdarzenie a jedynie niedochowanie przez zawracajacego uwagi doprowadziło do zdarzenia.

2. jak obejrzysz opinię biegłych, w każdej sprawie którą widziałem, biegły ocenia całe zdarzenie, wszystkie osoby, prawidłowość ich reakcji, kalkuluje czasy reakcji widoczność itp. na podstawie takiej opinii jest wydawany wyrok z ew. przyczynieniem się. A można nawet odwrócić role jeśli biegły wskaże "nauczyciela" który celowo spowodował zagrożenie nadużywając prawa... i będzie taka menda becelować do końca życia czacha.gif

To samo tyczy się pijaka, bo niby jechał dobrze i nikomu nie wadził, ale jego stan spowodował, że jego reakcje spowodowany, że nie uniknął wypadku spowodowanego przez inną osobę.

3. każdy odpowiada w granicach swoich obowiązków, a twoim obowiązkiem jeśli poczytasz kodeks drogowy, jest upewnić się czy możesz rozpocząć manewr wyprzedzania, włączyć się do ruchu itp. niezależnie z jaką prędkością jedzie ten ktoś inny i czy "powinien się tam znajdować" jeśli się zderzycie to Ty dostaniesz za niedochowanie swoich obowiązków a on za swoje naruszenie.

Napisano

> policja ma w dupie i załatwia sprawę po najniższej

> linii oporu.

dokładnie, i to jest powód większości "sensacji z których potem się tworzą mity"

> Dodatkowo sądy niższych instancji często wydają wyroki nie zapoznając się w pełni z faktami.

jak ktoś idzie sam do sądu i liczy, że Sąd sam sprawiedliwie osądzi sam powoła dowody i przesłucha świadków to i tak bywa hehe.gif

Napisano

To że policja działa jak działa, to wiem z pierwszej ręki od "specjalistów" z Komendy Stołeczej Policji Wydz. Ruchu Drogowego, z którymi miałem okazję dyskutować na ten temat. Gdybym zawczasu od nich nie wyszedł, to pewnie skończyło by się na obrażeniu funkcjonariuszy policji na służbie, w dodatku w ich siedzibie.

Ale do rzeczy.

1.

Skrzyżowanie ulic, na której ruch jest kierowany przez sygnalizację świetlną.

Podporządkowana ma zielone światło, w związku z tym na głównej pali się światło czerwone.

Po głównej, nie zważając na czerwone światło jedzie samochód i dochodzi do kolizji z prawidłowo na podporządkowanej jadącym autem.

Tu ocena panów "specjalistów" jest jasna, nie budząca wątpliwości. Ten co przejechał na czerwonym jest w 100% winny kolizji i kropka.

2.

Skrzyżowanie na którym jedna z ulic jest jednokierunkowa w kierunku skrzyżowania, czyli od strony skrzyżowania nie ma w nią wjazdu.

Na tej jezdni jednokierunkowej stoi zaparkowany samochód pod kątem ok.40*. Aby włączyć się do ruchu, musi cofnąć i dopiero potem ruszyć do przodu, kierowca odwraca głowę patrzy do tyłu i widząc, że (z teoretycznie jedynego możliwego kierunku skąd mogą nadjechać auta) jezdnia jest pusta, cofa kilka metrów i w tym momencie dochodzi do kolizji z autem, którego kierowca zignorował znak zakazu wjazdu i wjechał w jezdnię jednokierunkową pod prąd.

Ocena panów "specjalistów".

Winnym kolizji jest kierowca który cofnął, bo powinien ustąpić wszystkim pojazdom poruszającym się po drodze.

Kierowca, który jechał pod prąd zostanie ukarany mandatem za wykroczenie formalne, czyli za nie zastosowanie się do znaku "zakaz wjazdu wszelkich pojazdów".

Trudno przemówić do rozsądku "specjalistom", że cofający "miał zielone", a wjeżdżający pod prąd - "miał czerwone" i nie ma o czym dyskutować. Oni wiedzą swoje.

Krótko mówiąc. Panowie "specjaliści" nie maja jednolitej oceny zdarzeń drogowych i tak szkolą funkcjonariuszy.

Napisano

> Pan W dostaje mandat za przekroczenie szybkości, winny jest ten, który wymusił.

Niekoniecznie - jeżeli zostanie stwierdzone że przy danej prędkości jadącego główną ten z podporządkowanej (lub włączający się do ruchu) nie miał szans na ocenę sytuacji, to winny jest jadący z pierwszeństwem. Przynajmniej tak się zdarza, bo wiadomo jak jest z orzecznictwem.

Dla wzmocnienia kontrastu pytanie : kto jest winny kolizji - wyjeżdżający z podporządkowanej czy motocyklista jadący 300 km/h w nocy bez świateł?

Napisano

> Jeżeli robił to pasem wyłączonym, wysepką, chodnikiem - też mam obowiązek sprawdzać - czy nie

> pojawił się pojazd widmo, z miejsca w którym nie było prawa go być ???

> Według rozumowania z którym się nie zgadzam, jeżeli ktoś postanowił mnie wyprzedzić wysepką (ma

> terenówkę z wysokim zawieszeniem, której wysepki nie szkodzą), a ja tego nie zauważyłem i

> władowałem mu się przed maskę to winny jestem ja, on zaś dostanie mandat za .... wjazd na

> wysepkę - jest za coś takiego mandat ???

Wyjeżdżając z wysepki nie jedzie drogą główną, tylko włącza się do ruchu, więc musi ustąpić wszystkim.

Mandat za wjazd na wysepkę swoją drogą jest - strażnicy miejscy lubują się w ich wystawianiu.

Napisano

> Wyjeżdżając z wysepki nie jedzie drogą główną, tylko włącza się do ruchu, więc musi ustąpić

> wszystkim.

Niestety - tak to nie jest interpretowane. Poniewaz włączanie do ruchu to wjeżdżanie na jezdnię. A pole zakreskowane ciągle jest elementem jezdni więc nie włącz się do ruchu (zresztą jest katalog, kiedy włącza się do ruchu i obszaru wyłączonego tam nie ma)

Inaczej by było gdyby pojechał po chodniku.

Napisano

> Niestety - tak to nie jest interpretowane. Poniewaz włączanie do ruchu to wjeżdżanie na jezdnię. A

> pole zakreskowane ciągle jest elementem jezdni więc nie włącz się do ruchu (zresztą jest

> katalog, kiedy włącza się do ruchu i obszaru wyłączonego tam nie ma)

> Inaczej by było gdyby pojechał po chodniku.

Pole zakreskowane jest co najwyżej elementem drogi, ale nie jest elementem jezdni:

Quote:

jezdnia - część drogi przeznaczoną do ruchu pojazdów; określenie to nie dotyczy torowisk wydzielonych z jezdni;


Jak wiadomo, wysepka nie jest częścią drogi przeznaczoną do ruchu pojazdów, nie wchodzi zatem w obręb jezdni.

Wyjeżdżając z wysepki delikwent jak najbardziej więc wjeżdża na jezdnię. To że z technicznego punktu widzenia jest to ten sam asfalt nie ma żadnego znaczenia.

Napisano

> Niestety - tak to nie jest interpretowane. Poniewaz włączanie do ruchu to wjeżdżanie na jezdnię. A

> pole zakreskowane ciągle jest elementem jezdni więc nie włącz się do ruchu (zresztą jest

> katalog, kiedy włącza się do ruchu i obszaru wyłączonego tam nie ma)

Nie może być tego w jak to nazwałeś katalogu możliwości włączania się do ruchu bo do ruchu można się włączyć z miejsca, gdzie można wjechać samochodem. A obszar wyłączony z ruchu tym nie jest. Gdyby takie coś było to znaczyło by to że tam wolno wjechać samochodem. I byłaby sprzeczność w przepisach. Więc interpretacja że samochód będący w obszarze wyłączonym z ruchu ma pierwszeństwo przed kimkolwiek to jakaś abstrakcja.

Napisano

pomroczność jasna.... zlosnik.gif

To też opinia "biegłych" hehe.gif

Napisano
  • Autor

> 3. każdy odpowiada w granicach swoich obowiązków, a twoim obowiązkiem jeśli poczytasz kodeks

> drogowy, jest upewnić się czy możesz rozpocząć manewr wyprzedzania, włączyć się do ruchu itp.

> niezależnie z jaką prędkością jedzie ten ktoś inny i czy "powinien się tam znajdować" jeśli

> się zderzycie to Ty dostaniesz za niedochowanie swoich obowiązków a on za swoje naruszenie.

Przeanalizujmy takie 2 zdarzenia.

1.

W NOCY wyjeżdżamy z bocznej ulicy, skrzyżowanie nie oświetlone, są ciemności egipskie - nie mamy pierwszeństwa, mamy obowiązek ustąpienia. Rozglądamy się, nie widać auta - wiec rura.

Nagle okazuje się ze drogą z pierwszeństwem jechało nie oświetlone auto i pakuje się nam w bok. Auta takiego nie mieliśmy prawa dostrzec.

Wg. niektórych my jesteśmy winni, a tamten kierowca dostanie mandat za brak świateł ??

2.

Wjechaliśmy na skrzyżowanie (tym razem jest dzień) w mieście więc obowiązuje ograniczenie do 50. Rozglądamy się, wjechaliśmy i ..... okazało się że auto jechało ze 150 km/h (w momencie wjechania było dość daleko wiec z doświadczenia wynikało by, że spokojnie zdążymy) przy czym miało niesprawne hamulce i pięknie pakuje się nam w tył.

Oczywiście w tym wypadku też nasza wina ??? a gość ma nie sprawne auto, więc policja zabiera mu dowód ?

Napisano

> 2.

> Wjechaliśmy na skrzyżowanie (tym razem jest dzień) w mieście więc obowiązuje ograniczenie do 50.

> Rozglądamy się, wjechaliśmy i ..... okazało się że auto jechało ze 150 km/h (w momencie

> wjechania było dość daleko wiec z doświadczenia wynikało by, że spokojnie zdążymy) przy czym

> miało niesprawne hamulce i pięknie pakuje się nam w tył.

> Oczywiście w tym wypadku też nasza wina ??? a gość ma nie sprawne auto, więc policja zabiera mu

> dowód ?

taki przypadek znam, tyle że gość pakuje się w bok, ginie człowiek i winnym zostaje ten na głównej icon_rolleyes.gif

przyczyną było właśnie spore przekroczenie prędkości, niby 120/70 czy 50, ale mogło być więcej (sprawę znam z opowiadań rodziny która szukała "ratunku")

facet dostał wyrok więzienia icon_rolleyes.gif

Napisano

> 1.

> W NOCY wyjeżdżamy z bocznej ulicy, skrzyżowanie nie oświetlone, są ciemności egipskie - nie mamy

> pierwszeństwa, mamy obowiązek ustąpienia. Rozglądamy się, nie widać auta - wiec rura.

> Nagle okazuje się ze drogą z pierwszeństwem jechało nie oświetlone auto i pakuje się nam w bok.

> Auta takiego nie mieliśmy prawa dostrzec.

> Wg. niektórych my jesteśmy winni, a tamten kierowca dostanie mandat za brak świateł ??

wg. których niektórych ? Prawo nakłada na ciebie obowiązki i z nich rozlicza, masz się upewnić i się upewniłeś, nie widziałeś i za brak widoczności odpowiada pan x i to on jest winny zdarzenia.

> 2.

> Wjechaliśmy na skrzyżowanie (tym razem jest dzień) w mieście więc obowiązuje ograniczenie do 50.

> Rozglądamy się, wjechaliśmy i ..... okazało się że auto jechało ze 150 km/h (w momencie

> wjechania było dość daleko wiec z doświadczenia wynikało by, że spokojnie zdążymy) przy czym

> miało niesprawne hamulce i pięknie pakuje się nam w tył.

> Oczywiście w tym wypadku też nasza wina ???

Ja bym dał 50/50. Z resztą on może mieć inne ograniczenie. i sam się właśnie podłożyłeś używając określenia "z doświadczenia wynikałoby" z czego wynika, że działałeś bezrefleksyjnie, rutynowo zamiast prawidłowo ocenić prędkość pojazdu. Ale w tej sprawie sensowne byłoby też orzeczenie, że tobie się należy za wymuszenie pierwszeństwa, ale to niesprawność hamulców była bezpośrednią przyczyną wypadku.

Napisano

Masz całkowitą rację, kolega Raku też chyba tego nie podważa ale chce spojrzeć na temat z trochę innej strony, bo w tego typu przypadkach są jakby dwie prawdy czy - jakby to inaczej ująć - dwie logiki.

Wybiegnijmy trochę poza sztywno ustalone ramy i podejdźmy do tematu tak trochę "salomonowo".

Po prostu w wielu tego typu przypadkach kolizji i wypadku w ogóle by nie było gdyby jakiś baran nie złamał przepisu.

Owszem, dwie strony łamią przepisy jednak wykroczenia te występują w pewnej kolejności.

Skrzyżowanie usytuowane na zakręcie w obszarze zabudowanym.

Wyjeżdżający z ulicy podporządkowanej upewnia się, że nic nie jedzie i wyjeżdża na drogę z pierwszeństwem. W tym momencie nie złamał żadnego przepisu.

Z chwilą gdy jest w połowie drogi z pierwszeństwem nadjeżdża motocykl jadący z prędkością 100km/h i w dodatku ścina sobie zakręt. W tym momencie jest łamanie przepisu.

Ostatecznie nie ma czasu na nic, ułamki sekund i dochodzi do zderzenia.

W tym momencie Bogu ducha winny staje się też kierowca pojazdu, który dochował staranności i prawidłowo wjechał na skrzyżowanie. I ta jego wina jest trochę niesprawiedliwa.

Przykładów można mnożyć bez liku, każda raca będzie racją z tych "najmojszych", jednak w wielu tego typu przypadkach trochę niesprawiedliwości jest, jeżeli chodzi o tych właśnie Bogu ducha winnych.

Różne są zdarzenia ale jak to wygląda w przypadku gdy taki Bogu ducha winny nie przyznaje się do winy i sprawa ląduje w sądzie grodzkim.

Jak to wygląda w sądzie? Jak dowieźć swojej niewinności? Kto to ustala, kto bada i czy w ogóle są jakieś ustalenia czy badania?

Ciekawi mnie to trochę, bo już nie raz można było na AK o tego typu tematach poczytać i jakoś zawsze pozostawały dwa obozy.

Napisano

> Z chwilą gdy jest w połowie drogi z pierwszeństwem nadjeżdża motocykl jadący z prędkością 100km/h i

> w dodatku ścina sobie zakręt.

Ten przypadek jest już tak czerstwy, że aż boli. To jest naukowo udowodnione, że kierowca jadąc bezmyślnie lub inaczej "myśląć o czymś innym" nie widzi motocyklisty tak jak nie widzi samochodu bez świateł, widzi jedynie to co oczekuje zobaczyć czyli samochód parę reflektorów jako znak pojazdu w ruchu. a potem jest "skąd on się wziął" "nie widziałem go" "musiał jechać 300 na jednym kole"

> Jak to wygląda w sądzie? Jak dowieźć swojej niewinności? Kto to ustala, kto bada i czy w ogóle są

> jakieś ustalenia czy badania?

jak jest spór biegł wydaje opinię i jest po sprawie.

Napisano

> Masz całkowitą rację, kolega Raku też chyba tego nie podważa ale chce spojrzeć na temat z trochę

> innej strony, bo w tego typu przypadkach są jakby dwie prawdy czy - jakby to inaczej ująć -

> dwie logiki. [ciach]

hmm ale jadącego 100km/h też powinien zauważyć ?

często włączam się do ruchu na ulice która jest drogą krajową i na prawdę da sie "wyczuć" kto jedzie przepisowo (mało jest takich) a kto zapitala

u mnie akurat jest widoczność na 300-400m ok.gif

problem zaczyna być gdy jest wzniesienie, zakręt, wtedy faktycznie można zupełnie legalnie wyjechać a jednak nadziać się nie kogoś kto 2 cz 3x przekroczył prędkość

tylko w takim przypadku biegły raczej to oceni hmm.gif

Napisano
  • Autor

> Ten przypadek jest już tak czerstwy, że aż boli. To jest naukowo udowodnione, że kierowca jadąc

> bezmyślnie lub inaczej "myśląć o czymś innym" nie widzi motocyklisty tak jak nie widzi

> samochodu bez świateł, widzi jedynie to co oczekuje zobaczyć czyli samochód parę reflektorów

> jako znak pojazdu w ruchu. a potem jest "skąd on się wziął" "nie widziałem go" "musiał jechać

> 300 na jednym kole"

A ile musi jechać motocyklista żeby był winien ???

jadąc 60 km/h pokonuje w każdej sekundzie 16.68 metrów,

jadąc 120 km/h jest to już 33.36 metra

jadąc 160 km/h - jest to już 44.48 metra.

Czyli patrzymy się wolne, naciskam sprzęgło, wrzucam jeden, ruszam 2-3 metry on w tym czasie może przelecieć już 100-150 metrów.

Jest szansa, że jeżeli rzecz dzieje się na zakręcie, że go nie zauważymy ???

Dlaczego wśród motocyklistów jest taka nagonka, nawet jeśli motocyklista jedzie na jednym kole, 2 razy szybciej niż przepisy pozwalają, wciska się, miedzy auta, wyprzedza tam gdzie nie wolno - to prawie zawsze wskazują oni winnego kierującego autem. ?

Napisano

> A ile musi jechać motocyklista żeby był winien ???

motocyklista zawsze jest winien, bo jak nie jechał 200 na jednym kole to i tak "wziął się znikąd" a prawda jest taka, że jak motocyklista leży i walczy o życie lub już jest martwy a kierowca lata i drze się i ustawia świadków jak to szybko ten wariat jechał... ostatnio jeden wciskał, że motocyklista jechał 200, ale świadków było za wielu i potwierdzili, że to kierowca samochodu wjechał na czerwonym.

> Czyli patrzymy się wolne, naciskam sprzęgło, wrzucam jeden, ruszam 2-3 metry on w tym czasie może

> przelecieć już 100-150 metrów.

czyli widzi cię od ok 2 sekund jak ruszasz, i ma do ciebie jeszcze ok 100-150 metrów, wystarczy aby wyhamować z tych 160 do 60 i spokojnie ominąć, dlatego twój przykład jest do kitu. kierowcy wyjeżdżają na 20-50 metrów jak już nie ma czasu i prędkość nie ma większego znaczenia. Jeszcze inna sprawa, że niewielu potrafi trzymać 160 w zakręcie więc to w 95% są bajki.

> Dlaczego wśród motocyklistów jest taka nagonka, nawet jeśli motocyklista jedzie na jednym kole, 2

> razy szybciej niż przepisy pozwalają, wciska się, miedzy auta, wyprzedza tam gdzie nie wolno -

> to prawie zawsze wskazują oni winnego kierującego autem. ?

bo jeśli ten motocyklista jest ofiarą sam się nie może bronić... a wszyscy od razu z niego robią kozła ofiarnego. A wypadek nie jest powodowany zazwyczaj przez motocyklistę, tylko przez x który "nie spojrzał w lusterko" "myślał, że zdąży skręcić przed nim" takich przypadków jest pełno.

Pamiętaj, że motocyklista jest skupiony na drodze i ma palce na hamulcu, czas reakcji o wiele krótszy, nie zajmuje się radiem, hoddogiem, nie gada przez telefon ani nie poprawia sobie makijażu, nie szuka papierosa ani popielniczki, nie rozmawia ze współpasażerami, nie uspokaja dziecka i nie robi miliona innych rzeczy, którymi są zajęci kierowcy osobówek gdy im się pojawia coś "znikąd"

Napisano

> Pamiętaj, że motocyklista jest skupiony na drodze

Jest skupiony na drodze ile razy bardziej, niż katamaraniaż? I dlaczego się tak mocno (tak to zabrzmiało) skupia - bo jedzie ciut szybciej, niż inni, czy za...... suwa jak torpeda?

> i ma palce na hamulcu, czas reakcji o wiele

> krótszy, nie zajmuje się radiem, hoddogiem, nie gada przez telefon ani nie poprawia sobie

> makijażu, nie szuka papierosa ani popielniczki, nie rozmawia ze współpasażerami, nie uspokaja

> dziecka i nie robi miliona innych rzeczy, którymi są zajęci kierowcy osobówek gdy im się

> pojawia coś "znikąd"

Chyba lekko generalizujesz... ja nie dotykam klamki hamulca, jeśli nie hamuję biglaugh.gif obsługuję radio i MP 3 hehe.gif mam CB na pokładzie zlosnik.gif ale wiesz co? Zaraz napiszesz, że ja nie mam moto, tylko tapczan i w ogóle nie jestem motocyklistą... Może i tak jest, ale jeżdżąc na moto biorę pod uwagę to, że inni użytkownicy mają czas reakcji o wiele

dłuższy, zajmują się radiem, hoddogiem, gadają przez telefon i poprawiają sobie

makijażu, szukają papierosa i popielniczki, rozmawiają ze współpasażerami, uspokajają

dzieci i robią milion innych rzeczy, którymi są zajęci kierowcy osobówek, mało tego - jestem świadom swojej bezbronności wobec "puszek" i staram się nie dać uszkodzić. I jakoś do tej pory jest OK - inni użytkownicy nie mają problemu z dostrzeżeniem mnie i nie pojawiam się z nikąd ok.gif

Ale jeśli ktoś w/w nie uwzględnia, to niestety sam zmniejsza swoje szanse na długie życie icon_rolleyes.gif

No ale ja "nie ogarniam sprzęta w 100% i nie zamykam opon" - jak by mi to miało być do szczęścia potrzebne screwy.gif A ilu kierowników moto ogarnia w 100% posiadany samochód? No właśnie...

W zasadzie jeżdżę z prędkością kolumny aut, więc na miejsce docieram w zbliżonym czasie, jak autem i dobrze mi z tym waytogo.gif

Napisano
  • Autor

> Pamiętaj, że motocyklista jest skupiony na drodze i ma palce na hamulcu, czas reakcji o wiele

> krótszy, nie zajmuje się radiem, hoddogiem, nie gada przez telefon ani nie poprawia sobie

> makijażu, nie szuka papierosa ani popielniczki, nie rozmawia ze współpasażerami, nie uspokaja

> dziecka i nie robi miliona innych rzeczy, którymi są zajęci kierowcy osobówek gdy im się

> pojawia coś "znikąd"

Może niektórzy mylą ulice z torami wyścigowymi .... icon_eek.gifhmm.gif

Napisano

> Może niektórzy mylą ulice z torami wyścigowymi ....

mają tylko inną dynamikę i potrzebują mniej miejsca. Dlatego mają się do samochodów jak samochody do tirów. Teraz sobie wyobraź kierowcę tira, który zmienia pas bez spojrzenia w lusterko i włącza się do ruchu w stylu "większy może więcej"

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Ostatnio przeglądający 0

  • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tego serwisu, wyrażasz zgodnę na naszą Polityka prywatności oraz Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.