Jestem po testach Forestera w jego naturalnych warunkach
Czyli wróciłem z ferii, na które wyjechałem w góry w czasie największych śnieżyc.
I cieszę się, że wybrałem 4x4 Subaru i nie dałem się namówić na Mazdę lub Toyotę, bo jeszcze mógłbym przyoszczędzić i kupić coś z napędem na przód, ale za to w nowocześniejszej technologii.
Tam gdzie Mazda miliła przodem na granicy przyczepności i poddała się, ja mogłem się zatrzymać i ruszyć, bez żadnego uślizgu kołami. Z parkingu wypychałem Rav4 , bo nie potrafiła wyjechać ze śniegu.
Pierwszy raz czułem się bezpiecznie, wiedząc, że jak będę chciał jechać autem - to wsiadam i jadę. Nie martwię si, czy zaparkowałem na górce, czy będzie miał mnie kto wypchać, czy wieczorem założyć łańcuchy, żeby rano było szybciej.
Wsiadam i jadę
Co do silnika.
W górach bez włączonego trybu "S" jeździ się emerycko i denerwująco. Włączenie go poprawia dynamikę i podnosi obroty, ale nie wyje tak pod górkę.
Spalanie - w ziemie będzie ok 9-10 l, ale do tego dochodzi grzanie na parkingu, i rozrywkowa jazda po zaśnieżonych górkach.
P.s.
Nawet kobieta dała się przekonać, że w największej śnieżycy, jest w stanie podjechać do każde wzniesienie, ominąć auto wyciągane przez quada, jechać na skróty, drogą, którą ledwo było widać w śniegu.
Żal ludzie nie gorących łańcuchów jadąc w góry. Ludzie - to tyko 200 zł, niech jeździ w bagażniku, może jednak ten jeden raz wam się przydać.
Ale ludzie waśnie na własne życzenie się tak urządzają, chociaż auto mijane w piątkowa noc w Zalesiu (Limanowa- Kamienica) rozkraczone pod górę z walizkami, dziecki, wkurzoną zoną, miało łańcuchy, ale kierowca coś nie do końca ogarniał ich założenie.
Jak jak miałem przedonapędowca to na "sucho" w garażu uczyłem się je wcześniej zakładać. Ale widać, że niektórzy lubią uczyć się na bieżąco.
A teraz kilka fotek :