Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Autokącik

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Ceny paliw, a ruch na drogach

Featured Replies

Napisano

Tak się zastanawiam - gaz 2,88, benzyna 5,30, ON 5,28 a gdzie nie spojrzę korki, korki i jeszcze raz korki. Nawet na stacjach benzynowych ostatnio się jakby dłużej czeka na swoją kolejkę ale to już może mi się wydawać, choć nie sądzę.

Pytanie brzmi - czy jak cena litra paliwa wskoczy np. na 7zł to nadal będzie tak samo na drogach?

W ciągu ostatnich dwóch lat paliwo podrożały około 30% , a więc sporo.

W żaden jednak sposób nie wpłynęło to na popyt nań. To jest niemalże fenomen.

Ja rozumiem, że w godzinach 7-17 jeżdzą przeważnie Ci co muszą (praca, dojazdy) no ale zastanawia mnie np. kiedy ludziom na tyle "rura zmięknie", że kupią miesięczny i będą zapylać komunikacją miejską albo w obrębie miasta spacerkiem do tych 2-3km.

Poza tym moim skromnym zdaniem to takie podsrywanie ceny w górę o 1,2,3gr przez koncerny naftowe jest zwykłą socjotechniką, bo wystarczyłoby, żeby raz, dwa, trzy razy w roku "uaktualnić" cenę jednorazowo o np. 50gr w górę i nagle podejrzewam w pierwszysch dniach stanęłoby 20% kraju, a tak się naród przywyzczaja stopniowo i niby to mniej boli, tylko, że wychodzi na to samo.

Inna sprawa to fakt, iż mnóstwo ludzi po prostu ma tyłek zrośnięty z samochodem, bo widzę chociażby po sąsiadach - 300m do sklepu jadą autem i wracają przeważnie z bułkami i mlekiem - straszne ciężary smile.gif

Osobiście ograniczyłem jazdy drastycznie, teraz to już na prawdę tylko konieczność, by wyjechać.

Tak więc niech wypowie się naród po ile za litr to będzie za drogo.

Napisano

> Pytanie brzmi - czy jak cena litra paliwa wskoczy np. na 7zł to nadal będzie tak samo na drogach?

będzie, bo KZ też drożeje

kiedyś dojazd KZ kosztował mnie 6zł, dziś 10zł ... proporcje zostają

mnie dojazd autem kosztuje 5L LPG, 14zł

KZ ok 12zł ...

dodatkowo jeżdżę z dwoma osobami które dokładają się do paliwka ok.gif

Napisano

> mnie np. kiedy ludziom na tyle "rura zmięknie", że kupią miesięczny i będą zapylać komunikacją

> miejską albo w obrębie miasta spacerkiem do tych 2-3km.

Proszę Cię - naprawdę uważasz, że wzorzec kubański, czy albański sprzed 1989 r. jest właściwy ?

Może jeszcze wprowadzimy paliwo na kartki ?

Gotuję jak słyszę o komunikacji miejskiej i każdego takiego racjonalizatora zapraszam do mnie do domu o 7 rano.

Proszę, zabierz do MPK: siebie + plecak lub torba, dziecko młodsze + tornister + plecak basenowy, dziecko starsze + plecak + skrzypce + torba z nutami do skrzypiec.

A może mi jeszcze doradzisz rower ???

Napisano

Dojazd samochodem to dla mnie ponad 2h czasu w ciągu dnia więcej niż w porównaniu z komunikacją miejscą. Dodatkowo w bardziej komfortowych warunkach i "od drzwi do drzwi". Czasami jeżdżę ze znajomym, więc trochę się do paliwa dorzuci. A jak mam możliwość, to pracuję zdalnie. To jest dla mnie najlepsze rozwiązanie jeśli chodzi o oszczędność paliwa, i dodatkowo czasu, bo wtedy mam dodatkowe 1,5h w ciągu dnia, które mogę przeznaczyć na odpoczynek. smile.gif

Napisano

> Poza tym moim skromnym zdaniem to takie podsrywanie ceny w górę o 1,2,3gr przez koncerny naftowe

> jest zwykłą socjotechniką, bo wystarczyłoby, żeby raz, dwa, trzy razy w roku "uaktualnić" cenę

> jednorazowo o np. 50gr w górę

A zdajesz sobie sprawę, że ceny ropy zmieniają się codziennie ? Do tego dochodzą wahania sezonowe, wahania spowodowane czynnikami losowymi... Myślisz, że da się przewidzieć zmiany cen ropy w okresie pół roku, tak aby wyliczyć satysfakcjonującą koncerny marżę za ten okres? To jest po prostu niemożliwe.

Napisano
  • Autor

> Proszę Cię - naprawdę uważasz, że wzorzec kubański, czy albański sprzed 1989 r. jest właściwy ?

> Może jeszcze wprowadzimy paliwo na kartki ?

> Gotuję jak słyszę o komunikacji miejskiej i każdego takiego racjonalizatora zapraszam do mnie do

> domu o 7 rano.

> Proszę, zabierz do MPK: siebie + plecak lub torba, dziecko młodsze + tornister + plecak basenowy,

> dziecko starsze + plecak + skrzypce + torba z nutami do skrzypiec.

> A może mi jeszcze doradzisz rower ???

Wiadomo, że nie każdy może, ale sporo może ale im się nie chce z wygody rezygnować dlatego powstał ten watek z pytaniem zasadniczym ILE jesteście w stanie znieść.

Bo w Twoim przypadku to i 10zł/l będzie zdaje się do zniesienia.

Napisano
  • Autor

> Dojazd samochodem to dla mnie ponad 2h czasu w ciągu dnia więcej niż w porównaniu z komunikacją

> miejscą. Dodatkowo w bardziej komfortowych warunkach i "od drzwi do drzwi". Czasami jeżdżę ze

> znajomym, więc trochę się do paliwa dorzuci. A jak mam możliwość, to pracuję zdalnie. To jest

> dla mnie najlepsze rozwiązanie jeśli chodzi o oszczędność paliwa, i dodatkowo czasu, bo wtedy

> mam dodatkowe 1,5h w ciągu dnia, które mogę przeznaczyć na odpoczynek.

Jak tak czytam to zaczynam żałować, że zadałem to pytanie bo wychodzę na idiotę na tle całej reszty spineyes.gif

I to wszystko wobec /podobno/ kryzysu, grupowych zwolnień, bakructw banków i ciągłego trąbienia mediów o coraz to nowych podwyżkach w każdym sektorze.

A tu proszę - kraina cudów, każdy trochę poku**uje i nic, płaci dalej.

hehe.gif

Napisano

> A tu proszę - kraina cudów, każdy trochę poku**uje i nic, płaci dalej.

A co mam zrobić ? Ukraść paliwo na stacji ? Nasikać do baku ?

Daj mi alternatywę, skorzystam.

Napisano

W wielu przypadkach dojazd komunikacją to jakieś nieporozumienie.

U mnie autem w jedną stroę do pracy to ok. 15-20 minut.

Autobusami to tak:

pierw 800m na przystanek, jeden bus, potem wysiadka, drugi bus, wysiadka, kolejne 850 m do pracy z przystanku i jestem, czas: godzina i 5 minut (1:05). W dwie strony płacę za bilety jednorazowe przesiadkowe 3,20 jako student, za paliwo jakieś 6-7 zł. Szczerze, więcej wydam na leki coś czuję i nie będe mógł pracować jak się przeziębie.

IMHO do póki nie zaczną kursować u mnie autobusy ekspresowe i bliżej mojego miejsca pracy i domu nie zamierzam jeździć codziennie autobusami.

Napisano
  • Autor

> A co mam zrobić ? Ukraść paliwo na stacji ? Nasikać do baku ?

> Daj mi alternatywę, skorzystam.

Ja Ci tego nie powiem, bo zwyczajnie nie wiem ale wyobraź sobie, że nagle benzyna jest po 20zł/L i po prostu MUSISZ cos wymyslec, bo Ci pensji nie straczy na samo tankowanie.

Wtedy Ci się bardzo szybko alternatywa pojawi, uwierz.

Napisano
  • Autor

> W wielu przypadkach dojazd komunikacją to jakieś nieporozumienie.

> U mnie autem w jedną stroę do pracy to ok. 15-20 minut.

> Autobusami to tak:

> pierw 800m na przystanek, jeden bus, potem wysiadka, drugi bus, wysiadka, kolejne 850 m do pracy z

> przystanku i jestem, czas: godzina i 5 minut (1:05). W dwie strony płacę za bilety jednorazowe

> przesiadkowe 3,20 jako student, za paliwo jakieś 6-7 zł. Szczerze, więcej wydam na leki coś

> czuję i nie będe mógł pracować jak się przeziębie.

> IMHO do póki nie zaczną kursować u mnie autobusy ekspresowe i bliżej mojego miejsca pracy i domu

> nie zamierzam jeździć codziennie autobusami.

Wielu ma też przystanki tak umiejscowione, że wychodząc z domu to nań wpadają ale i tak wolą iść najpierw 200m na parking po autko, oskrobać i odgarnąć w zimie, zamiast wsiąść w autobus.

Nie ma reguły.

Napisano

> Ja Ci tego nie powiem, bo zwyczajnie nie wiem ale wyobraź sobie, że nagle benzyna jest po 20zł/L i

> po prostu MUSISZ cos wymyslec, bo Ci pensji nie straczy na samo tankowanie.

> Wtedy Ci się bardzo szybko alternatywa pojawi, uwierz.

wtedy zobaczysz w TV takie same protesty jak w Grecji czy Hiszpanii. Rząd musiałby obniżyć akcyzę itp. bo straty z zamieszek były o wiele wyższe.

Napisano

> Pytanie brzmi - czy jak cena litra paliwa wskoczy np. na 7zł to nadal będzie tak samo na drogach?

Będzie tak samo. Z bardzo prostego powodu. Paliwa należą do grupy dóbr dla których popyt jest nieelastyczny. Innymi słowy procentowa zmiana popytu jest mniejsza niż procentowa zmiana ceny. Uczą tego na pierwszym roku ekonomii a nasz miłościwie panujący minister finansów jest jakby nie patrzeć profesorem ekonomii.

Z polskiego na nasze i tak nie masz wyboru i musisz coś wlać do baku Substytuty w realnym stopniu dla paliwa nie istnieją. Owszem w starych kiblach można lać do baku olej pofrytkowy zamiast oleju napędowego ale to i tak nie zmienia obrazu całości.

Ja nawet jak ropa będzie po 7 zł i tak bedę tankował a zaoszczędzę na czymś by te różnicę wyrównać. Tak zrobi pewnie 90% ludzi. Zrobię tak dlatego że auto dla mnie jest wygodą a za wygodę trzeba płacić. Nie mam zamiaru jeździć na glonojada autobusami. Oczywiście nie jestem zadowolony z rozwoju sytuacji ale nie wydaje mi sie by można było coś poradzić.

Przypomnij sobie nie tak odlege czasy gdy benzyna kosztowała 4.5 i zblizała sie do 5 zł Ludzie robili jakieś śmieszne protesty i wieszczyli koniec świata. Tymczasem niedługo będzie 5,5 a i tak na stacjach jest ruch.

Napisano

> że nagle benzyna jest po 20zł/L i

> po prostu MUSISZ cos wymyslec,

Popełniasz pewien błąd w założeniach - to nie ja muszę wtedy wymyślić rozwiązanie.

Zbyt dużo ludzi żyje z handlu paliwami i branży automotive. W takiej sytuacji - czyli od jutra paliwa po 20 zł za litr - obie branże umierają.

Nikt nie zarżnie owcy - będzie ją strzygł, boleśnie i do samej skóry, ale jej nie zje. Alternatywę wymyślą koncerny paliwowe i samochodowe, bo nadal chcą z czegoś żyć, a ropa się zaczyna kończyć.

Napisano
  • Autor

> wtedy zobaczysz w TV takie same protesty jak w Grecji czy Hiszpanii. Rząd musiałby obniżyć akcyzę

> itp. bo straty z zamieszek były o wiele wyższe.

Czyli z tego wynika, że jesteśmy bogatym krajem, bo u nas to jedynie

się protestuje w obronie krzyża po Pałacem, a nikt nie wyjdzie na ulicę

w sprawach np. cen żywności, która również drożeje jak głupia ale to akurat skutek cen paliw w duzej mierze.

Napisano

> minister finansów jest jakby nie patrzeć profesorem ekonomii.

Magistrem jedynie.

Napisano

> Ja Ci tego nie powiem, bo zwyczajnie nie wiem ale wyobraź sobie, że nagle benzyna jest po 20zł/L i

> po prostu MUSISZ cos wymyslec, bo Ci pensji nie straczy na samo tankowanie.

Ale co wymyśli? Publiczną komunikację? A ta niby będzie nadal jeździć na paliwie kupowanym po dotychczasowych cenach? Chyba nie za bardzo...

Zostaje piechota lub rower, ale to się nie w każdych warunkach sprawdza, albo ktoś ma np. awersję do rowerów smile.gif.

Napisano
  • Autor

> Popełniasz pewien błąd w założeniach - to nie ja muszę wtedy wymyślić rozwiązanie.

> Zbyt dużo ludzi żyje z handlu paliwami i branży automotive. W takiej sytuacji - czyli od jutra

> paliwa po 20 zł za litr - obie branże umierają.

> Nikt nie zarżnie owcy - będzie ją strzygł, boleśnie i do samej skóry, ale jej nie zje. Alternatywę

> wymyślą koncerny paliwowe i samochodowe, bo nadal chcą z czegoś żyć, a ropa się zaczyna

> kończyć.

Myślę, że Ty popełniasz również spory błąd w założeniach.

Cena ES 95:

22.12.2004 - 2441zł/m3

20.10.2011 - 4200zł/m3

Wzrost prawie 100%, dane ze strony Orlenu.

A branża automotive się nawet mocno rozrosła, pojawiają coraz to nowe usługi.

Więc nie sądzę, że jak skoczy o kolejne 100-130% w ciągu najbliższych 6-5-7 lat to branża zdechnie.

Napisano
  • Autor

> Ale co wymyśli? Publiczną komunikację? A ta niby będzie nadal jeździć na paliwie kupowanym po

> dotychczasowych cenach? Chyba nie za bardzo...

> Zostaje piechota lub rower, ale to się nie w każdych warunkach sprawdza, albo ktoś ma np. awersję

> do rowerów .

Tylko, że zapominasz o jednym;

koszt sieciówki np. w Poznaniu to kwoty rzędu 110zł, dla studentów przez pół.

Benzyny spalisz za 2-2,5 razy tyle na samym dojezdzie do pracy ale to początek róznic, bo:

- płacisz OC/AC*

- częściej zmieniasz olej i filtry, czyt. bieżąca obsługa

- częstsze naprawy

Jak powyższe zsumujesz w skali roku i podzielisz przez 12 to Ci miesięczny koszt jazdy autem wyjdzie z 4 razy drożej, niż MPK.

*To akurat nie wpływa bezposrednio na roznice miedzy KZ, a autem.

Napisano

> Magistrem jedynie.

Mea Culpa waytogo.gif ale teorię zna

Napisano

> Myślę, że Ty popełniasz również spory błąd w założeniach.

> Cena ES 95:

> 22.12.2004 - 2441zł/m3

> 20.10.2011 - 4200zł/m3

> Wzrost prawie 100%, dane ze strony Orlenu.

Brakuje jeszcze jednej istotnej informacji:

Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2004r - 2289,57 zł

Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2011r (I kwartał) - 3466,33 zł

Nominalnie mamy ok 100% wzrostu ceny paliwa, ale jak weźmiemy pod uwagę wzrost płac to wychodzi już mniej.

Napisano
  • Autor

> Brakuje jeszcze jednej istotnej informacji:

> Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2004r - 2289,57 zł

> Przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2011r (I kwartał) - 3466,33 zł

> Nominalnie mamy ok 100% wzrostu ceny paliwa, ale jak weźmiemy pod uwagę wzrost płac to wychodzi już

> mniej.

O nieeeee, nie wejdzie jedno w drugie, za diabła.

Napisano

> Jak powyższe zsumujesz w skali roku i podzielisz przez 12 to Ci miesięczny koszt jazdy autem

> wyjdzie z 4 razy drożej, niż MPK.

No i co z tego? Jak sie już przyzwyczaisz do auta to bedzie bardzo ciężko sie przesiaść do MPK i jeździć na glonojada.

Ilu Twoich znajomych na przestrzeni kilku ostatnich lat zrezygnowało z jazdy autem na rzecz MPK? Ja u siebie nie mam żadnego takiego przykładu a ci którzy mogą kupują auta byle by nie jezić komunikacją publiczną. . Narzekają że jest drogo ale kupują.

Napisano

> 22.12.2004 - 2441zł/m3

> 20.10.2011 - 4200zł/m3

> Wzrost prawie 100%, dane ze strony Orlenu.

Nominalnie.

Porównaj to z:

średnia płaca:

- 2004 - 2369 PLN

- 2011 - 3581 PLN

A więc wzrost o ok. 50 %

inflacja:

2004 - 4,4 %, 2005 - 0,7 %, 2006 - 1,4 %, 2007 - 4,0 %, 2008 - 3,3 %, 2009 - 3,5 %, 2010 - 2,6%.

Czyli realny wzrost był zdecydowanie mniejszy niż nominalne 100%

> Więc nie sądzę, że jak skoczy o kolejne 100-130% w ciągu najbliższych 6-5-7 lat to branża zdechnie.

Ale jakby skoczyło o 400% w 1 dzień - z 5 na 20 zł, to by zdechła.

Ten wzrost o którym piszesz, jest zwykłym strzyżeniem owcy.

Dodaj do tego, że w krajach starej UE relatywnie (do zarobków) paliwa są kilkukrotnie tańsze.

Jakbyś zarabiał nominalnie tyle co zarabiasz, ale w euro a paliwo było po 1,5 euro to koszty paliwa by Cię zupełnie nie przerażały.

Napisano

> wtedy zobaczysz w TV takie same protesty jak w Grecji czy Hiszpanii. Rząd musiałby obniżyć akcyzę

> itp. bo straty z zamieszek były o wiele wyższe.

u nas w Polsce?? nie wierze,

Napisano

> koszt sieciówki np. w Poznaniu to kwoty rzędu 110zł, dla studentów przez pół.

Myślisz, że przy paliwie za 20 zł/ litr ta cena się utrzyma ?

> Jak powyższe zsumujesz w skali roku i podzielisz przez 12 to Ci miesięczny koszt jazdy autem

> wyjdzie z 4 razy drożej, niż MPK.

A jak policzysz że trzeba kupić taki bilet sobie i 2 dzieci, to te koszty wyjdą bardzo podobnie.

No i jazda na glonojada z całym bandżajem o którym pisałem należy do bardzo średniej przyjemności.

Napisano
  • Autor

> Nominalnie.

> Porównaj to z:

> średnia płaca:

> - 2004 - 2369 PLN

> - 2011 - 3581 PLN

> A więc wzrost o ok. 50 %

> inflacja:

> 2004 - 4,4 %, 2005 - 0,7 %, 2006 - 1,4 %, 2007 - 4,0 %, 2008 - 3,3 %, 2009 - 3,5 %, 2010 - 2,6%.

> Czyli realny wzrost był zdecydowanie mniejszy niż nominalne 100%

> Ale jakby skoczyło o 400% w 1 dzień - z 5 na 20 zł, to by zdechła.

> Ten wzrost o którym piszesz, jest zwykłym strzyżeniem owcy.

> Dodaj do tego, że w krajach starej UE relatywnie (do zarobków) paliwa są kilkukrotnie tańsze.

> Jakbyś zarabiał nominalnie tyle co zarabiasz, ale w euro a paliwo było po 1,5 euro to koszty paliwa

> by Cię zupełnie nie przerażały.

No ale czy ja piszę o UE czy o PL?

O PL.

Zachowujesz się jak byś był przedstwicielem PKN Orlen - na moje wyliczenia, dajesz swoje kontrwyliczenia, a przecież jestes kierowcą jak ja.

A prawda subiektywna jest taka, że w 2004, mimo podobno nizszych zarobków o wiele łatwiej mi było zniesc tankowanie za 3,20, 3,40 , niż dziś.

Bo mówisz w takim ujęciu jak by były tylko 2 bieguny tej sytuacji - ceny paliw i wysokosc wynagrodzen.

A co z cenami wszystkiego innego wokół? Potaniały? Nie. Tez wzrosły kilkakrotnie niekiedy, więć wzrost wynagrodzen na nic się zdał, bo relatywnie w portfelu tyle samo co 7lat temu, jak zarabiało się mniej ale wszystko było tansze.

Napisano

> No ale czy ja piszę o UE czy o PL?

> O PL.

> Zachowujesz się jak byś był przedstwicielem PKN Orlen - na moje wyliczenia, dajesz swoje

> kontrwyliczenia, a przecież jestes kierowcą jak ja.

> A prawda subiektywna jest taka, że w 2004, mimo podobno nizszych zarobków o wiele łatwiej mi było

> zniesc tankowanie za 3,20, 3,40 , niż dziś.

subiektywna to kluczowe slowo. wg mnie subiektywnie księżyc tez ostatnio mocniej swieci. strasznie daje po oknach smile.gif

> Bo mówisz w takim ujęciu jak by były tylko 2 bieguny tej sytuacji - ceny paliw i wysokosc

> wynagrodzen.

> A co z cenami wszystkiego innego wokół? Potaniały? Nie. Tez wzrosły kilkakrotnie niekiedy, więć

> wzrost wynagrodzen na nic się zdał, bo relatywnie w portfelu tyle samo co 7lat temu, jak

> zarabiało się mniej ale wszystko było tansze.

1. to sie nazywa inflacja (ktora realnie od 2004 wyniosła pewnie ok 22%).

2. jest tez wynikiem wzrostu wynagrodzen. takze to są 2 bieguny!

Kowalski vs ceny paliw.

i paliwo w okresie przytoczonym podrożało w porownaniu z wynagrodzeniami i uwzgledniajac inflacje: marginalnie (jako wynik kosztu baryłki i par walutowych). a poza tym: nadal jest w dolnej granicy cenowej vs reszta europy (a surowiec jest ten sam!)

takze: typowo polskie narzekanie.

Napisano

... niżby się mogło wydawać.

Jak niżej zauważono - popyt na paliwo jest (w miarę) sztywny - ludzie jeżdżą tyle ile jeżdżą i wiele zrobić się z tym nie da - można przerzucać się na alternatywne źródła zasilania - czy to gazociąg, czy kupić "ftedeiku", ale i tak ilość zużywanego (a więc kupowanego) paliwa będzie +/- constans.

Tyle mikroekonomicznego podejścia do sprawy.

A jest jeszcze podejście socjologiczne.

Jak zauważyłeś - w Polen posiadanie samochodu to przede wszystkim PRESTIŻ.

Polak nie zje, nie kupi dziecku nowych butów, a fura być MUSI - dość spojrzeć na statystyki kredytów nie obsługiwanych - ludzie mając nóż na gardle w ostatniej kolejności odcinają 2 obciążenia - kredyt hipoteczny i kredyt na samochód. I to się od lat nie zmienia.

Mentalność już tu zaprezentowano - "bo ja mam k.... dzieci i codziennie robię wyprawę napoleona do egiptu, więc MUSZĘ", bo "ja na leki wydam więcej niż na paliwo", bo "nie po to STAĆ mnie na samochód, żebym jak ostatni wieśniak tłukł się z bydłem autobusem".

Prawda leży daleko gdzie indziej.

W centrum posługiwanie się samochodem to dramat jakiś - mieszkając w samym city w 90+% przypadków szybciej dojeżdżałem rowerem niż samochodem, przy czym rowerem FAKTYCZNIE door-to-door, a z samochodem to różniście bywało, bo znaleźć miejscówkę do przykucnięcia w centrum to nie jest takie hopsiup.

Dziś jest zapewne jeszcze lepiej (na korzyść roweru), gdyż powyżej bazuję na sytuacji sprzed ok 5 lat, gdzie centrum nie było zryte wzdłuż i wszerz.

Z przedmieść do centrum rowerem RÓWNIEŻ dojeżdżałem szybciej (licząc door-to-door - rowerem odpadał mi czas na szukanie miejsca, a to było od 10 sek do 10 min), aczkolwiek czas był bardzo porównywalny (goły przejazd +/- 2-3 min różnicy - zaniedbywalna wartość).

Argumenty "bo ja z dzieckiem to MUSZĘ targać siedem toreb, wiolonczelę, perkusję i słonia na gumowym łańcuchu" do mnie nie przemawia - mam gada, nie ma problemu z zabraniem się jednośladem czy to do przedszkola, czy to do żłoba, czy gdzie-nie-bądź. Aczkolwiek ja nie mam problemów z życiem jak w taborze cygańskim, gdzie całość majątku trzeba mieć zawsze przy sobie...

Jak widzisz - argumentów RACJONALNYCH za wykorzystaniem na siłę samochodu brak. Są czysto emocjonalne, a z tymi nie da się (mądrze) dyskutować.

Po prostu - trzeba zaakceptować taki a nie inny stan rzeczy i tyle. W końcu nie Twoja kasa, więc i nie Twój problem :-)

IMHO cena paliwa stanie się problemem, gdy dobije do jakichś 15 PLN/litr (przy dzisiejszych realiach ekonomicznych, tj w odniesieniu do dzisiejszych cen i zarobków) - wówczas faktycznie - przez kieszeń do głowy rodaków trafi się :-)

Napisano

> Jak widzisz - argumentów RACJONALNYCH za wykorzystaniem na siłę samochodu brak. Są czysto

> emocjonalne, a z tymi nie da się (mądrze) dyskutować.

tak tak. 2ka dzieci + opierunek - na rame lub do przyczepki, -15 st., w listopadzie - rower w miescie zabija wszystkie racjonalne argumenty za samochodem... czysty komfort.

a nie daj boziu jak ktos wybierze samochod ponad PKP za miastem, to wogóle hipokryta.

Napisano

> tak tak. 2ka dzieci + opierunek - na rame lub do przyczepki, -15 st., w listopadzie - rower w

> miescie zabija wszystkie racjonalne argumenty za samochodem... czysty komfort.

Wychowałem się w domu, w którym samochodu nie było. Rodzice zwyczajnie nie czuli potrzeby jego posiadania i nigdy nie zmieniło się to nawet na chwilę. Oczywiście, gdyby auto kupili, pewnie byłoby im łatwiej i bardziej komfortowo, ale mimo wszystko chyba radziliśmy sobie całkiem dobrze.

Oni 5 dni w tygodniu do pracy dojeżdżali autobusem, my szkołę mieliśmy na osiedlu. Od zawsze pamiętam sporo zajęć pozalekcyjnych - basen, angielski, piłka, jakieś SKSy, brat od małego trenował sztuki walki i różne tańce. Wszystko powyższe odbywało się w różnych częściach miasta.

I co? Dało się. Rodzice nie robili z nas niepełnosprawnych. Do szkoły i z powrotem chodziliśmy sami. Odgrzanie obiadu czy dojechanie autobusem czy z rodzicami kolegi na basen czy boisko też nie było wielką sztuką.

A 20-25 lat temu komunikacja publiczna działała zdecydowanie gorzej niż dziś.

Wyrośliśmy na, wydaje mi się, zdrowych fizycznie i psychicznie gości. Nigdy poważnie nie chorowaliśmy. Chyba nie było tak źle.

Napisano

> Z przedmieść do centrum rowerem RÓWNIEŻ dojeżdżałem szybciej (licząc door-to-door - rowerem odpadał

> mi czas na szukanie miejsca, a to było od 10 sek do 10 min), aczkolwiek czas był bardzo

> porównywalny (goły przejazd +/- 2-3 min różnicy - zaniedbywalna wartość).

a cóż to były za przedmieścia icon_rolleyes.gif

ja mam 25km do roboty, właśnie z przedmieść ... autem jadę 40min, door-to-door (nie ma problemu z parkowaniem, trza by doliczyć z 10min na wyjazd z garażu i dojście do drzwi biura)

rowerem ... hmm z godzinę ?

więc czasowo auto na plus

teraz jedź 25km hmm.gif

alternatywą jest skuter, ale ten spali 2-3L benzyny po 5zł ... wychodzi na to samo co gazownia w aucie

a do auta biorę łepków i te 30zł/tydzień się dokładają

gdybym mieszkał w centrum, raczej auto stało by na parkingu hmm.gif

ile jestem w stanie przełknąć ... niewiem.gif

to zależy od relacji do cen KZ, tak jak pisałem, jest ona w sumie stała, drożeje paliwo, drożeje bilet

Napisano

> Wychowałem się w domu, w którym samochodu nie było. Rodzice zwyczajnie nie czuli potrzeby jego

> posiadania i nigdy nie zmieniło się to nawet na chwilę. Oczywiście, gdyby auto kupili, pewnie

> byłoby im łatwiej i bardziej komfortowo, ale mimo wszystko chyba radziliśmy sobie całkiem

> dobrze.

> Oni 5 dni w tygodniu do pracy dojeżdżali autobusem, my szkołę mieliśmy na osiedlu. Od zawsze

> pamiętam sporo zajęć pozalekcyjnych - basen, angielski, piłka, jakieś SKSy, brat od małego

> trenował sztuki walki i różne tańce. Wszystko powyższe odbywało się w różnych częściach

> miasta.

> I co? Dało się. Rodzice nie robili z nas niepełnosprawnych. Do szkoły i z powrotem chodziliśmy

> sami. Odgrzanie obiadu czy dojechanie autobusem czy z rodzicami kolegi na basen czy boisko też

> nie było wielką sztuką.

> A 20-25 lat temu komunikacja publiczna działała zdecydowanie gorzej niż dziś.

> Wyrośliśmy na, wydaje mi się, zdrowych fizycznie i psychicznie gości. Nigdy poważnie nie

> chorowaliśmy. Chyba nie było tak źle.

ja wszystko rozumiem. ale pamietaj tez, że "wtedy" - 10 km do pracy to był olaboga dystans. i jak sam napisałeś masz wszystko na osiedlu = czyli mieszkasz w centrum zakladam.

przeciez nikt nie proponuje Ci wożenie do ogólniaka samodzielnego 15 latka, 6 km, skoro jest tramwaj itp. nadinterpretujesz troche... nikt nie sugeruje (zakladam:) ) ze WSZYSTKO trzeba robic samochodem, i jak tylko w domu pojawia sie kolejne prawojazdy trzeba kupic kolejny samochod!

pytanie: jak sobie wyobrazasz 2 dorosłych pracujących (od 9-19) i 2 dzieci, mieszkających na przedmiesciach, w wieku 0-przedszkolny? bez samochodu. rower? autobus? PKP? przecież to masochizm (jak ktos to wybiera ponad samochód). rozumiem, że niektórzy muszą z racji stanu posiadania i dają rade. ale pytanie: czy chcesz? to jest racjonalne podejscie czy tez wygodnictwo?

Napisano

> A 20-25 lat temu komunikacja publiczna działała zdecydowanie gorzej niż dziś.

gdzie ?

w krk na pewno nie, sam dojeżdzałem do szkół przez 10lat do Krk z oddalonej o 25km wioski

wtedy autobus miejski jeździł co 20min ...

teraz mieszkam niby w Krk, a autobus mam co 2h ! (ten sam kierunek)

do mojej byłej wioski po kilku latach przerwy wrócił autobus miejski, częstotliwość kursowania ... 1-2h waytogo.gif

dzieciaki pewnie jeżdżą, bo co mają zrobić icon_rolleyes.gif

ale jak ja mam kwitnąć godzinę na pętli, gdzie oczywiście kiedyś były sklepy/poczekalnia, a dziś psy ...

to wolę dołożyć te parę zł i jechać autem palacz.gif

komunikacja na obrzeżach leży ... niby jest transport prywatny, ale ten woła o pomste do nieba

u mnie standardem jest że bus się nie zatrzymuje bo już drzwi nie domkniesz

powrót to samo, zabiera ludzi z kilku pierwszych przystanków a potem 30.GIF

ew ITD wysadzi kilku po drodze waytogo.gif

Napisano

Tak BTW, to co mają posty o komukacji miejskiej, z Motokącikiem?

Napisano

> Tak BTW, to co mają posty o komukacji miejskiej, z Motokącikiem?

silnik

kierownica

opony

spaliny

korzystanie z dróg

paliwo...

itp.itd.

Napisano

> Jak zauważyłeś - w Polen posiadanie samochodu to przede wszystkim PRESTIŻ.

> Mentalność już tu zaprezentowano - "bo ja mam k.... dzieci i codziennie robię wyprawę napoleona do

> egiptu, więc MUSZĘ",

Chłopie, bredzisz.

> Argumenty "bo ja z dzieckiem to MUSZĘ targać siedem toreb, wiolonczelę, perkusję i słonia na

> gumowym łańcuchu" do mnie nie przemawia - mam gada, nie ma problemu z zabraniem się

> jednośladem czy to do przedszkola, czy to do żłoba, czy gdzie-nie-bądź.

Do mnie Twoje bredzenie nie przemawia.

Zapraszam mistrzu do Krakowa - pokażesz mi jak 2 dzieci z tobołami zapakować na rower.

Ewentualnie pokażesz mi jak to wykonać przy użyciu MPK, żeby jeszcze czasu na sen i kolację starczyło.

Bo owszem, jest opcja - idę z bachorami do MPK (10 min), podjeżdżamy do 1 szkoły (powiedzmy 5 min czekania + 10 min jazdy), odpowadzamy 1 bachora (szkoła nie jest na przystanku tramwaju, więc 10 min spacer) , wracamy z 2 na przystanek (drugie 10 min spacer powrotny), jedziemy do szkoły 2 bachora (kolejne 5 min czekania + 10 min jazdy), potem wsiadamy w kolejny tramwaj i jedziemy do roboty (15 min).

Czyli wyprawa trwa: 10+15+10+10+15+15 = 1 godz. 15 min. Przy bardzo optymistycznym założeniu, że na każdy tramwaj czekam tylko 5 min.

Samochodem robię to w 35-45 min.

Dołóż do tego to, że bachor w szkole MUSI być na 8 i nikogo nie obchodzi, że wtedy w tramwaju jest tłok, a masz poza 2 bachorów do upilnowania 5 tobołów (1 swój + 4 bachorów)

Również 1 bachor MUSI mieć plecak na basen, a drugi MUSI mieć skrzypce - choćbyś niewiem jak to obśmiewał, to tak po prostu JEST.

> Jak widzisz - argumentów RACJONALNYCH za wykorzystaniem na siłę samochodu brak. Są czysto

> emocjonalne, a z tymi nie da się (mądrze) dyskutować.

Owszem, bardzo racjonalne jest podejście, że zapakuję to wszystko na rower.

Przyjedź, pokaż.

> - przez kieszeń do głowy rodaków trafi się :-)

Widzę, że chętnie byś wszystkich zapakował do zbiorkomu, byłoby tak pięknie jak w DPRK.

Napisano

> a cóż to były za przedmieścia

Z łursusa w okolice Polibudy.

> ja mam 25km do roboty, właśnie z przedmieść ... autem jadę 40min, door-to-door (nie ma problemu z

> parkowaniem, trza by doliczyć z 10min na wyjazd z garażu i dojście do drzwi biura)

> rowerem ... hmm z godzinę ?

Ale ja dokładnie tak samo mam teraz - praktycznie nie do zrobienia rowerem, a i sam transport miejski to też jest mocno problematyczna sprawa. Ale teraz robię na zupełnym zadupiu, a tu mówimy o sytuacji dojazdów do centrum miasta.

> więc czasowo auto na plus

> teraz jedź 25km

> alternatywą jest skuter, ale ten spali 2-3L benzyny po 5zł ... wychodzi na to samo co gazownia w

> aucie

Hmmm. No nie wiem, nie wiem, nie wiem.

6 litrów gazu ci łyknie?

Ja wiem, że fantazja to fajna sprawa, ale...

Akurat 50-tka na miejskie do jazdy to absolutnie GENIALNY środek lokomocji. Pod względem kosztowym i prędkościowym miażdży absolutnie wszyskto.

Napisano

> Chłopie, bredzisz.

Przyjacielu, ja wiem, że ty MKD, ale ja mam na ten temat inną optykę.

Pozostańmy przy tym - po co mamy się nadmiernie denerwować?

Ty MUSISZ codziennie podróżować z wiolonczelą, ja uważam, że... Może tu się zatrzymajmy.

Napisano

> A 20-25 lat temu komunikacja publiczna działała zdecydowanie gorzej niż dziś.

To chyba bardzo mocno zależy - gdzie. Np. te dwadzieścia lat temu pewną konkretną trasę dało się przejechać komunikacją publiczną w jakieś 45-50 minut, wliczając czas przesiadek. Dziś pokonanie tego samego dystansu zajmuje ok. czterokrotnie dłużej (wiem, bo sprawdzałem) - wygląd tramwajów przez te 20 lat również się w sumie nie zmienił. Jedyna zmiana na plus, jaką zauważyłem, to możliwość kupienia biletu w tramwaju - ale marna to pociecha zważywszy na czasy przejazdu. W praktyce jedyną alternatywą wobec własnego auta jest taksówka.

Napisano

Nie widzisz, że wujek jest teoretyk - gawędziarz ?

Pewnie raz w tygodniu dziecko powozi skuterkiem dla frajdy i tyle.

To przecież typowe zachowanie ojca - starsza córka mi niedawno mówiła, że większość rodziców z jej klasy ma taki podział, że tatuś wiezie autem swój cenny tyłek do roboty, a mamusia dyma z dzieckiem i bandżajem do szkoły i pracy tramwajem.

Da się ? Owszem, da się, jaskiniowcy też jakoś dawali radę bez prądu i bieżącej wody.

Napisano

> I co? Dało się. Rodzice nie robili z nas niepełnosprawnych. Do szkoły i z powrotem chodziliśmy

> sami. Odgrzanie obiadu czy dojechanie autobusem czy z rodzicami kolegi na basen czy boisko też

> nie było wielką sztuką.

> A 20-25 lat temu komunikacja publiczna działała zdecydowanie gorzej niż dziś.

> Wyrośliśmy na, wydaje mi się, zdrowych fizycznie i psychicznie gości. Nigdy poważnie nie

> chorowaliśmy. Chyba nie było tak źle.

Dokładnie o tym mówię - jakże wiele jednostek rzuca się jak g... w trawie bo udało się jednemu z drugą rozmnożyć i 'łolaboga DZIECKO' - kurczę, nie rozumiem zupełnie o co tu takie aj-waj.

No dziecko - śmiga gad samodzielnie, jakiś szczególnie trudny w utrzymaniu nie jest, czasem odnoszę wrażenie, że wiecej problemów to jest z psem, bo trzeba śmigać z buta w deszcz, żeby kloca postawił, a młody sam się złamie bez dodatkowych atrakcji.

No ale jak patrzę na to, co starzy wyrabiają z dzieciakami w przedszkolu i jakie oczy robią, że czterolatek sam się ubiera/rozbiera a nie książę jorku stoi i czeka na obsługę....

Napisano

> Ty MUSISZ codziennie podróżować z wiolonczelą, ja uważam, że...

Skrzypcami - ubierz okularki i przeczytaj raz jeszcze.

No właśnie - co uważasz ? Jakiś konstruktywny pomysł ?

Bo mam wrażenie, że co najwyżej umiesz obśmiać. Pamiętaj, że Ciebie też można obśmiać.

Napisano

> Nie widzisz, że wujek jest teoretyk - gawędziarz ?

> Pewnie raz w tygodniu dziecko powozi skuterkiem dla frajdy i tyle.

> To przecież typowe zachowanie ojca - starsza córka mi niedawno mówiła, że większość rodziców z jej

> klasy ma taki podział, że tatuś wiezie autem swój cenny tyłek do roboty, a mamusia dyma z

> dzieckiem i bandżajem do szkoły i pracy tramwajem.

> Da się ? Owszem, da się, jaskiniowcy też jakoś dawali radę bez prądu i bieżącej wody.

no ja wiem, że gawędziarz... ale myslalem ze mowimy o "racjonalnych" argumentach...

a nie prezentacji wizji wyrwanej z kontekstu, osadzonej w realiach, ktore akurat nie potrzebują 4 kółek, w krainie wiecznego lata smile.gif

Napisano

> przeciez nikt nie proponuje Ci wożenie do ogólniaka samodzielnego 15 latka, 6 km, skoro jest

> tramwaj itp.

Zdziwiłbyś się...

Napisano

> Nie widzisz, że wujek jest teoretyk - gawędziarz ?

> Pewnie raz w tygodniu dziecko powozi skuterkiem dla frajdy i tyle.

Podziwiam Twoją znajomość mojej osoby.

Napisano

> Akurat 50-tka na miejskie do jazdy to absolutnie GENIALNY środek lokomocji. Pod względem kosztowym

> i prędkościowym miażdży absolutnie wszyskto.

Taaaa, zwlaszcza w czasie jesienno-zimowym. Podobnie jak rower grinser006.gif

Napisano

> Zdziwiłbyś się...

no zawsze znajdzie się rodzynek/patologia na wszystko.

ale przecież AK to nie dotyczy, bo wszyscy tu wzorowi, praworządni, rodzinni obywatele smile.gif

Napisano

polecam filmik Gwałtowne przebudzenie na YT za komunikacje miejska w 2030 będziemy płacictyle co dzisiaj za autko wliczajac wszystkie koszty.... ahah a samolotami to juz sobie raczejnie polatamy

Napisano

> polecam filmik Gwałtowne przebudzenie na YT za komunikacje miejska w 2030 będziemy płacictyle co

> dzisiaj za autko wliczajac wszystkie koszty.... ahah a samolotami to juz sobie raczejnie

> polatamy

tak tak. a majowie przewidzieli koniec swiata za rok. filmik widzialem - wydumy jakich wiele na YT. kolejni prorocy, którzy "wiedzą" że ropy nagle zabraknie...

jakbys sie zainteresował tematem to poczytaj, nt analogicznych teorii z lat 80tych. wlasnie mniej wiecej teraz miala sie skonczyc ropa wg tamtych "ekspertów". zobaczysz analogie, przestaniesz wierzyc w teorie spiskowe.

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Ostatnio przeglądający 0

  • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tego serwisu, wyrażasz zgodnę na naszą Polityka prywatności oraz Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.