Tablet to zło? Może i tak. Trochę na pewno. Ale dla mnie to zbawienie, konieczność i jedyne wyjście z parszywej sytuacji. Czemu?
Otóż moja (była już) żona uświadomiła sobie i odkryła przykrą prawdę, jakim jestem złym człowiekiem. Wyprowadziła się do rodzinnego miasta, wystąpiła o rozwód, zabrała naszego 7mcznego synka (wszystko 1 miesiąc po ślubie kościelnym). Od tamtego czasu wożę malucha samemu, co 3 tygodnie pokonujemy trasę 2 x 200km. Nie mam nikogo do pomocy, sami z juniorem musimy dawać radę.
Do ok 18mca życia był spokój, bo trafiałem z jazdą w pory drzemek. Później się to zmieniło, mały nie spał, zaczął się nudzić. Od tamtego czasu tablet, Świnka Peppa i Strażak Sam ratują sytuację.
Choć kilka miesięcy temu miałem przypadek, że nic nie pomagało - postoje, pikniki, tablety i stanie na głowie. Młody wychodził z fotelika non stop (potrafi sam się rozpiąć) i przychodził mi na kolana. Nie było opcji - ok 100km pokonaliśmy właśnie w takiej pozycji.
Kocham swoje dziecko, dbam o nie jak tylko mogę, ale nikt mi nie wmówi, że był jakiś inny sposób tamtego dnia. Na szczęście temat jednorazowy.
Pozdrawiam wszystkie pełne Rodziny, cieszę się Waszym szczęściem i łączę się w bólu ze wszystkimi odrzuconymi.
Jak to mówią - mając takich przyjaciół wrogów już nie potrzebuję.