Kumpel szuka auta dla córki, a jak na razie też i dla siebie. Trafiło się takowe wśród moich klientów - trochę się ciekawych rzeczy kupiło. Ale to co mnie wczoraj spotkało zagotowało mnie totalnie. Od dwóch tygodni ustaliliśmy cenę. Tym bardziej uważałem że jest adekwatna bo trochę rzeczy było do zrobienia wizualnie a dokładnie żeby auto dać w ręce wymagającej kobiety nie może być żądnych rysek i wgniotek. Czyli 4 elementy do lakieru po około 400zl to daje nam 1600zl, jakiś serwis filtrowo olejowy, odświeżenie wnętrza i mamy 2 tys zł. Ale niski przebieg, znajomi klienci, ładny kolor mówiły na tak i cena ustalona była adekwatnie do tych wad. Wczoraj kasa w ręku, kierowca wzięty, umowa częściowo wypisana by było szybciej. Nagle że oni za tyle to nie sprzedadzą i że jak 3 tys zł dopłacę to dopiero, bo oni ceny patrzyli w internecie i ceny aut idą do góry 😆. Tylko za +3 tys zł mam wizualnie bez wgniecionej klapy, urwanej kratki w zderzaku, czy przerysowanego błotnika. Zagrzałem się wczoraj. Podziękowałem i kazałem szukać kupca dalej. Niektórzy to chyba myślą że kokosy na jedenastoletnim aucie zbiją...