Niedawno przeprowadzałem takie same rozważania, bo mama postanowiła zmienić auto. Miał być mały SUV/crossover, gdzie wygodnie się wsiada, jest automatyczna skrzynia.
Pierwszym typem był T-roc. Jak dla mnie T-roc 1.5 TSI z DSG, to wzór wygodnego samochodu do jazdy na codzień po mieście i okolicach. Nie za duży, nie za mały, rozmiary bardzo praktyczne na miasto, spala rozsądnie i zdecydowanie nie jest zawalidrogą. Mam wśrod znajomych kilku użytkowników i nawet Ci, co mają przedliftowe egzemplarze (tam mnie osobiście odstraszały materiały użyte do wykońćzenia wnętrza) są bardzo zadowoleni. Po obejrzeniu T-roc okazał się dla mamy za duży i odpadł.
Drugi typ T-cross lub Taigo - jakkolwiek nic im nie dolegało, spodobały się mniej niż Arona, są droższe i mają krótszą gwarancję.
Trzeci typ - Arona. Wszystko się spodobało (no może poza silnikiem). Po jeździe próbnej autem z 1.0 TSI DSG wiadomo już było, że trzeba wybrać 1.5 TSI. Niestety 1.0 TSI nie brzmi - jak się choć na chwilę go przyciśnie, to od ok 3000 RPM daje o sobie znać dźwięk trzycylindrowca. Do tego przy wyprzedaniu poza miastem jest wrażenie, że auto nie jedzie - najpierw sekunda zwłoki, potem coś szarpnie obiecując że będzie dobrze, a potem się okazuje że nie ma "pary", w zamian za to jest hałas.
Ford Puma - wstępnie się spodobał, ale nie spodobało się zbyt ciemne wnętrze i gorsza widoczność z wnętrza. Odpadł.
Jeep Avenger - wizualnie był faworytem. Odpadł, bo elektryk za drogi (ok. 190 000zł), a spalinowy za żadne pieniądze nie będzie miał skrzyni automatycznej.
Yaris Cross. Wizualnie nie powalił ani nie odstraszył. Wnętrze jakkolwiek dobrze zmontowane, to materiały niezbyt miłe. Do tego z tyłu głowy obawa kradzieży (w Warszawie modele Toyoty po tym jak staną się popularne, to znikają z ulic hurtowo).