A istnieje coś takiego jak pechowy samochód
ale po kolei
-Kupiony 6 letni Land Rover z przebiegiem 60.000 km, stan piękny, cena bardzo atrakcyjna, wszystko sprawne i po przeglądach
-Tydzień później jak ciągłem lawetę z Caterhamem (około 20km) to w połowie drogi, stojąc na światłach na skrzyżowaniu hak się odkręcił i odpał z przyczepą (szok że nie w czasie jazdy), znajomy jechał ze mną, naprawa na drodze i w 15 minut przykręciliśmy wszystko z powrotem
-2 tygodnie później (czyli 3 tygodnie po zakupie) w samochodzie wypadł silnik, po prostu zrobił się hałas i silnik wypadł i oparł się na misce olejowej na asfalcie. Byłem na zakupach i zdarzenie miało miejsce w drodze powrotnej jakieś 100 metrów od mieszkania. Było to na wewnętrznej drodze osiedlowej, zaczekałem aż przestygnie, silnik podwiesiłem pasem transportowym do przedniego pasu i dojechałem na swoje miejsce parkingowe. Pękły te długie śruby od łap trzymające silnik. Niestety tak się urwały że trzeba było wymienić łapę tą wkręcaną w silnik bo wykręcanie ich to byłaby jakaś tragedia
-2 miesiące później wydech dostał nieszczelności (nie urwał się), zaczął być głośny, lambda nie wywaliła żadnych błędów ale auto zaczęło palić dwukrotnie więcej, 10 minut u spawacza i znowu była chwila spokoju.
Samochód w tym czasie przejechał jakieś 1000km
Zapadła decyzja że chyba go będziemy na jakiś czas zostawiali bo generalnie fajnie się tym jeździło, i naprawdę nam się podobał to zdecydowałem że pociągnę nim lawetę z Lotusem do Polski 2450km w jedną stronę. po przejechaniu 750km tuż za obwodnicą Londynu rozerwało oponę w lawecie. Szukanie pierwszego dostępnego zakładu, wymiana opony i powrót na autostradę zajęły 25 minut !!! To było jakieś szaleństwo bo dojechałem do portu na 10 minut przed odpłynięciem promu do Francji.
Droga do Polski przebiegła już bez problemów ale na granicy w Jędrzychowicach chciałem wykupić ten Via Toll, ktoś sprzedający nie wiedział jak to ugryść (w dokumencie V5 nie ma daty produkcji samochodu tylko data pierwszej rejestracji i nie wiedzieli jak to zakwalifikować) usłyszałem że przecież to jakaś mała przyczepa towarowa lekka, z taką to nic nie potrzebuje, mogę jechać. I tak dojechałem do Krakowa (Lotus - bardzo niskie auto na lawecie był owinięty plandeką i tak naprawdę nie widać było co ciągnę)
Droga powrotna przebiegła już spokojnie, dobrze czyli liczmy jak wróciłem do domu miałem 6000km w 3 miesiące od zakupu.
No i nastała ta chwila i po 6 miesiącach przyjechałem już na stałe do PL i zaczęła się budowa, jeżdziłem na Brytyjskich numerach rejestracyjnych, przyczepa była brytyjska czyli brak papierów (numer rejestracyjny z samochodu), brytyjskie prawo jazdy (czyli mogłem na zwykłej kategorii B jeździć 7 Tonowym zestawem - prawo jazdy kategorii B uzyskane przed 1997 rokiem)
Jak po 2 tygodniach średnie spalanie wyszło prawie 25L/100km to 2 dni później założyłem LPG, Samochód nie miał łatwego życia, zdarzyło się nim wieść w środku 2 kubiki styropianu, 1 tonę cementu w bagażniku i na tylniej kanapie! czy ciągnąć przyczepę z pustakami (wychodziło że było ponad 2 tony na przyczepie), lub suchego betonu z betoniarni. Samochód spisywał się idealnie.
Łączniki stabilizatora wymieniałem co 2 miesiące (były coś po 40zł za parę)
Poszła pompa sprzęgła (używka jakoś 100 zł)
Jak zakończyła się budowa to żona zaczęłą używać tego samochodu na dojazdy do pracy. 2 tygodnie po otrzymaniu pracy w korpo, w drodze do pracy jakiś "biznesmen" nówką sztuką passatem (nie miał nawet tysiąca kilometrów) się zagapił i nadział się na HAK (w passacie do klepania maska, do wymiany grill, z chłodnicy wyciekł płyn, zderzak na pół a w Landrowerze dosłownie 1 zadrapanie na zderzaku (linia taka na 4 cm) i hak podgiął się jakieś 3 cm do góry (podłóżnice nietnkięte, podłoga w bagażniku nietknięta), jego ubezpieczalnia wypłaciła nam 30% tego co zapłaciliśmy za samochód jak go kupowaliśmy - niby koszt naprawy zderzaka i wymiany haka ale tego nie ruszaliśmy.
Było fajnie i spokojnie przez kolejne 6 miesięcy, bo TYLKO wydmuchało uszczelkę pod głowicą, znowu niby szybka naprawa i planowanie głowicy.
Miesiąc póżniej żona w Walentynki, 14 lutego, 2 tygodnie od wygaśnięcia polisy AC (na drugi rok wziąłem tylko OC) czołowo poszła na latarnie uliczną. Auto było na dachu, zrobiło fikołek i skończyło na boku zaparkowane na środku drogi.
Żona nie miała ani zadrapania po zdarzeniu a auto ........
Sprzedałem tylnie lampy z Land Rovera i resztę samochodu gratis.
W razie zainteresowania mogę dołączyć zdjęcia