Zawartość dodana przez Ryb
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Moje doświadczenia życiowe z ludźmi mającymi forsę są takie, że człowiek majętny ma większy luz w > ubiorze, niż ktoś kto pozuje na bogatego. > Człowiek majętny zazwyczaj już w swoim życiu znosił ze 20 garniturów i teraz ma ten komfort, że już > może sobie chodzić na krótki rękawek, bo ludzie na niego pracują. > Jak jedzie załatwiać duży kontrakt to jak najbardziej garniak ale taka drobnostka jak kupno auta? A kto chodzi w garniturze kupować auta? W garniturze - jak widać w wątku - to się auta sprzedaje. A klienta z kasą od klienta bez kasy da się często poznać nawet jak przyjdzie w trampkach i polo. I wbrew pozorom, nawet w tych trampkach i polo da się też odróżnić człowieka po prostu majętnego od nowobogackiego, jak również od tego który udaje któregoś z powyższych.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> napewno zwieksza > wyobraz sobie sytuacje - do salonu skody podjezdza starszy pan wysluzona favoritka (sweterek, > spodnie w kancik itp) z synem (jeansy i polo ), pomacali kilka aut i spedzili ponad 30minut w > salonie i nie zostali nawet przywitani, ze juz nie powiem ze ktos sie zainteresowal po co sie > pojawili... Kuzyn sie zirytowal i zabral tate do drugiego salonu w miescie - mily pan > Sprzedawca w przelocie przeprosil ze on jeszcze ma klienta ale za sekundke ktos sie nimi > zajmie... zgadnij z ktorego salonu wyjechali nowiutenka octavia kupiona za gotowke? Ale to nie ma nic wspólnego z rachunkiem prawdopodobieństwa. Zrób próbę dla 1000 sprzedanych aut i zobaczymy ilu wzięło klientów w favoritkach a ilu np. w jakichś droższych ciuchach. I potem powiedz której grupie chciałbyś sprzedawać. > Pojechalem jakis czas temu z do tego pierwszego salonu (jeszcze nie wiedzac co i jak) i ... po > 30minutach macania octavii i yeti wyszlismy bo zaden ze sprzedawcow nie zaszczycil mnie nawet > spojrzeniem tak bardzo byli zajeci opowiesciami co tam minionego weekendu sie wydarzylo na > jakims grillu... W drugim salonie Sprzedawca nas prawie przekonal do wziecia octavii za 70kpln > na raty w jakims tam programie ze 30% na starcie, 30% w ratach na 3lata a potem decyzja czy > zmieniamy czy wykupujemy czy oddajemy... ktora rowniez zajmuje sie sprzedaza stwierdzila ze > gosc jest swietnym sprzedawca i na wyjsciu jeszcze go zagadala jakie szkolenia robil czy firma > sponsorowala itp bo byla pod duzym wrazeniem jego umiejetnosci sprzedazowych. Inna sprawa ze > jak troche ochlonelismy i przemyslelismy zakup to ostatecznie wzialem uzywane AVE... ale > naprawde niewiele mu brakowalo zebysmy zrobili zamowienie > Po jakims czasie sie zgadalismy z kuzynem ze wujek wlasnie takie samo odniosl wrazenie co do > poziomu obslugi i dlatego drugi salon zarobil... a potem uslyszalem plote ze pierwszy z > salonow utracil autoryzacje skody... ciekawe dlaczego W Skodzie akurat sam zauważyłem że bywają mało kontaktowi. > PS. w pierwszym salonie wszyscy napewno byli w gajerach pod krawatami - chwile im sie przygladalem, > w drugim nie jestem pewien, bo sprzedawca tak prezentowal produkt ze wlasciwie nie zwrocilem > uwagi na to jak byl ubrany bo cala moja uwage zaprzatal produktem i mozliwosciami > sfinansowania jego zakupy... mysle ze nawet jesli byl w samej koszuli albo nawet jeansach i > polowce to wogole by mnie to nie obeszlo Owszem, ale to nie znaczy że garnitur by Ci w czymś przeszkodził.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Napisz lepiej czy Twego bylego szefa dobrze zaszeregowalem czy nie Zgadnij.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Nie, to nie tak. Dla mnie zwyczajnie wystarczy sama wiedza i znajomość tematu. > Garnitur już w tym momencie jest zbędny. No ale przeszkadza czy jak?
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Dlatego też ubolewam nad tym, że większość społeczeństwa przedkłada ubiór sprzedawcy nad jego > merytoryczność w temacie. > Ale w sumie czemu się dziwić, skoro żyjemy w kraju, gdzie jakaś pseudo gwiazdka założy kieckę, > która odsłoni to i tamto i już jest na pierwszych stronach tabloidów pchając tym samym swoją > karierę o szczebel wyżej awansując do miana celebrytki. > Może jestem z poprzedniej epoki ale kiedyś bardziej liczyło się co w głowie, a nie na głowie. Dorobiłeś teraz teorię, że garnitur stoi w opozycji do wiedzy. Zupełnie nieuzasadnioną. Kompetentny sprzedawca nie może mieć garnituru?
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Twoim i moim zdaniem nie jest konieczny, ale wielu innych jest, wystarczy ze tych innych jest >50% > i po temacie. Wystarczy że tych innych jest 1%. Bo pozostałym 99% nie przeszkadza, że sprzedawca jest w garniturze, mimo że nie wymagają. Nie słyszałem o przypadku rezygnacji z zakupu z tego powodu, że sprzedawca miał na sobie garnitur. BTW. Sprzedawcy nie zawsze mają garnitury, czasami mają strój typu business casual.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> I spowodowałbyś w ten sposób moją wizytę u Twojego przełożonego, skargę do Importera + opis sprawy > na paru forach i Go Work'u. > Tego samego dnia byś do mnie zadzwonił z przeprosinami i zaproszeniem na jazdę próbną. Ewentualnie olaliby Cię wszyscy po kolei - po co mają się bujać z pieniaczem? > Kłócisz się ze mną o ubiór sprzedawcy wpierając, że ma być w gangu, a zarazem popełniasz > niewybaczalny błąd w zawodzie sprzedawcy polegający na szeregowaniu klienta. Szeregowanie klienta zwiększa efektywność. Jeśli mają prowizję to oczywiste że muszą zrobić jakiś rachunek prawdopodobieństwa. > z 12 lat temu pracowałem u prywaciarza, dość majętnego. 2 letnie A8, dom z basenem i temu podobne > gadżety. > Facet do biura przyjeżdżał w laczkach, skarpetach pod kolana i krótkich spodenkach + miał wielki > bebech. > Ale jak wyjął portfel to mało który stół wytrzymywał ciężar. To tylko dowodzi teorii, że frak dopiero w trzecim pokoleniu pasuje.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Może Ty robisz z wizyty w salonie święto niczym odpust na wsi i idziesz pod krawatem. > Dla mnie wizyta w salonie samochodowym to często gęsto czynność, którą wykonuję przy okazji np. > zakupów w galerii czy właśnie wspomnianej jazdy rowerem. > Jak mi się chce to podjadę rowerem, postawię na stojaku i wchodzę do srodka pooglądać co chcę. > Jeszcze tego brakowało bym JA miał się stroić do salonu chcąc kupić auto. Jak na razie wątek wyraźnie wskazuje, że to Ty robisz święto z wizyty w salonie. A strój sprzedawcy jest Ci obojętny tylko dlatego, że wskutek oszołomienia chwilą nie zwracasz na niego uwagi.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Ale się uśmiałem > Myślisz, że sprzedawcy w salonie myślą o dziale serwisu w swojej firmie? > Oni tylko patrzą, by sprzedać i zainkasować premię. Generalnie ważny to jesteś dla nich dopóki nie > zapłacisz. Po wizycie w kasie i odjeździe z salonu nowym samochodem możesz tam wrócić za > tydzień i już tak miło nie będzie. > Właśnie jesteś jednym z tych naiwniaków, którzy nabierają się na techniki manipulacji, NLP i inne > bzdury stosowane na szkoleniach dla sprzedawców. > Klientowi ma się wydawać, że dla sprzedawcy jest kimś ważnym. A to wierutna bzdura, bo za chwilę > wejdzie 3 takich jak Ty i też będą ważni. Albo wyjątkowo źle trafiłeś albo byłeś dla sprzedawców słabo rokującym klientem. Ja po wyjściu z salonu Chevroleta i przy każdej następnej w nim wizycie byłem nie tylko rozpoznawany przez sprzedawcę ale również zapraszany np. na przejażdżki nowymi modelami lub wersjami samochodów. Zdarzało się też, że do mnie dzwonił gdy miał ciekawą ofertę (np. dzwonił ze świetną ofertą na Malibu). Zgadnij, u kogo kupiłem kolejnego Chevroleta? I gdzie je serwisowałem (mimo że miałem bliżej inny serwis)? Żeby było ciekawiej, sprzedawca Subaru (w tym samym salonie) pracował nade mną kilka lat! A sprzedawca Lexusa ciągle pracuje, zapraszając od czasu do czasu.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> To Ty nic nie zrozumiałeś. > Normalny chłop idąc do salonu z pederastką wypchaną papierem po brzegi > średnio się zainteresuje obsługą. > Jego interesuje żeby jak najlepiej wydać pieniądze, by potem nie żałować. > Tu nie ma pola do umizgów do pięknej pani. To zależy. Jeśli ktoś idzie do salonu "z pederastką wypchaną papierem" to faktycznie rodzi podejrzenie, że zakup auta jest dla niego wielkim wydarzeniem. To też odpowiada na Twoje pierwsze pytanie - dlaczego garnitur u sprzedawcy. Bo ważna chwila, należy z odpowiednią godnością i pietyzmem ją celebrować. T-shirt u sprzedawcy mógłby jej odebrać rangę. Jeśli ktoś jednak idzie kupić auto tak jak się kupuje telewizor to tak jak przy zakupie telewizora, chętnie popatrzy na ładną hostessę. I one są właśnie dla takich, zwyczajnych klientów. Jak widzisz, sam sobie rozwiązałeś swój problem postawiony w pierwszym poście. PS. Co najmniej kilka kupionych przeze mnie aut było zasługą sprzedawcy. Owszem, kupiłbym tę samą markę i model ale to w którym salonie kupiłem to w 100% zależne od obsługi.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> Nie żartuj. Idąc do salonu po samochód wart 40+ kpln nie interesuje mnie cizia, która mi go > prezentuje. > To, jak panienka wygląda mi zwisa. Jej wygląd nie przekona mnie do zakupu auta. > Prawda jest taka, że 90% ludzi, którzy idą do salonów wcześniej studiują dane producenta na > stronie, czytają opinie nt. danego modelu, oglądają videotesty. > Do salonu w zasadzie idzie się tylko człowiek przymierzyć i przejechać plus zadać pro forma parę > pytań. > Także decyzja o zakupie bądź nie danego modelu/marki zapada już z poziomu domu, a nie na gorąco w > salonie. > Nawet jak by pani przyszła w samych gatkach to co najwyżej bym się lekko oszołomił ale nadal nie > miałoby to wpływu na zakup. > Piękne hostessy to mają wpływ na sprzedaż pierdół w marketach - wówczas faceci jako wzrokowcy > podejdą i niektórzy wręcz, by dłużej z taką pogadać i się ponapalać kupią coś za te 5 czy > 10zł. > Ale kupno samochodu to inna parafia. Nic nie zrozumiałeś. Normalnego chłopa interesowałoby jak wygląda - niezależnie od tego czy by finalnie auto kupił czy nie. PS. A Internet i wideotesty to można sobie... Bo dopóki się człowiek nie przejedzie to nic o aucie nie wie choćby nie wiem jak na papierze chwalili.
-
O salonach samochodowych nieco luźniej
> ostatni samochód kupiłem w styczniu tego roku i... zupełnie nie pamiętam w co był ubrany sprzedawca Gdyby sprzedawała kobieta to prawdopodobnie byś pamiętał.
-
[PzAK] Termin OC przy zakupie auta
> Wczoraj kolega finalnie kupił auto. > Auto ma opłacone OC do 22 czerwca. > Musi dziś kupić nowe czy może jeździć do 22 czerwca ? Może jeździć.
-
Problem z kunami
> Ten jest słaby kuny są cwane i są w stanie przyzwyczaić się .Mam w sprzedaży takie po 95zł robi to > lokalny przedsiębiorca.Mają zmienne natężenie tak aby zwierze się nie było w stanie > przyzwyczaić. > jakiś tekst > Jeśli by ktoś chciał polecam,miałem klienta któremu 3 razy kuna przegryzła przewód od chłodnicy w > Kia Venga.Po instalacji urządzenia po 2 tygodniach z flaszką przyjechał A masz takie co zrobią porządek na strychu?
-
Problem z kunami
> Mam taki paczaj O, to taki jak mój. Czyli przepłaciłem mniej więcej pięciokrotnie. I do tego zamontowałem w dwóch autach, czyli jestem średnio 400-500zł w plecy.
-
Jak "oszczędnie" jeździć 4x4 awtomatem?
> I tak właśnie robię Ino żona zaczęła się pytać, co tak często na stację podjeżdżamy Tankuj do pełna benzyny i do pełna gazu. Jeździj na stację gdy już wszystko wyjeździsz. Zasięg będzie jak w dieslu.
-
Problem z kunami
> Być może Jakiś made in Germany mam, na szczęście nie gryzie się z moim francuzem U mnie też made in Germany. Przepłaciłem standardowo dla ASO. Nie gryzie się, bo silnik też mam made in Germany, więc auto przyzwyczajone.
-
Problem z kunami
> Kupiłem za kilkadziesiąt zł zdaje się, założyłem i chyba działa To pewnie ten sam.
-
Problem z kunami
> A ile ASO sobie liczy za elektrycznego pastucha pod maską? ASO Mitsubishi: 300zł.
-
Problem z kunami
> Witam, > mam problem z kuną lub z kunami, notorycznie odwiedzają u mnie komorę silnika. Dostęp mają łatwy > jak to w Punto 2, zreszta u brata w AR też goszczą w zimne noce. Póki co nie wyrządziły > żadnych szkód, poza ubłoconymi komorami silników. Widocznie włoskie wynalazki mają nie smaczne > tworzywa sztuczne Chcę z nimi powalczyć, na początku stosowałem kostki WC. Pomagało, ale > obecnie nawet świeże kostki nie pomagają. Co sądzicie o elektronicznych odstraszaczach? Daja > radę? Czy też po jakimś czasie kuna się uodparnia na to? pozdrawiam Też miałem ten problem. W ASO zaproponowali mi elektroniczne odstraszacze. Założone w marcu, jak na razie jest spokój.
-
Na jaką głębokość dać słupki ogrodzenia?
> Po zimie ziemia się kurczy ?! Gorzej. Rozciąga się. Potem się kurczy.
-
Ładowarka wpięta w gniazdo zapalniczki
> Nie to że nic się nie dzieje, dzieje się, tylko powoli > Zakładając, że pobiera ~20mA, to jedną amperogodzinę zabierze akumulatorowi przez pełne dwie doby > Jakby auto miało auto stać miesiąc nieodpalane, to zabrałoby 15Ah. > Niby niedużo, ale już coś > I - w zależności od wielkości i stanu akumulatora, ale nawet ten miesiąc większość aut by > przetrzymała (zakładając że to jedyny złodziej prądu na postoju) A ile bierze autoalarm, immobiliser i komputery?
-
jaka jest dozwolona prędkość
> O, naprawdę > To może warto by było pomyśleć o lepszej przepustowości tej drogi, zamiast ją dodatkowo zamulać, > jak się chyba okazało, nie zgodnie z przepisami. No, chyba że jest to najbardziej uczęszczany > przez pieszych chodnik w Polsce, wtedy zgoda, należy się ten znak Budują autostrady. Ale jak a złość - okoliczni mieszkańcy nie wiedzieć czemu postanowili, że chcą tego dożyć. > A na deserek, "polecę" Liwkiem: Skoro to jest jedna z najbardziej ruchliwych dróg w Polsce,- to > może warto poświęcić tych paru pieszych, dla dobra setek tysięcy? Sęk w tym, że niczyjego dobra nie będzie, bo przy większych prędkościach zdarzają się tam wypadki i droga się korkuje.
-
jaka jest dozwolona prędkość
> coś Ty się tak tych ludzi uczepił ? > jak tak się martwisz o pieszych, to zaczął bym od przejścia No to obejrzyj się. Przed tym domem jest wielkie przejście. Naprawdę, tak ciężko tym widokiem trochę poobracać? Nie byłoby pisania bzdur.
-
jaka jest dozwolona prędkość
> Jak to jest, że w większości krajów "czuje" się że jedziesz przez zabudowany, a u nas w połowie > przypadków trzeba się zastanawiać ? Przejedź się tą drogą to zobaczysz co poczujesz. > i tak jak piszesz, stawiać przypominajki ? Przypominajki są przy każdej zmianie miasta. Tutaj Gliwice-Przyszowice, dalej Przyszowice-Paniówki itd. Na tej drodze było kiedyś mnóstwo wypadków, warto niektórym przypominać, bo może "nie czują" zamiast na znaki patrzeć. > co do fotek googla, fotki były robione w środku dnia roboczego w ładną pogodę i jakoś tłumów tam > nie widać Znajdę Ci w centrum wielu miast teren gdzie akurat jest pusta działka i nie łażą ludzie. Czy mamy co 100m tablice zabudowany-niezabudowany stawiać? Wtedy będzie łatwiej i przejrzyściej?