To nie jest akademicka dyskusja, a życie, gdyż nie da się udzielić porady pisząc, że wyłącznie rękojmi od razu powoduje wyłącznie odpowiedzialność sprzedającego.
Jak rozumiem, wiedziałeś od początku:
1) jakie były strony umowy,
2) jak brzmiała pełna treść ogłoszenia,
3) jakie były ustalenia stron?
4) jaka była kierowana w sprawie korespondencja pomiędzy stronami?
5) jak przebiegały oględziny?
6) ile osób w nich uczestniczyło?
7) jakie mają strony dowody w sprawie na poparcie swoich tez?
8.) kiedy było ostatnie badanie techniczne oraz co się działo z samochodem od jego czasu?
9) jaka była faktyczna wiedza sprzedającego o stanie podłogi samochodu?
10) zapoznałeś się z treścią umowy zawartej przez strony?
11) itd.
Niby prosta spawa, ale żeby udzielić porady prawnej, która ma mieć jakiekolwiek sens, musisz przeanalizować cały stan faktyczny.
Ps. Nie, nie zależy mi na tym, żeby Ci pokazać, czy masz wiedzę, czy jej nie masz, bo to nie ma znaczenia w tej sprawie. Wskazuję tylko i wyłącznie, że sprawy z tytułu rękojmi nie są tak oczywiste, jak jeden jedyny wskazywany przez Ciebie zwrot w każdym temacie. Owszem, lepiej żeby był, niż żeby go nie było, ale tak czy inaczej te sprawy nie są takie czarno-białe. I w tym jest rzecz
Ps. 2. Przykład z silnikiem był tylko po to, aby pokazać różne sytuacje. Możesz zamiast silnika wskazać, że chodzi o korozję podłogi - czego kupujący zazwyczaj nie weryfikują, bo ważniejsze jest dla nich czy podczas jazdy coś stuka z zawieszenia.