Zainspirowany wątkiem kolegi o Kii po 120kkm myślę, że mogę zrobić podobne podsumowanie, a nawet dwa.
Egzemplarz pierwszy:
Jaguar F-Pace 2.0 diesel biturbo po 85kkm - tego auta już nie mam, oddałem do leasingu.
Awarie i nieplanowane wymiany:
- Po ok. 20kkm zaczęły wariować multimedia. Awaria przydarzała się rzadko (raz na kilkaset, może tysiąc kilometrów) ale jak już się przydarzyła to świrowało wszystko na ekranie, każda usługa wariowała, trzeba było wyłączyć auto, wyjść, zamknąć je i odczekać parę minut aż system uzna, że nie wrócę i się wyłączy zamiast tylko usypiać. Megaupierdliwe. Nie było logów błędów, serwis był bezradny. Nie zastanawiając się wymienili więc cały komputer na gwarancji i problem zniknął.
- Na przeglądzie uznano, że są wżery na tylnych tarczach i nierówno zużyte klocki, od nieużywania hamulców (jeżdziłem dużo w trasy). Wymieniono klocki, parę razy pohamowałem i z głowy. Teraz myślę, że mogłem nawet tych klocków nie wymieniać.
Poza tym nic, nawet klocków nie zmieniałem (poza tymi z tyłu), auto bezawaryjne, średnie spalanie 6,7l/100km (dwutonowy SUV!). Przeglądy przez pierwsze 3 lata były gratis, serwis najlepszy na świecie, usługa door-to-door, przyjeżdżali autem, które zostawiali (inny Jag lub Land Rover), zabierali moje, jak był gotowy to nim wracali i zabierali swoje. Lepiej się nie da. Auto oddawali zawsze tak czyste na zewnątrz i wewnątrz, że w życiu czegoś takiego nie widziałem, można jeść z podłogi. Przeglądy co 34kkm, wszyscy zalecali częściej ale to olałem bo auto było w wynajmie. Jakoś mu to nie zaszkodziło.
Egzemplarz drugi:
Jaguar F-Pace 2.0 diesel biturbo po 100kkm - tego dalej mam i dalej jeździ.
Awarie i nieplanowane wymiany:
- Kilka tygodni po zakupie zepsuło się kółko do wybierania biegu. Tam nie ma drążka tylko takie dziwne kółko, które się świeci i wysuwa po uruchomieniu silnika. Myślę, że wymyślono to po to, żeby dziewczyny ściągały majtki przez głowy a okazało się, że służy głównie do psucia się, bo po prostu się nie wysunęło. Auto unieruchomione bo nie da się włączyć biegu, laweta. Serwis gwarancyjny perfekcyjny, po naciśnięciu guzika w suficie przysłali lawetę po moje auto i drugą z zastępczym Range Roverem, którym jeździłem aż przysłali lawetą moje naprawione pod dom i zabrali stamtąd tego Range'a.
- Zapalił się błąd hamulca ręcznego, coś tam przesmarowali z tyłu na gwarancji i przeszło. Generalnie przy moim stylu jazdy tylne hamulce korodują od nieużywania.
- Spadła rura podciśnienia pod maską, auto straciło moc. Puściła sprzączka z kilka złotych ale dali nową rurę i nową sprzączkę. Koszt 1500zł bo już po gwarancji.
I to wszystko, tu też nawet klocków jeszcze nie zmieniałem, spalanie takie same bo auto takie same, niestety nie dają już przeglądów gratis. Jednak w związku z upadkiem British Automotive Holding ludzie z "mojego" ASO otworzyli niezależny serwis specjalizujący się w marce i serwisuję tam za pół ceny w stosunku do ASO a mechanicy ci sami, sprzęt ten sam, części oryginalne, nie mam tylko door-to-door. Przeglądy nadal co 34kkm ale że ten egzemplarz chyba sobie zostawię to wymieniam olej 2x częściej.
Generalnie polecam, mimo obiegowych historii o awaryjności tej marki. Aha, mam też trzeci egzemplarz, E-Pace w 2.0 benzynie i tam się nic nie zepsuło przez 5 lat. Ale on robi 10kkm rocznie.