Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

Autokącik

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Cynowe wąsy zablokowały pedał gazu w Toyotach

Featured Replies

Napisano

jakis tekst

Quote:

Cynowe wąsy zablokowały pedały gazu w Toyotach

Kilkanaście miesięcy temu media szeroko informowały o problemach niektórych modeli samochodów Toyoty, których użytkownicy obserwowali chwilowe, nagłe i samoczynne przyspieszanie auta. W pojedynczych przypadkach doszło nawet do na szczęście drobnych kolizji. Awarie te były na tyle dziwne, że w wersję wydarzeń przedstawianą przez kierowców mało kto wierzył, szczególnie, że samochody w serwisach nie wykazywały istnienia jakichkolwiek anomalii z działaniem. Mimo to problemy z pedałem gazu mocno uderzyły w markę Toyoty i spowodowały wiele strat finansowych związanych z utratą zaufania klientów.

Dzisiaj o tych wydarzeniach już trochę zapomniano, ale ostatnio na International Tin Whisker Symposium agencja kosmiczna NASA, zajmująca się także badaniem niezawodności elektroniki, poinformowała, że przebadała układ elektronicznego gazu montowany w toyotach Camry w latach 2002-2006.

Badaniom poddano przykładowe sterowniki o jakości zakwestionowanej przez kierowców, takie które były eksploatowane przez dłuższy czas, czyli powyżej 100 tys. km przebiegu. Powodem złej pracy okazały się cynowe wąsy (wiskhersy), których w jednym z układów potencjometru gazu znaleziono aż 17.

Cynowe włoski o długości dochodzącej do 20 milimetrów powstają na stopach o dużej zawartości cyny i rosnąc mogą powodować szereg przypadkowych zwarć na płytkach drukowanych. Dawniej nie były one problemem, bo już 3-procentowy dodatek ołowiu do stopu lutowniczego powoduje, że ich wzrost zostaje zahamowany, ale od czasu wejścia w życie dyrektywy RoHS, wiskhersy stały się zagrożeniem, bo stopy bezołowiowe bazują prawie na czystej cynie.

Pedał gazu w Toyocie stał się tym samym kolejnym głosem w dyskusji na temat korzyści z istnienia dyrektywy RoHS. Jest to istotne zwłaszcza teraz, gdy na połowę 2014 rok planowanie jest rozciągnięcie zakazu na prawie wszystkie urządzenia elektroniczne, w tym także na urządzenia pomiarowe i sterujące.

Skoro sterowniki i układy pomiarowe związane z pomiarami temperatury, wilgotności, składu gazów, poziomów cieczy, różne sensory i układy alarmowe związane z przemysłem, a także sterowniki PID i czujniki wizyjne będą musiały być montowane w procesach RoHS, to cynowe wąsy mogą stać się realnym zagrożeniem dla życia. Bo w przypadku elektroniki konsumenckiej, pojawiające się po 8-10 latach eksploatacji zwarcia od cynowych wąsów, w zasadzie dotyczyły okresu po zakończeniu użytkowania. Nawet jeśli zwarcia objawiły by się wcześniej, to i tak nikt nad tym specjalnie nie rozpaczał, bo wiadomo, że im trwałość sprzętu konsumenckiego jest mniejsza tym lepiej dla sprzedaży.

Głosy przeciwników RoHS trafiały więc w kompletną pustkę, a brak informacji o awariach, spadku trwałości sprzętu elektronicznego związanego z eliminacją ołowiu spowodował, że przygotowane zostały kolejne zaostrzenia wymagań i nowe przepisy. Niemniej procesy lutowania RoHS coraz częściej są stosowane w aplikacjach powiązanych z bezpieczeństwem ludzi. Niedługo też staną się standardem montażu, od którego nie będzie wyjątku, co może spowodować, że liczba spektakularnych awarii, jak ta z pedałem gazu, może się znacznie zwiększyć.

Porównanie wielkości wąsa cynowego i ludzkiego włosa

Elektronika w medycynie, motoryzacji, przemyśle, miernictwie pracuje nierzadko dłużej jak 10 lat, przez co zagrożenie cynowymi wąsami staje się realne. Niestety nawet obecnie, gdy wymagania związane z eliminacją ołowiu nie są obowiązujące dla sprzętu profesjonalnego, producenci muszą się do nich dostosować, gdyż na rynku nie ma elementów w wersjach ołowiowych. Wielu producentów podzespołów produkuje je tylko w wersji bezołowiowej już dzisiaj nie dając wyboru.

Głosów krytycznych i argumentów przeciwko rozszerzaniu dyrektywy RoHS na całą elektronikę jest coraz więcej, niemniej trudno się oprzeć wrażeniu, że kompletnie nikt ich nie słucha. Zapewne uwagę na ten problem ściągnie dopiero jakaś katastrofa związana ze sterowaniem "by-wire" lub katastrofa w przemyśle. Szkoda tylko, że będzie to już za późno.


IMO kolejny przykład tzw. euroodiotyzmu. Wymyslają rózne bzdurne dyrektywy i nie patrzą, że chyba się trochę zagalopowali. blush.gif

Napisano

O ile dobrze pamiętam amerykańska agencja która wtedy sprawę badała nie znalazła problemów z pedałach toyoty. Czyżby amerykańska motoryzacja sprzedawała się tak źle że znów trzeba ją ratować antymarketingiem?

Napisano

> O ile dobrze pamiętam amerykańska agencja która wtedy sprawę badała nie znalazła problemów z

> pedałach toyoty. Czyżby amerykańska motoryzacja sprzedawała się tak źle że znów trzeba ją

> ratować antymarketingiem?

Tylko tu nie pedały są winne a elektronika.

Napisano
  • Autor

> Tylko tu nie pedały są winne

LPR ma inne zdanie oink.gifrotfl.gif

A na poważnie - racja ok.gif

Napisano

Tak się składa że pracuję w firmie projektującej i produkującej elektronikę dla wojska i jestem odpowiedzialny za technologię montażu ołowiowego i bezołowiowego elementów SMT, BGA itp.

Normę RoHS wprowadzono z sensem i ma ona na celu chronić PRACOWNIKÓW. Jak wiadomo, kontakt z ołowiem do zdrowych nie należy. Nie pisalibyście tak, gdybyście to Wy musieli mieć z tym ciągły kontakt, a naprawdę mimo zabezpieczeń w praktyce nie da się tego uniknąć.

Główne problemy jakie wprowadza norma RoHS to:

- konieczność wymiany parku maszynowego, ze względu na wyższą temperaturę topnienia stopów bezołowiowych (typowe stopy to 183st C dla Pb i 218stC dla NoPB), a co za tym idzie większą ich moc, piece o większej ilości stref grzewczych itp.;

- zawężenie okna technologicznego - trzeba ściśle zmieścić się w wymaganych parametrach lutowania. Profil temperaturowy lutowania musi ściśle uwzględniać wymagania producenta układu, stopu, pasty, topników itp.;

- konieczność przeszkolenia ludzi do obsługi owego sprzętu, nowej technologii.;

- pomimo że w sprzęcie dla wojska norma RoHS nie jest wymagana, to producenci produkują układy pod nią, np. układy BGA mają kulki ze stopu Pb. Z doświadczeń firm VIA, Intel, Jabil i moich własnych wnioskuję, że łączenie technologii jest możliwe i można uzyskać bardzo dobre wyniki, czasem zaskakujące, ale zawsze powraca problem trwałości w czasie takiego połączenia.

Z tego co czytam w artykule wnioskuję, że problem dotyczy lutowania ręcznego, lub maszynowego elementów przewlekanych.

Lutowanie takie wymaga już pewnego doświadczenia ze stopami bezołowiowymi, ale nie jest to trudne. Jednak wystarczy, że jeden pracownik lutował coś nieprawidłowo ręcznie, albo urządzenie było nieprawidłowo sprofilowane, a powstają takie właśnie "wąsy".

Za niska temperatura lutowania, zły czas, zły topnik... A tymczasem to nie jest to jakieś bardzo trudniejsze, po prostu trzeba wiedzieć co się robi. Dam przeciętnej dziewczynie lutownicę i po jednym dniu będzie miała wprawę.

I to na barki błędu przy montażu zrzucał bym tu odpowiedzialność, nie całej technologii NoPB, którą stosuję w urządzeniach militarnych ze 100% skutecznością. "Ciała" dała też kontrola jakości.

Przy czym artykuł wydaje mi się być źle przetłumaczony czy coś, bo "wąsy" nie robią się same po jakimś czasie, tylko są skutkiem błędów przy lutowaniu ręcznym/maszynowym (na fali) itp. Problem czasu dotyczy utleniania stopu oraz narażenia go na zmienne warunki (raz gorący pracujący układ, raz wyłączenie - wiele takich cykli), powodujących uszkodzenia połączenia po pewnym czasie (np. mikropęknięcia). Jest to ten sam problem, przez który tak często padają karty graficzne w laptopach (słabe chłodzenie, zmieniające się temperatury z rozgrzanego pracującego układu w chłodny wiele razy, do tego cienki "pracujący" pod wpływem temperatury laminat płyty głównej), albo przez który wokół naprawy konsoli XboX rozwiniętą całą gałąź przemysłu (!!!) (specjalne urządzenia, szablony itp.).

Podsumowując: tak technologia RoHS jest upierdliwa, ale do ogarnięcia - trzeba mieć wiedzę co się robi i dlaczego.

Chociaż możliwe jest, że problem w Toyotach rzeczywiście dotyczył degradacji połączenie po czasie. Ale nie "wąsów". Sprawa do wyjaśnienia, może trzeba przebadać zastosowane stopy i użyć inne, przebadane i udowodnione pod kątem trwałości w czasie.

Napisano

> Tylko tu nie pedały są winne a elektronika.

Obie amerykańskie komisje które badały tę sprawę, całkowicie uniewinniły elektronikę.

link

Quote:

Testy, analizy i badania przeprowadzone m.in. przez specjalistów z NASA nie wykazał żadnej wady systemu elektronicznego pedału gazu, który był głównym podejrzanym w sprawie.


Napisano
  • Autor

> Normę RoHS wprowadzono z sensem i ma ona na celu chronić PRACOWNIKÓW. Jak wiadomo, kontakt z

> ołowiem do zdrowych nie należy. Nie pisalibyście tak, gdybyście to Wy musieli mieć z tym

> ciągły kontakt, a naprawdę mimo zabezpieczeń w praktyce nie da się tego uniknąć.

OK, ale przeciez wiekszośc produkcji odbywa sie w Chinach czy innych krajach azjatyckich. Czyżby UE troszczyła się o Chińczyków? zlosnik.gif

> Główne problemy jakie wprowadza norma RoHS to:

> - konieczność wymiany parku maszynowego, ze względu na wyższą temperaturę topnienia stopów

Czyli wysokie koszty tongue.gif

> - zawężenie okna technologicznego - trzeba ściśle zmieścić się w wymaganych parametrach lutowania.

> Profil temperaturowy lutowania musi ściśle uwzględniać wymagania producenta układu, stopu,

> pasty, topników itp.;

> - konieczność przeszkolenia ludzi do obsługi owego sprzętu, nowej technologii.;

I znowu koszty - pracy. tongue.gif

> - pomimo że w sprzęcie dla wojska norma RoHS nie jest wymagana, to producenci produkują układy pod

> nią, np. układy BGA mają kulki ze stopu Pb.

A kulli jako amunicja? Tu też nie wolno uzywac ołowiu?

A np. ciężarki dla wedkarzy? hmm.gif

IMO ten caly ROHS to przede wszystkim biurokratyczna próba wyciągania pieniędzy dla urzedasów i instytucji certyfikujacych.A przy okazji podcinająca skrzydła drobnym przedsiębiorcom, których nie stać na kosztowne certyfikaty tongue.gif

Napisano

A ja mam przepustnicę sterowaną linką i sobie bardzo chwalę ten wynalazek. zlosnik.gif

Napisano

> A ja mam przepustnicę sterowaną linką i sobie bardzo chwalę ten wynalazek.

Do czasu, aż linka się zablokuje smirk.gif

Napisano

> nigdy mi się nie zablokowała ale urwać to już się zdarzyło

Mnie się zdarzyło w CC700 zlosnik.gif Zablokowało się w pozycji "gaz do dechy", ale pomimo szatańskiej mocy przyspieszającej to auto zachowałem zimną krew, wykazałem się opanowaniem i stanąłem na wysokości zadania. Wcisnąłem sprzęgło, hamulec, a następnie zgasiłem silnik przekręcając stacyjkę. W USA byłbym bohaterem, nie? grinser006.gif W sumie mogłem zaskarżyć producenta, ale tak okrutnie cieszyłem się że żyję, że odpuściłem im biglaugh.gif

Napisano

> nigdy mi się nie zablokowała ale urwać to już się zdarzyło

Szwagierce się urwała linka w Renault Clio. Założyłem zw\ykły sznurek i gazu dodawałem ciągnąc za ten sznurek przez okno.

Na szczęscie nie było daleko do domu i bez większych kłopotów udało się dojechać.

Zakup i wymiana linki to była czysta przyjemność i chwila roboty.

Napisano

> A kulli jako amunicja? Tu też nie wolno uzywac ołowiu?

Wojsko nie używa tak prymitywnej amunicji.

> A np. ciężarki dla wedkarzy?

> IMO ten caly ROHS to przede wszystkim biurokratyczna próba wyciągania pieniędzy dla urzedasów i

> instytucji certyfikujacych.A przy okazji podcinająca skrzydła drobnym przedsiębiorcom, których

> nie stać na kosztowne certyfikaty

ROHS to ochrona wód gruntowych przed skażeniem ołowiem z elektrośmieci typu energooszczędne żarówki hehe.gif

Napisano

> Szwagierce się urwała linka w Renault Clio. Założyłem zw\ykły sznurek i gazu dodawałem ciągnąc za

> ten sznurek przez okno.

> Na szczęscie nie było daleko do domu i bez większych kłopotów udało się dojechać.

> Zakup i wymiana linki to była czysta przyjemność i chwila roboty.

Znam mnóstwo przypadków urwania/zablokowania linki. Ale nie znam osobiście ani jednego przypadku awarii "bezlinkowego" pedału gazu hmm.gif

Napisano

> Znam mnóstwo przypadków urwania/zablokowania linki. Ale nie znam osobiście ani jednego przypadku

> awarii "bezlinkowego" pedału gazu

A wiesz czemu?

Bo zwykły człowiek nie wie, że akurat tam jest problem.

Urwaną linke widać od razu dla każdego. Uwalenia potencjometru nie widać.

Napisano

> A wiesz czemu?

> Bo zwykły człowiek nie wie, że akurat tam jest problem.

> Urwaną linke widać od razu dla każdego. Uwalenia potencjometru nie widać.

Moment, moment hehe.gif Uwalenie potencjometru (zazwyczaj są dwa układy) skutkuje brakiem reakcji na ruch pedału gazu (tak samo jak z urwaną linką). Jak można tego nie zauważyć?

Napisano
  • Autor

> Wojsko nie używa tak prymitywnej amunicji.

a jakiej?

> ROHS to ochrona wód gruntowych przed skażeniem ołowiem z elektrośmieci typu energooszczędne żarówki

zalew blush.gif

Napisano

> Mnie się zdarzyło w CC700 Zablokowało się w pozycji "gaz do dechy", ale pomimo szatańskiej mocy

> przyspieszającej to auto zachowałem zimną krew, wykazałem się opanowaniem i stanąłem na

> wysokości zadania. Wcisnąłem sprzęgło, hamulec, a następnie zgasiłem silnik przekręcając

> stacyjkę. W USA byłbym bohaterem, nie? W sumie mogłem zaskarżyć producenta, ale tak okrutnie

> cieszyłem się że żyję, że odpuściłem im

to jest fajne w takich autach, że trochę pojęcia i jakoś dojedziesz, a z elektroniką to jest już niemożliwe. Dlatego przerażają mnie obecne trzepane auta. zlosnik.gif

Z pękniętych linek to pamiętam urwaną od łapy sprzęgła w poldku. Kawałek drutu i jakoś 200 kilometrów do chałupy się dojechało zlosnik.gif

Napisano
  • Autor

> Moment, moment Uwalenie potencjometru (zazwyczaj są dwa układy) skutkuje brakiem reakcji na ruch

> pedału gazu (tak samo jak z urwaną linką). Jak można tego nie zauważyć?

W u mnie są 2 niezalezne potencjometry, awaria jednego powinna byc zasygnalizowana błędem "P0120 Throttle Position Malfunction - Circuit A. "

Napisano

> to jest fajne w takich autach, że trochę pojęcia i jakoś dojedziesz, a z elektroniką to jest już

> niemożliwe. Dlatego przerażają mnie obecne trzepane auta.

> Z pękniętych linek to pamiętam urwaną od łapy sprzęgła w poldku. Kawałek drutu i jakoś 200

> kilometrów do chałupy się dojechało

Teraz jest jeszcze prościej. Wzywasz assistance i z głowy. A i awaryjność współczesnych aut jest zdecydowanie niższa, niż samochodów sprzed 15-20 lat, pomimo całej elektroniki.

Napisano

> Teraz jest jeszcze prościej. Wzywasz assistance i z głowy. A i awaryjność współczesnych aut jest

> zdecydowanie niższa, niż samochodów sprzed 15-20 lat, pomimo całej elektroniki.

ja stary dziad jestem wolę jednak mechaniczne systemy niż elektorniczne zlosnik.gif

Napisano

> W u mnie są 2 niezalezne potencjometry, awaria jednego powinna byc zasygnalizowana błędem "P0120

> Throttle Position Malfunction - Circuit A. "

Zawsze są dwa niezależne układy, sęk w tym, że nigdy nie słyszałem nawet o awarii jednego z nich, a co dopiero mówić o awarii w stylu "oba potencjometry padły, stoję w polu, niefajnie jest". Przy linkach to się zdarzało cały czas. Przy potencjometrach - nie.

Napisano

> ja stary dziad jestem wolę jednak mechaniczne systemy niż elektorniczne

Co kto lubi zlosnik.gif Jak wolisz bardziej zawodne i mniej wygodne systemy mechaniczne - twoje prawo wink.gif

Napisano

> A ja mam przepustnicę sterowaną linką i sobie bardzo chwalę ten wynalazek.

i to jest jedyna sluszna metoda sterowania przepustnica - prosta, niezawodna, tania

Napisano

> Co kto lubi Jak wolisz bardziej zawodne i mniej wygodne systemy mechaniczne - twoje prawo

może są bradziej zawodne, może i nie zlosnik.gif Teraz bez skanera diagnostycznego nie podchodź zlosnik.gif, a w takim trupie otworzysz maskę, tam szpona wsadzisz, tam zajrzysz, tu miernikiem opędzisz i dojdziesz wink.gif

Napisano

> i to jest jedyna sluszna metoda sterowania przepustnica - prosta, niezawodna, tania

No właśnie niezawodna nie jest.

Napisano

> Teraz jest jeszcze prościej. Wzywasz assistance i z głowy. A i awaryjność współczesnych aut jest

> zdecydowanie niższa, niż samochodów sprzed 15-20 lat, pomimo całej elektroniki.

Ciekawa teza hmm.gif

Coś na jej poparcie się znajdzie?

Napisano

> Ciekawa teza

> Coś na jej poparcie się znajdzie?

Pamiętam, jak kiedyś psuły się samochody a jak teraz.

Kiedyś psuły się częściej, ale prościej i taniej. Średnio kumaty kierowca mógł naprawić samochód w trasie.

teraz rzadziej, ale naprawa i diagnostyka wymaga drogiego sprzętu i jest dość kosztowna.

Napisano

> Ciekawa teza

> Coś na jej poparcie się znajdzie?

MarekF kiedyś pokazywał ładne statystyki awaryjnosci.

Napisano

> MarekF kiedyś pokazywał ładne statystyki awaryjnosci.

Tak. Nawet z własnego doświadczenia - do 100kkm samochody teraz są absolutnie bezawaryjne, od 100 do 150 kkm zdarzają się drobne usterki nie powodujące unieruchomienia samochodu. Potem auto idzie na sprzedaż i martwią się o nie miłośnicy zabytków. Kiedyś (10-15-20 lat temu) bezawaryjnością przez 100km mogły szczycić się wyłącznie marki premium albo luksusowe, teraz byle budżetowa popierdółka klasy C jest przez okres 5 lat/100kkm bezawaryjna, czyli pierwszy właściciel musi otwierać maskę wyłącznie po to, by dolewac płynu do szyb. Kiedyś tak nie było.

Napisano
  • Autor

> może są bradziej zawodne, może i nie Teraz bez skanera diagnostycznego nie podchodź , a w takim

> trupie otworzysz maskę, tam szpona wsadzisz, tam zajrzysz, tu miernikiem opędzisz i dojdziesz

Tyle ze teraz mozesz sobie kupic albo interfejs (do laptopa lub smartfona przez BT) albo komputer pokładowy uniwersalny i też sobie odczytasz kody usterek, a po naprawie skasujesz błędy smile.gif

Napisano

> Kiedyś (10-15-20 lat temu)

> bezawaryjnością przez 100km mogły szczycić się wyłącznie marki premium albo luksusowe

rozczaruje cie zlosnik.gif

z mojego podworka:

hyundai accent[2002]-w pierwszych 100kkm[i 5 lat] nawet zarowka sie nie spalila.

hyundai elantra[2002]-pierwsze 150kkm[8 lat]-ja ukrecilem szpilke przy odkrecaniu kola i urwala sie linka od recznego[obydwie usterki powyzej 100kkm].przy wspomnianych 150kkm kolega rozwalil ja na autostradzie.

obydwa auta z pelna historia serwisowa i od pierwszego wlasciciela.

Napisano

>Tak. Nawet z własnego doświadczenia - do 100kkm samochody teraz są absolutnie bezawaryjne, od 100 do 150 kkm zdarzają się drobne usterki nie powodujące unieruchomienia samochodu. Potem auto idzie na sprzedaż i martwią się o nie miłośnicy zabytków. Kiedyś (10-15-20 lat temu) bezawaryjnością przez 100km mogły szczycić się wyłącznie marki premium albo luksusowe, teraz byle budżetowa popierdółka klasy C jest przez okres 5 lat/100kkm bezawaryjna, czyli pierwszy właściciel musi otwierać maskę wyłącznie po to, by dolewac płynu do szyb. Kiedyś tak nie było.

Bywasz w serwisach? hehe.gif

Mam od 12 lat auto, które ma obecnie 15 lat marki baaaaaardzo nie premium i nigdy nic go nie unieruchomiło w trasie. Ba, nawet nic poza to, co normalnie się zużywa i wymienia nie było robione. Szczęście mam, czy jak dbam tak mam hmm.gif

Co do tego ostatniego stwierdzenia, to i owszem, bo obecnie nic więcej właściciel nie potrafi, nie może zrobić.

Napisano

> Bywasz w serwisach?

Na przeglądach.

> Mam od 12 lat auto, które ma obecnie 15 lat marki baaaaaardzo nie premium i nigdy nic go nie

> unieruchomiło w trasie. Ba, nawet nic poza to, co normalnie się zużywa i wymienia nie było

> robione. Szczęście mam, czy jak dbam tak mam

A co rozumiesz przez "normalne zużycie"? cfaniaczek.gif Alternator, jak w Fiatach, rozrząd jak w VAGach czy jeszcze coś? biglaugh.gif Dla mnie awaria = konieczność naprawienia czegokolwiek w samochodzie (poza wymianą żarówek, ale to też zależy, bo wymiana żarówki w desce rozdzielczej jest dla mnie awarią). Ja zresztą nigdy nie twierdziłem, że starsze auta nie mogą być bezawaryjne, po prostu śmieszy mnie twierdzenie, że "kiedyś to były auta, a teraz jednorazowy szmelc, psujący się cały czas". W ten sposób niektórzy dorabiają ideologię do tego, że ich po prostu na nowe auto nie stać. I nie ma w tym nic złego (jazda używanym autem), ale jak ktoś twierdzi, że "prawdziwe samochody skończyły się w roku 1995/2000/2005 (w zależności od tego, jaki jest rocznik jego auta)", a "tera to się psujo, bo elektronika, księgowi, ekologia", to mnie śmiech ogarnia. Prawda jest taka, że auta z rocznika 2012 są mniej awaryjne, niż z rocznika 2000, a te z kolei mniej awaryjne od rocznika 1990 i tak dalej. To są fakty. A jak ktoś kupuje 10-letnie auto po dziadku z Niemiec z przebiegiem 120kkm (a tak naprawdę sprawane z dwóch z przebiegiem 400kkm) i na podstawie tego wyrabia sobie opinie o "współczesnych autach", to rotfl.gif

> Co do tego ostatniego stwierdzenia, to i owszem, bo obecnie nic więcej właściciel nie potrafi, nie

> może zrobić.

A po co ma robić coś więcej?

Napisano

> Na przeglądach.

Zapewne masz gwarancję...

> A co rozumiesz przez "normalne zużycie"? Alternator, jak w Fiatach, rozrząd jak w VAGach czy

> jeszcze coś? Dla mnie awaria = konieczność naprawienia czegokolwiek w samochodzie (poza

> wymianą żarówek, ale to też zależy, bo wymiana żarówki w desce rozdzielczej jest dla mnie

> awarią).

Oleje i wszelkie płyny eksploatacyjne, filtry, żarówki, opony, amortyzatory, tarcze i klocki hamulcowe, rozrząd, akumulator, wycieraczki, to wszystko dla Ciebie awarie icon_eek.gif

Aha, ani altek we Fiacie, ani rozrząd w VAGu mi nie sprawił jak dotychczas żadnych kłopotów - cud jakiś normalnie smile.gif

> Ja zresztą nigdy nie twierdziłem, że starsze auta nie mogą być bezawaryjne, po prostu

> śmieszy mnie twierdzenie, że "kiedyś to były auta, a teraz jednorazowy szmelc, psujący się

> cały czas". W ten sposób niektórzy dorabiają ideologię do tego, że ich po prostu na nowe auto

> nie stać. I nie ma w tym nic złego (jazda używanym autem), ale jak ktoś twierdzi, że

> "prawdziwe samochody skończyły się w roku 1995/2000/2005 (w zależności od tego, jaki jest

> rocznik jego auta)", a "tera to się psujo, bo elektronika, księgowi, ekologia", to mnie śmiech

> ogarnia. Prawda jest taka, że auta z rocznika 2012 są mniej awaryjne, niż z rocznika 2000, a

> te z kolei mniej awaryjne od rocznika 1990 i tak dalej. To są fakty. A jak ktoś kupuje

> 10-letnie auto po dziadku z Niemiec z przebiegiem 120kkm (a tak naprawdę sprawane z dwóch z

> przebiegiem 400kkm) i na podstawie tego wyrabia sobie opinie o "współczesnych autach", to

Cóż każdy ma prawo mieć swoje zdanie skromny.gif

> A po co ma robić coś więcej?

No tak, od tego ma gwarancję, a po niej ma mieć auta już dosyć i chcieć kupić nowe ok.gif

Napisano

> MarekF kiedyś pokazywał ładne statystyki awaryjnosci.

Kto je sponsorował rotfl.gif

Napisano

> Zapewne masz gwarancję...

Mam.

> Oleje i wszelkie płyny eksploatacyjne, filtry, żarówki, opony, amortyzatory, tarcze i klocki

> hamulcowe, rozrząd, akumulator, wycieraczki, to wszystko dla Ciebie awarie

Oleje, płyny, filtry, opony, klocki, tarcze i wycieraczki nie. Amortyzatory, akumulator, rozrząd tak. Wszystko, co nie jest wyszczególnione w książeczce jako przegląd = awaria. Nie ma w książeczce ani słowa o akumulatorze, amortyzatorach czy rozrządzie. To nie są rzeczy eksploatacyjne.

> Aha, ani altek we Fiacie, ani rozrząd w VAGu mi nie sprawił jak dotychczas żadnych kłopotów - cud

> jakiś normalnie

No to pogratulować ok.gif

> No tak, od tego ma gwarancję, a po niej ma mieć auta już dosyć i chcieć kupić nowe

A ile jeździsz jednym autem? Ponad 5 lat? icon_eek.gif

Napisano
  • Autor

> nie stać. I nie ma w tym nic złego (jazda używanym autem), ale jak ktoś twierdzi, że

> "prawdziwe samochody skończyły się w roku 1995/2000/2005 (w zależności od tego, jaki jest

> rocznik jego auta)", a "tera to się psujo, bo elektronika, księgowi, ekologia", to mnie śmiech

> ogarnia. Prawda jest taka, że auta z rocznika 2012 są mniej awaryjne, niż z rocznika 2000, a

> te z kolei mniej awaryjne od rocznika 1990 i tak dalej. To są fakty. A jak ktoś kupuje

> 10-letnie auto po dziadku z Niemiec z przebiegiem 120kkm (a tak naprawdę sprawane z dwóch z

> przebiegiem 400kkm) i na podstawie tego wyrabia sobie opinie o "współczesnych autach", to

Prawda jest taka, ze Koreańczycy produkuja solidne samochody, bo przyjeli taktyke zarabiania na "7-letniej" gwarancji. Moja Kia jest z 2008 roku i miała tylko 1 awarię (zasilanie grzałki filtra paliwa) smile.gif

PS a księgowych nienawidzę bo g... wiedza o zyciu, dla nich licza sie tylko cyferki i są nieprzyjemni/ne dla otoczenia oslabiony.gif

Napisano

> No właśnie niezawodna nie jest.

Moja Skodzina ma już 14 lat i oryginalną linkę sterowaniap rzepustnicą. Przypuszczam, że z tą linką pojedzie na złom.

Rozumiem, gdyby te linki pękały raz w miesiącu, ale nawet jak taka linka pęknie, obojętnie w jakim samochodzie, to może raz na cały żywot samochochodu. Więc ja nie uważam tego za jakiś wielki problem.

Poza tym jak linka się urwie to widać, że się urwała. Idę do sklepu, wymieniam linkę i załatwione.

A jak nawali jakieś elektroniczne sterowanie to trzeba jechać do warsztatu, tam podłączają samochód do wykrywacza usterek, wykrywacz usterek wykrywa co się zepsuło, wówczas się to wymienia i dopiero wtedy jest załatwione.

Dlatego po stokroć wolę linkę.

Napisano

> Moja Skodzina ma już 14 lat i oryginalną linkę sterowaniap rzepustnicą. Przypuszczam, że z tą linką

> pojedzie na złom.

> Rozumiem, gdyby te linki pękały raz w miesiącu, ale nawet jak taka linka pęknie, obojętnie w jakim

> samochodzie, to może raz na cały żywot samochochodu. Więc ja nie uważam tego za jakiś wielki

> problem.

> Poza tym jak linka się urwie to widać, że się urwała. Idę do sklepu, wymieniam linkę i załatwione.

> A jak nawali jakieś elektroniczne sterowanie to trzeba jechać do warsztatu, tam podłączają samochód

> do wykrywacza usterek, wykrywacz usterek wykrywa co się zepsuło, wówczas się to wymienia i

> dopiero wtedy jest załatwione.

> Dlatego po stokroć wolę linkę.

A wiesz, że ta linka kosztowała Cię w ekstra spalonym paliwie tyle pieniędzy, że starczyło by nie tylko na wizytę w warsztacie, ale i na wakacje?

Napisano

> A wiesz, że ta linka kosztowała Cię w ekstra spalonym paliwie tyle pieniędzy, że starczyło by nie

> tylko na wizytę w warsztacie, ale i na wakacje?

Twierdzisz, że linki same dodają gazu i złośliwie powodują wyższe spalanie paliwa, a kierowca w tym nie ma żadnego udziału? zlosnik.gif

Napisano

> A ile jeździsz jednym autem? Ponad 5 lat?

Zapnij pasy i trzymaj się mocno zlosnik.gif

Ja jednym 22 lata (kupiłem roczne) a drugim 4 lat (kupiłem czteroletnie) zlosnik.gif

Napisano
  • Autor

> Zapnij pasy i trzymaj się mocno

> Ja jednym 22 lata (kupiłem roczne)

Uno? zlosnik.gif

Ale Kubańczykom nie zaimponujesz clown.gif

Galeria

Artykuł smile.gif

Napisano

> A wiesz, że ta linka kosztowała Cię w ekstra spalonym paliwie tyle pieniędzy, że starczyło by nie

> tylko na wizytę w warsztacie, ale i na wakacje?

Jak to możliwe? Nie jest to (mniejsze spalanie) zasługą większej ilości elektronicznych badziewi?

Napisano

> A jak nawali jakieś elektroniczne sterowanie to trzeba jechać do warsztatu,

Jechać, jeśli jest to możliwe...

> Dlatego po stokroć wolę linkę.

Ja też, no ale to jest niepopularne na AK, bo jesteś nieekologiczny, nienowoczesny... biglaugh.gifhehe.gif mimo to uwielbiam hamowanie silnikiem w moim moto - 4 gaźniki to jest to waytogo.gif

Napisano

> Twierdzisz, że linki same dodają gazu i złośliwie powodują wyższe spalanie paliwa, a kierowca w tym

> nie ma żadnego udziału?

Twierdze ze niewłaściwy stosunek powietrza do paliwa jest jedna z przyczyn większego spalania. Przy otwieraniu przepustnicy linka bywa ze tak sie dzieje.

Napisano

> Jak to możliwe? Nie jest to (mniejsze spalanie) zasługą większej ilości elektronicznych badziewi?

Tez. Ale precyzyjne sterowanie ilością powietrza jest bardzo istotne. Z tego co kojarze niektóre silniki nie maja nawet przepustnicy.

Napisano

> Zapnij pasy i trzymaj się mocno

> Ja jednym 22 lata (kupiłem roczne) a drugim 4 lat (kupiłem czteroletnie)

Co kto lubi wink.gif Mnie się auto po 5 latach zwyczajnie nudzi, poza tym dużo jeżdżę (względnie) i po 5 latach samochód ma zazwyczaj przebieg w granicach 150kkm, jak dla mnie to granica zaufania, bezawaryjność cenię sobie najbardziej.

Temat został przeniesiony do archiwum

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Ostatnio przeglądający 0

  • Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

Powiadomienie o plikach cookie

Używając tego serwisu, wyrażasz zgodnę na naszą Polityka prywatności oraz Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.