Oczywiście, że są. Zawsze wszyscy kazali wymieniać olej na ciepło. A teraz mówi się, że to nie ma znaczenia i można na zimno, bo oleje nowoczesne, bo silniki się zmieniły itp. Podobnie kiedyś się mówiło, że do starych silników to już tylko olej mineralny, albo pod żadnym pozorem nie można było wlewać oleju syntetycznego, gdy wcześniej był mineralny. Jakiś mit, który obecnie nie ma już żadnego znaczenia. Więc parę razy spróbowałem na zimno. Tylko co to znaczy na zimno? Silnik trochę wystudzony, czy mający temperaturę otoczenia? Jeżeli latem mamy 30°C to olej jest zimny czy ciepły? Zresztą mało ważne. Przy Fiacie znów spróbowałem na zimno. Poniekąd trochę racji tu jest. W warsztatach z reguły spuszcza się olej na ciepłym silniku, no bo przecież jakoś trzeba na stanowisko wjechać. Więc skoro przed chwilą silnik pracował to nie ma szans by wszystko dokładnie ściekło do misy. Do tego jeszcze pełny filtr i kanały olejowe doprowadzające olej do filtra, tym samym przy odkręcaniu filtra wszystko się dodatkowo wylewa i paskudzi. Do tego czas w warsztacie, przeważnie szybko się to robi, olej ścieknie, szmatką wytrzeć, cyk koreczek zakręcić i już. Na zimnym silniku wiadomo, że wcześniej rozgrzany olej cały spłynął spokojnie do misy. Spłynęło i skapało niemal wszystko, z kanałów doprowadzających olej do filtra i częściowo z samego filtra też. Dlatego przy odkręcaniu filtra albo nic nie wycieka, albo bardzo symboliczną ilość. Odkręcamy korek i idziemy sobie zrobić kawę, albo zajmujemy się inną robotą przy samochodzie. Wszystko sobie spokojnie ścieka. Zakręcamy korek, przykręcamy nowy filtr, wlewamy nowy olej i gotowe.