Wrzucałem tutaj wątek o poszukiwanu busa na narty, kopałem po różnych Transitach, Vivaro, Trafficach i jakoś nie miałem przekonania do wygody na dłuższej trasie, a zależało mi na komforcie bo brałem teściów. Przeglądając OLX rzuciło mi się w oczy ogłoszenia z Chryslerem Pacificą, pogadałem chwilę z gościem, ustaliliśmy warunki, wziąłem auto z boxem na sprzęt narciarski bo inaczej byśmy się nie zmieścili i po tygodniu odebrałem auto. Pacifica rocznik 2022, wersja S (tylko stylistyczna), 3.6V6, automat dziewięciobiegowy. Wersja wyposażenia wedle właściciela - najbiedniejsza. Pierwsze wrażenie - czasem tak jest, że człowiek wsiada i jedzie i tutaj też tak miałem. Bardzo wygodne fotele, skórzane, kierowcy z elektryczną regulacją, drugi rząd dwa osobne, trzeci rząd ławka. Pomimo siedmiu miejsc, nadal spory bagażnik. Pierwsze wrażenie po przesiadce z A5 - fantastyczny dźwięk audio. W Pacifice podstawa, w A5 AudiSoundSystem za jakieś 10k, Audi gra jak Golf na dyskotece w 1995 roku. Tysiące schowków, zamykanych, nie zamykanych, przesuwnych, w każdym miejscu auta można coś schować, po miesiącu czułbym się jak w cygańskim taborze bo pewnie familia by upychała co się da. Elektrycznie składane kanapy środkowego rzędu i tylna, klima czterostrefowa, grzane fotele, android auto, tempomat aktywny (to jedyny minus, ale o tym na końcu), keyless. Nic mi nie brakowało. Ale, ale - taką samą ilość miejsca da pewnie dowolny Sharan czy jak to się tam teraz nazywa, nie wiem, nie siedzę w takich autach. Wciskasz przycisk start i dzieje się magia, cichy, delikatny pomruk silnika. No kurczę, z ręką na sercu przez 1500 km włączyłem radio raz, na dwa utwory a całą resztę słuchałem mruczenia. Później wyjazd na autostradę, odruchowo wcisnąłem gaz do końca (bo 150KM w A5 tego wymaga żeby się sprawnie włączyć do ruchu) i tutaj prawie doszedłem - lekko przytłumiony ryk silnika i naprawdę odczuwalne wgniatanie w fotel. Pewnie siedem i pół sekundy do setki dla większości z Was to codzienność, ale siedem i pół sekundy do setki małym domkiem jednorodzinnym to czysta frajda. Przed wyjazdem zakładałem sobie, że będę jechał z tempomatem na 110, bo spalanie, bo cisza i komfort, bo teściowie. Łohohoho No większość trasy próbowałem na tempomacie, ale 135 a nie 110, bo dopiero wtedy było słychać mruczenie, ale nie zliczę ile razy pocisnąłem dla samego dźwięku, jak narkoman - jeszcze jedną dawkę, jeszcze trochę No zakochałem się, gdybym musiał kupić prywatne auto to byłby to pierwszy wybór. Zresztą żona też wysiadła zachwycona, z jej rozmiarami mogła biegać po aucie w trakcie jazdy Spalanie - nie wiem, przestałem się interesować - na tempomacie trzymając 135 km/h pokazywał na kompie 10.9-11.3, przy 110 - 9.3. Ale wracając do domu dałem w palnik tyle razy, że nie chciałem sprawdzać, szczególnie że żonie się tankowania przestały zgadzać (zakładałem jedno mniej) i musiałem jak najszybciej zmienić temat. Minus - tempomat aktywny. Doczytałem na forach i on tak ma - zerojedynkowy. Odkrywa brak auta przed sobą i robi to co jak przez większość trasy, gaz do dechy, żadnego tam łagodnego przyspieszania do zadanej prędkości, wrażenia bezcenne. Poza tym czysta miłość z mojej strony. Ktoś ma, podzieli się kosztami utrzymania? Zdjęcia tego konkretnego egzemplarza: