Gwoli dokumentacji, auto sprzedane, w umowie wyłączona rękojmia.
Historia taka, że nie chciałem z kosmitami walczyć, więc auto wrzuciłem tylko na grupę na FB. Odezwał się gość, który chciał auto do nauki dla dzieci (pełnoletnich, bez prawka jeszcze). Znalazł kogoś kto tanio mu ogarnie sprzęgło, więc był bardzo chętny.
Tak bardzo, że zrobił mi przelew w ciemno i powiedział, że auto chce odebrać pod koniec stycznia. Co tydzień odpalałem, ale nie jeździłem. Aż do piątku
Kupujący przyjechał pociągiem (~30km) i chciał nim wracać. Pojechałem po niego, dojechałem normalnie (normalnie ze ślizgającym sprzęgłem). Nic nie oglądał, miałem ja się odwieźć do domu i on miał jechać. No i.... po 200m całkowicie skończyło się sprzęgło Nic już nie ciągnął.
Oczywiście powiedziałem, że możemy uznać, że nie było tematu, zwracam $$ i jeszcze odwiozę do chaty i że naprawdę 5min temu jeszcze jeździł
Ale gość twardo chciał brać auto, wiedział, że będzie trzeba robić tylko myślał, że się nim dokula do domu.
Suma sumarum, w sobotę rano pomogłem mu w holu. Przyjechał najmocniejszym Stingerem (370 kunia, jak raz depnął na powrocie to nie wiedziałem gdzie jestem ) i pociągnął mnie do swojego mechanika.