Jeśli już o tym wspomniałeś, to dla mnie te grupy to jest taki przekrój statystyczny opinii społecznej.
I niestety widzę, że ludzie nie mają jakiejś głębszej refleksji, tylko traktują wszystko na zasadzie binarnej. Więc jeśli są szarości, o jakich tu rozmawiamy, to są one sprowadzone do poziomu - albo jest tak, albo tak - czyli - tu jest ten jeden przepis, a tu jest inny wyrok sądu, który sobie coś stwierdził, więc sytuacja prawna jest taka.
W takim podejściu pomijają oczywiście takie rzeczy, że sąd nie stwierdził winy na bazie postawionej wcześniej przez zero-jedynkowca tezy, tylko biorąc pod uwagę wszystkie ustalone indywidualne okoliczności tak akurat zważył. Problem w tym, że podpierają się takim przykładem, bo pasuje do ich tezy.
Jakoś tak ostatnio wypłynął w paru miejscach problem pierwszeństwa rowerzystów (pewnie dlatego, że wiosna) przed pieszymi. Ogólny konsensus społeczny w tym środowisku jest taki, że pieszy nie ma pierwszeństwa przechodząc po oznakowanym zebrą (P-10) przejściu przez DDR, bo... przejście jest nieprawidłowo oznakowane - brak znaku informacyjnego D-6 przed tymże (zgodnie z rozporządzeniem w sprawie warunków technicznych dla znaków i sygnałów). Ergo, przejścia nie ma więc można w świetle prawa rozjeżdżać pieszych.
Inna ciekawa sytuacja jest z jednokierunkowością DDR, gdzie goście sięgają aż do konwencji wiedeńskiej, wyjmując stamtąd dwa wyrazy i na tej podstawie udowadniając, że oni nie muszą jechać po DDR, bo jest w przeciwnym kierunku (pomijając nawet to, że konwencja wiedeńska tyczy się ruchu międzynarodowego). Ta "wiedza" jest wspierana różnymi interpretacjami i przemyśleniami z forów rowerowych.
Więc jeśli ludzie nie potrafią myśleć, samemu analizować prawa, a wręcz są przekonani o swojej racji bez żadnej refleksji, bo tak napisali na jakimś forum i przytoczyli na poparcie tezy dwa przepisy wyrwane z całej ustawy - to nie wiem, czy jest inny sposób na poprawę bezpieczeństwa niż dalsze dostosowywanie przepisów pod jakąś grupę, której się wydaje, że mają rację. Tym bardziej, że nawet jeśli przepisy mówią lekko co innego, to nikt na to nie zwraca uwagi, bo przecież społeczeństwo wie lepiej.
Jeśli więc nawet sąd wyda inny wyrok, to zaraz podnosi się medialne oburzenie o kuriozalny wyrok.
Chyba, że trzeba kilka takich "kuriozalnych" wyroków nagłośnić z podaniem wszystkich wyjaśnień, żeby ludzie się obudzili. Tylko kto będzie chciał wydawać takie wyroki jeśli naraża się na cały ten wysryw.