ja np. nigdy nie kierowałem się domniemaną utratą wartości. Każdy fabrycznie nowy samochód (z używanymi było różnie) kupowałem z zamiarem jeżdżenia nim tak długo jak się da (aż się będzie psuł, trzeba będzie dokładać, stracę do niego zaufanie itd). Kiedyś kupiłem Fiata, w tej samej cenie mogłem kupić Golfa. Sprzedałem Fiata jak miał 10 lat za 15 tys, odpowiedni Golf był warty może 20 tys. Tylko co z tego, jak za Golfa bym płacił co rok wyższe ubezpieczenie, nie wiadomo też czy coś droższego by się nie wysypało i cała ta matematyka bierze w łeb. Przy dzisiejszej niepwności świata, myślenie ile jakieś auto będzie warte za 10 lat nie ma sensu. A jak wsiądziesz np. do Toyoty Corolli Cross za 150 tys. (jest w ogóle taka? ) i do Jaecoo 7 za tyle samo to jest przepaść pod względem wykonania, wykończenia, jakości materiałów i po prostu komfortu na korzyść Chińczyka. Dla mnie to jest całkiem zrozumiałe że ludzie go za tyle kupują. Do tego ma lepsze zabezpieczenie antykorozyjne. Ale to jest moje zdanie. Ja się nigdy nie kierowałem znaczkami, dlatego miałem auta daewoo, fiat, opel. Ważne co mi one oferują, ile wymagań mogę spełnić w danym budżecie. A jak spełniają, to mogą mieć i namalowanego penisa na masce.