Dzisiaj miałem więcej czasu, było mocno rano (po 5ej), w miarę pusto na drodze, to zobaczyłem co auto właściwie zrobi, jak nie będę reagował ;) To nie był ten punkt wrażliwy, ale jakiś inny, w którym auto zdecydowało, że trzeba przyhamować. Była mgła, taka średnia. Miałem tempomat ustawiony na 95km/h, nikogo przede mną, tak na powiedzmy 800m. Z tyłu za mną auta ze 300m, ale nie na moim pasie. Jechałem na prawym, a były trzy pasy. Dlaczego zrobiłem test? Bo auto zaczęło zwalniać. No to przytrzymałem pedał gazu, ale co około 100m pedał puszczałem, a auto nadal widziało powody do zwalniania. Trwało to przez kilometr. W końcu odpuściłem, nie naciskałem pedału gazu wcale. Auto zwolniło takimi trochę falami do....57km/h (droga ekspresowa!!), pojechało tak ze 100-150m, po czym łagodnie zaczęło przyśpieszać, też falami. I po kolejnych około 1000-1500m osiągnęło znowu prędkość 95km/h Zapewne do aż tak dziwnego zachowania przyczyniła się mgła i warunki jako tako zimowe, może przybrudzona jakaś kamera. Generalnie, to fajnie rozwiązane, tak przewidywalnie.