Pomijając czy handlarz, czy osoba prywatna to po 4 miesiącach i 5 000km jakkolwiek by nie bolało nabywcy to trudno winić sprzedawcę, nie przeceniajmy handlarzy, że potrafią przewidzieć pad silnika na 5 tys km do przodu, gdy wcześniej nie dawał żadnych objawów. Inaczej-postawmy się w roli sprzedającego, sprzedajemy swój pojazd, który na dzień sprzedaży jest w dobrym stanie, a za 4 mce ktoś puka do nas bo mu silnik się rozpadł-ilu z Was bierze to na klatę? Przecież przez te 5 tys mogło się wiele zadziać, a czasami niewiele, wystarczy zła wymiana oleju. Miałem swego czasu fajne, serwisowane w ASO auto, którego byłem pewien w 100%, miał iść do sprzedaży, ale trafił się wyjazd nad morze, wyjeżdżałem w 100% sprawny autem, wróciłem do Wawy jakimś autobusem, a auto zostało na pomorzu u mechanika, na powrocie na autostradzie zaczął klepać, okazało się, że panewka, remont w tamtym czasie kosztował 1/3 auta. Gdybym sprzedał komuś i po 300km ktoś by mi zadzwonił, że silnik się rozpadł-szedłbym w zaparte z pełną świadomością przepychanek w sądzie, bo w końcu miałem rację, że sprzedawałem sprawne auto, tylko że nabywca też miałby swoją rację i obydwaj bylibyśmy przeświadczeni o niej.