Przepraszam, ale tu jest sporo do dyskusji, bo wygląda na to - jak zresztą u nas wygląda cała reszta - że tak zwany przepis wyrwany z kontekstu jest najważniejszy.
I jakkolwiek zgadzam się z interpretacją, że w ogólnym przypadku takie zachowanie nie jest statystycznie pożądane, to jednak jeśli doszukuje się z drona przewinienia tam, gdzie go faktycznie w praktyce nie było, bo nie doszło przez to do niebezpiecznej sytuacji (wyprzedzanie na zebrze z względną prędkością rzędu 1 km/h), a cała analiza jest naciągana pod konkretny przepis, to dlaczego nie naciąga pani jeżdżącej rowerem po przejściu dla pieszych pod odpowiedzialność? Bo ma inną <BACZNOŚĆ>"akcję"<SPOCZNIJ>?
Albo próbujemy obiektywnie oceniać cały kontekst, albo łapiemy się kruczków, żeby coś komuś za wszelką cenę wykazać.