Np w takim, że ostatnio w przednionapędowym samochodzie zastępczym prawie wyjechałem pługiem z ronda, które pokonywałem tysiąc razy w swoich czteronapędówkach.
Rozmów i wątków o sensie posiadania awd nie sposób zliczyć i jedyny wniosek jaki można z nich wyciągnąć jest taki, że - pomijając warunki ekstremalne, które uwydatniają zalety jednego nad drugim - niuanse w użytkowaniu wychodzą dopiero kiedy wieloletnie przyzwyczajenie do awd zostaje skonfrontowane z ograniczeniami fwd. Tam gdzie normalnie podjeżdżasz na czymś innym niż płaski parking, ruszasz na skręconych kołach, jedziesz po mokrym, śliskim albo zwyczajnie wchodzisz w zakręt, myśląc o tym co zjesz na obiad, tam przednionapędówka radośnie szura oponami i sprawdza twoją cierpliwość. Wiadomo, że to nie jest przeważnie sprawa życia i śmierci, tylko dyskusja pokroju - dlaczego fotele Herman Miller są lepsze od Marcusa z Ikea. Jak ktoś wie lepiej to nie wytłumaczysz.
W skrócie - tam gdzie kończą się możliwości napędu fwd i zaczynają umiejętności kierowcy; tam napęd awd śmieje ci się w twarz i szepcze, że jesteś pipa …i tak, są lepsze i gorsze napędy awd, ale na potrzeby tej dyskusji nie ma sensu tego rozbijać.