Sprawa wygląda tak. Czytałem opinie czy komentarze i nie zdawałem sobie sprawy z powagi problemu.
Tak potwierdzam że mam samochód który przeszedł proces homologacji w 2020 roku i mam to "cudowne" wyposażenie. U siebie jakoś nie narzekam i wszystkie asystenty mam zawsze włączone a konkretnie (asystent pasa ruchu, asystent utrzymania toru jazdy, czytanie znaków ale bez aktywnego tempomatu tyko wyświetla aktualną prędkość bez reakcji w prowadzenie pojazdu, asystent odległości którego czułość można ustawić, asystent wjazdu i wyjazdu, asystent zmęczenia ale po wciśnięciu przycisku można go zignorować). Jakoś od roku przyzwyczaiłem się i nawet sobie to chwalę. Ale ...................
właśnie wracam z 8 dniowego urlopu na którym trafił mi się nowy samochód z wypożyczalni. Jest mi niezmiernie przykro ale muszę tu wylać swoje żale. Ze świadomością nie chcę napisać co to był za samochód, ale dodam że bardzo popularny. Jak go odbierałem to miał przejechane 650km i zrobiłem nim przez urlop 1500km po Hiszpańskich drogach. To jest jakaś masakra. To gówno non stop piszczało z pierdyliona powodów.
-Chcąc być bezpiecznym chciałem utrzymywać prędkość taką samą jak sznur samochodów, każdorazowe przekroczenie prędkości o 1km/h powodowało pikanie, każda zmiana predkości na znakach to było pikanie, chwilami jak jechałem przepisowo to lokalni sfrustrowani przyklejali mi się do zderzaka i to byłoby niebezpieczne jakbym musiał przyhamować
-Na wąskich drogach czy jakichś serpentynach jak widziałem że z daleka pusto za mną i pusto przedemną przez kolejne 2 zakręty na dystansie 500m, przy prędkościach 50km/h zdarzało mi się przyciąć jakiś zakręt. To gówno tak piszczało jakby nie wiem co mu się działo.
-Android Auto nie miał wyświetlacza na desce, nie było prowadzenia z google jak u mnie, nie było pokładowej nawigacji tylko na centralnym radiu miałem google maps, rzut oka na nawigację i piszczek od razu darł ryja
-ktoś coś ewidentnie niedopracował bo 2 razy mi się zdarzyło że 15 i 20 minut z rana po rozpoczęciu jazdy sugerował że czas na przerwę (???). Miało to sens po 3 godzinnej jeździe za trzecim razem ale że dwa razy wywaliło ten komunikat tuż po rozpoczęciu jazdy.
Musiałem to napisać bo moja frustracja była wysoka. Z drugiej strony nie dziwię się jak byle "orangutan" może dostać prawo jazdy i zdebilniałe społeczeństwo na być chronione przez pojazd, zamiast przyłożyć się do jakości szkolenia kierowców. Kiedyś były podstawy podstawy obsługi pojazdu a teraz ostrzeżenie żeby nie pić kwasu z akumulatora.
Co do moich uwag to nawet żona przyznała mi rację na wyjeździe a ona jest zwolenniczką tych wszystkich dodatków bezpieczeństwa. Miała okazję też jechać jako pasażer jakoś miesiąc temu z koleżanką jakimś nowym elektrykiem. Przez kilka godzin twierdzi że auto też pikało jak "poj...ne".
A tak w kwestii tematu, całkiem z przypadku pojawił się artykuł NCAP i widzę że pojawiają się jakieś oznaki buntu.