Zajmowałem się tym 15-16 lat temu, pracując w firmie, która tym się trudniła. Kiedy kurs dolara był bardzo fajny, to opłacało się ciągać nowe auta (nawet pomimo ich gorszego wyposażenia i zwykle braku honorowania gwarancji na terenie EU), a od kiedy kurs się pogorszył, to opłacały się tylko takie z licytacji, czyli po kolizjach, zdekompletowane po kradzieżach, a byli tacy, co świadomie zamawiali auto maksymalnie tanie, akceptując szroty po zalaniu lub np. z wypaloną komorą.
To się opłaca, bo po szkodzie, z racji wysokich kosztów napraw w USA, wartość auta leci na łeb na szyję, a rynek wielki, więc jest w czym wybierać.
Polecam ostrożność z autami z USA, bo każde wyjechało stamtąd jako jakoś uszkodzone. Kategorycznie bym nie skreślał, bo można trafić fajną ofertę jeśli się zachowa ostrożność. Widziałem ponad setkę aut stamtąd świeżo sprowadzonych - można trafić dobrze, a można kupić problem.
Osobiście nie kupiłbym auta będącego na miejscu w PL, już naprawionego, z zapisem, że sprowadzone z USA, bo nigdy nie dowiem się szczerze co mu było.
Za ryzykowny uważam też zakup auta zdalnie - na podstawie zdjęć. Czasem bywa tak, że auta wyglądają nieźle, ale zdjecia robili artyści i nie widać jakiegoś uszkodzenia, albo są podpicowane pod sprzedaż, czasem też ktoś buchnie przed licytacją jakiś komponent (np. komputer, radar od ACC) i po rozbiórce w PL okazuje się, że koszt naprawy będzie kilka tysięcy wyższy. Optymalne rozwiązanie, to moim zdaniem zlecić to firmie pośredniczącej, która ma ogarniętego człowieka na miejscu - drożej, ale pewniej. Taki człowiek w USA pojedzie i auto obejrzy, potem zorganizują transport i to oni odpowiadają za to, że:
1. auto dotrze do polski
2. Dotrze w całości, bez żadnych szkód po drodze: uszkodzenie przy załadunku nie są rzadkością, a zgubione kluczyki niestety były kilkanascie lat temu tematem częstym (ginęły najczęściej przy załadunku). Paradoksalnie te zgubione kluczyki były gorsze niż jakieś zarysowanie czy zagniecenie, bo zajmowało to więcej czasu i ciągnęło więcej kasy - niektórzy dealerzy w PL odmawiali dorobienia kluczyka do auta z USA (wtedy kolega w USA dorabiał kluczyki w USA i wysyłał je do PL), a zawsze było to kosztowne i zajmowało czas.
3. ogarną formalności, więc zrobią to szybciej niż fizol, nie ponosisz też ryzyka, że sprowadzą coś, czego nie da się zarejestrować (braki dokumentów lub title, który uniemożliwia rejestrację : COD, junk, parts only). Nikogo nie polecę, bo już nie znam nikogo kto tym się dalej trudni.
Auta z Kanady i USA to z grubsza to samo (główna różnica jest taka, że czasem auta w południowych stanach USA nie miały np. grzanych stołków, mniejszą nagrzewnicę, bo było to w opcji, której ludzie tam nie kupowali, a w Kanadzie z kolei to było wyposażenie standardowe). Względem EU do przeróbki reflektory (gdzieniegdzie trzeba wymienić, a gdzieniegdzie lampę da się przestawić), tylne światła często mają czerwony kierunkowskaz, w pickupach zdarza się wydech skierowany na bok w prawą stronę (w PL nie przejdzie), radio ma nieparzyste częstotliwości (można przeprogramować), w niektórych markach (pamietam Forda i Mazdę) były inne kostki elektryczne i np. chcąc wymienić np. potłuczone lampy, trzeba było albo ciągnąć z USA i je dostosować lub w europejskich przerabiać wtyczki.