Najważniejsze dla mnie samochody - jako flotowiec objechałem dużo więcej...
Syrena 105 - musiałem siadać ojcu na kolanach bo nie dosięgałem do pedałów
Syrena 105L - do pedałów już dosięgałem, ale to cholerstwo się psuło !
Fiat 126P - dał radę z 4 dorosłymi osobami i przyczepką dojechać z Warszawy do Leningradu i z powrotem prawie bez awarii (z naciskiem na "prawie")
Fiat 126P FL - używany jak mała ciężarówka zwykle bez fotela pasażera, silnik wytrzymał prawie 200.000 km, ale progi zeżarła rdza
Polonez Caro 1,5 - po 126P to prawie luksus, resztę pomińmy milczeniem chociaż kilka dobrych wspomnień zostało
Volvo 460 1,7 - po Polonezie to był luksus i plusz, zbyt miękkie tylne zawieszenie, po 190.000 pękł blok francuskiego silnika
Volvo 960 - na tamte czasy to był luksus !
Volvo 850 - wół roboczy do dużych przebiegów, fajne silniki
Żuk - słabo jeździł, słabo hamował, słabo skręcał, psuł się jak wściekły, ale swoją robotę robił
Renault Laguna I 1,8 - fajne, komfortowe auto chociaż silnik słaby i nie dawał sobie rady z dołożoną klimatyzacją
Peugeot 406 2,0 - w porównaniu do Laguny był sztywny jak wóz drabiniasty, ale 136KM potrafiło pokazać pazurek jak go się wkręciło solidnie na obroty
Skoda Felicja 1,6 - super, do dzisiaj dobre wspomnienia, wytrzymała 23 lata, dojechał ją syn po zrobieniu prawa jazdy
Citroen Xsara Picasso 1,6 HDI - super dla rodziny z trójką dzieci, do 290.000 km praktycznie bezawaryjny, do dzisiaj się oglądamy na ulicy gdy jedzie ten model.
Ford Mondeo V 2,0 tdc coś tam - wersja bieda, ale jest OK - wygodny i nieźle jeździ
Volvo EX40 408 KM - jeździłem krótko, ale nadal nie rozumiem po co komu auto w którym w mieście można na 3 miesiące stracić prawo jazdy w ciągu niecałych 5 sekund..
Trochę off topic 😉
Bizon Gigant Z083 - król drogi, pełna kabina, hydrauliczny układ kierowniczy i widoczność do przodu wzorowa
Ursus 360 - w rodzinie od 42 lat, ale nikt nie zna jego wcześniejszej historii - to ulep najprawdopodobniej starszy ode mnie z tyłem jeszcze od Ursusa 355, bez kabiny a więc pełne kabrio