Ostatnio mam pewne przemyślenia. Mam sporo aut i większości przypadków używam opon wielosezonowych. Najczęściej używałem klas premium, ewentualnie średnich czyli Michelin, Nokian, Hankook, Yokohama, Kumho. Nokianki po trzech latach spękane jak diabli, Yokohama mimo niecałych dwóch lat wygląda strasznie. Michelin CrossClimaty po 4ch latach i 30 tys km szrot. Hankooka (zima) chyba 5 lat po lecie i trzymaniu w garażu uj strzelił. Każdy wie że te opony nie kosztują mało. Zaryzykowałem i kupiłem chińczyki Imperial, Austone, do busa Linglongi czy do cabrio Goodridy. Wyglądają spoko, wyważyły się też spoko. Jeździ się też oki. Jak wiele osób mówi czuć na mokrym różnice, ale na Yokohamie i Kleberze strach było w deszczu jechać.
Ogólnie osobiście doszedłem do wniosku że jednak będę wolał zmienić te chińskie nawet co dwa lata i mieć świeże opony niż kupować premium które rozpadają się w mgnieniu oka... Jak Wy do tego podchodzicie?