Dajcie znac czy widac foty
Wyczekiwany wyjazd w Alpy nadszedl i zlecial jak z bicza strzelil.
Zaczelo sie niezbyt milo, bo na moj pierwszy wypad na moto po dojezdzie do Livigno wybralem sie na oddalona o 60km Stelvio. Juz robil sie wieczorek, ale wciaz jeszcze bylo troche ruchu. Podjezdzalem od strony Bormio i na jednej z nawrotek w lewo poszedlem dosc szeroko, bo samochody zjezdzaly i zlapalem jakis zwirek i sie wychrzandolilem. Na szczescie bez strat, szybko sie zebralem i pojechalem dalej.
Niestety, juz na poczatku wyjazdu pojawil sie dziwny cykajacy dzwiek jakby z glowicy, ktory staralem sie rozkminic, ale sie nie udalo. Znaczy udalo sie, ale po fakcie. jakos we srode wieczorem (zajechalem na miejsce w niedziele) postanowilem zdjac pokrywe zaworow i sprawdzic czy nie ma nic niepokojacego z lancuszkiem rozrzadu, napinaczem, zaworami czy walkami. nic nie znalazlem. pojezdzilem tak kilka dni, az w niedziele postanowilem dac mu w ciry do odciny ze dwa razy bo dzwiek jakby zmienial ton (slyszalny jedynie na jalowych). na szczescie bylem niedaleko busa bo po tym manewrze juz brzmialo to zle. powoli wracalem i zaczalem juz slyszec delikatne stukniecia w czasie jazdy az w pewnym momencie zaczelo zwyczajnie walic. zgasilem silnik, moto musialem zepchnac jakies 200m zeby bezpiecznie stanac na poboczu i potem jedyne 1.7km spacerku po busa. rozebralem znowu i okazalo sie, ze wysypalo sie lozysko walka ssacego. musial sie sypnac koszyczek, a potem to juz poszly wszytkie kulki i zostaly tylko bieznie. jako ze w poniedzialek i tak mialem sie wybrac na wycieczke nad jezioro Varese, do fabryki SWM zrobic foteczke motorku pod miejscem jego powstania, to pomyslalem ze pojade tam busem i moze dorwe zestaw uszczelek od reki, bo w tym momencie juz wiedzialem, ze czeka mnie rozebranie silnika aby upewnic sie ze wygrzebie wszystkie ewentualne elementy lozyska. niestety, jak na zlosc sypnelo sie lozysko za kolem zebatym, ktore jest wprasowane na walek. dzis pojechalem do warsztatu specjalizujacego sie budowa silnikow do zuzla i gosc okazal sie debilem, ktory nie umie w podstawy fizyki i zwyczajnie mi zniszczyl kolo zebate gnac je i lamiac poniewaz zle podparl kolo zebate przed uzyciem prasy. jestem zly jak cholera, bo musze kupic caly nowy walek co podniesie moj rachunek o kolejne 150 euro. lacznie cala zabawa wyjdzie mnie jakies 300-400 euro plus moj czas na rozberanie i zlozenie silnika...a to wszystko przez lozysko za 3 euro przyznam, ze na poczatku drugiego tygodnia kiedy juz wiedzialem ze jezdzenie sie skonczylo, nie bardzo wiedzialem co ja bede w tych Alpach robil bez motocykla. Ale zaczalem po prostu chodzic po gorach korzystajac z przyjemnej aury i tez bylo zarabiscie. Przez ostatnie dwa lata jest jakos duzo chlodniej w Alpach pod koniec wrzesnia niz to bywalo wczesniej. Kiedys nawet na gorze bylo bardzo cieplo, teraz niestety juz temperatua nie przekracza 10-15 stopni jesli jest pelne slonce a w nocy sa juz przymrozki, szczegolnie wyzej.
Dzien przed katastrofa z silnikiem walnal tez snieg i kilka wiekszych przeleczy w Szwajcarii zamknieto do odwolania (na szczescie ostatecznie tylko na dzien). Mialem szczescie, ze akurat jedna przelecz przejechalem dzien wczesniej, a zatrzymalem sie na takiej, ktora jakos mocno sniegiem nie oberwala i mnie tam nie zamkneli.
Paliwo wszedzie bardzo drogie. Niemcy 2.20-2.40 EUR za diesla, Szwajcaria podobnie tylko w CHF, Livigno 1.51 EUR, Luksemburg az 1.87 EUR!!!, Francja stosunkowo tanio w calym tym towarzystwie, bo tankowalem nawet za 1.64 EUR za ON. na wyspach aktualnie 1.80 GBP 😒
O ile sam motocykl i jazda sprawia mi calkiem sporo fajdy, o tyle znajduje w nim bardzo dwie ogromne wady, ktore powoduja ze powaznie bede po naprawie zastanawial sie nad sprzedaza.
1. szarpiajca reakcja na gaz i zestopniowanie przelozen powoduje, ze jezdzenie po ciasnych serpentynach, ktore lubie najbardziej, jest niesamowicie uciazliwe. bardzo ciezko robic to plynnie i z taka pewnoscia, jaka chociazby mialem na tracerze 900
2. takie akcje jak sypiace sie lozysko przy przebiegu 9k mil jednak przekonuja mnie ze motocykle tego typu nie sa stworzone do turystycznej jazdy i trzepania kilometrow, mimo ze nie jest to typowe enduro z serwisami odliczanymi w mth...
chyba jednak potrzebuje czegos z minimum dwoma cylindrami, zeby plynniej oddawalo moc z dolu i bylo duzo bardziej zywotne. mocowo jest idealnie. ten ponad 50 koni i maksymalne komfortowe przelotowe rzedu 100 na godzine sa w zupelnosci wystarczajace. tylko kilka razy zlapalem sie na tym, ze jechalem gdzies pod gorke, chcialem dodac gazu a to juz byl koniec manetki w 99% wypadkow mocy wystarczalo.
chyba bede musial rozwazyc jakies sv650 lub cos w tym stylu. jakis niedrogi motocykl, nie za mocny i zebym mogl sie nim rozbijac w moto gymkhanie, bo wrocilem do tematu. tutaj tez moj supermoto nie sprawdzal sie jakos super idealnie, choc zaczalem robic calkiem zadowalajace czasy
mialem przez chwile chrapke na honde CFR 250L, jest to motocykl ktory mozna czasem dorwac w wersji SM albo mozna sobie przerobic. ma opinie bardzo zywotnego, serwisy sa liczone w km a nie mth, ale moc 25 koni jednak bylaby w gory za mala. wiem to teraz, kiedy pierwszy raz wybralem sie moja 600tka w porzadne gory. 50 koni to jest taki zloty srodek.
pierwsze zdjecie pokrywy zaworow i proby ustalenia przyczyn cykania z glowicy. bezskutecznie...
tutaj moto dokonalo zywota. akcja ratunkowa po niemal 2km spacerku po busa. i tak bylem szczesliwy, ze silnik sypnal sie tak blisko wozu.
wizyta w siedzibie i montowni SWM, bylej montowni Husqvarny