sezon zakonczylem wczesnie, katastrofa alpejska '22, ale za to rozpoczalem pozno, bo w polowie maja, tez alpejskim wypadem
tym razem obylo sie bez katastrof, ale oczywiscie male fakapy byc musialy.
zaczelo sie juz po kilku pierwszych kilometrach. zauwazylem, ze zgubilem zakretke zbiorniczka plynu tylnego hamulca. szczesliwie gumka sie ostala na miejscu, wiec temat zalatwilem jakims kapslem od butelki i trytka.
od samego poczatku czulem dziwne 'przelamanie' w ciasnych zakretach, ale obwinialem za to nowa opone na przodzie. zawsze kiedy zakladalem nowe opony to byl efekt takiego bardziej wyraznego, agresywnego kladzenia sie moto. myslalem ze to wlasnie to.
tylnej opony nie zmienialem, bo miala jeszcze przynajmniej polowe bieznika, ale po tygodniu jezdzenia okazalo sie, ze bieznik sie skonczyl byla sobota po poludniu i zdalem sobie sprawe, ze nie ma opcji zebym dojezdzil kolejny tydzien z opona, ktora juz jest w takim stanie. szczesliwie udalo mi sie namierzyc sklep jakies 30-40km od miejsca gdzie wtedy bylem, ktory nie dosc ze mial opone na stanie, to jeszcze mi zamontowali na poczekaniu. a bylo juz po 16.
po kilku dniach bylem juz na 90% przekonany, ze to przelamanie w ciasnych zakretach to jednak problem z lozyskami glowki ramy. kiedy pierwszy raz tuz po odpieciu pasow transportowych wytaczalem motocykl z busa i poczulem opor na kierownicy, wmawialem sobie ze zahaczylem o cos na podlodze, poniewaz po pierwszym ruchu kierownicy wszystko wydawalo sie okej. pozniej przy tej samej czynnosci juz bylo czuc opor prze kilka pierwszych ruchow i tu juz wiedzialem co sie swieci. we srode, w drugim tygodniu jezdzenia juz postanowilem odpuscic ostatni planowany dzien jazdy w czwartek, poniewaz kierownica ewidetnie stawiala juz wyrazny opor podczas kazdego skrecania, motocykl nie chcial tez przez to stabilnie jechac na wprost. najgorzej bylo w ciasnych nawrotach zero stabilnosci, a to zawsze moje ulubione zakrety.
rozebralem dziada drugiego dnia po powrocie i rzeczywiscie, okazalo sie, ze do dolnego lozyska dostala sie woda, ktora wyplukala smar i rozpoczela proces korozji. nie mialem lozysk pod reka, wiec po prostu przemylem je nafta i naladowalem nowym smarem, na razie wszystko chodzi jak trzeba, ale juz zamowie na zas nowe lozyska.
ogolnie motocykl, szczegolnie silnikowo w porownaniu do ostatniej eskapady, spisal sie super. zrobilem jakies 1800km. po zlozeniu silnika doslownie przejechalem sie 15km na tydzien przed planowanym wyjazdem, wiec moje pierwsze kilometry po dojechaniu na miejsce byly takie dosc niepewne
polowa maja to troche wczesnie na Alpy. wiekszosc wysokich przeleczy otwierane jest dopiero na poczatku czerwca a nie ma tez jakichs wiarygodnych informacji o tym czy juz cos jest otworzone czy nie. zdarzylo mi sie, ze byly informacje ze jakas przelecz jest jeszcze zamknieta a juz byla otwarta i bylo tez odwrotnie, miala byc otwarta a okazalo sie, ze nie byla. to utrudnia tez znaczaco mozliwosci przemieszczania sie po gorach i trzeba wybierac drogi okrezne. pogoda nie byla zla, ale tez nie rozpieszczala. mimo wszystko okazala sie duzo lepsza niz wskazywaly na to prognozy, na cale szczescie. wyjazd uwazam za udany
ps. google maps. uzywam ich jako nawigacji. w 99% przypadkow jest git, ale to jak regularnie mnie laduje w jakies polne, nieutwardzone drogi, to jakis niesmieszny zart. wymysla skroty, ktore realnie zyskuja moze pol kilometra albo minute i ladujesz na jakiejs drodze polnej albo takiej ze dwa auta maja problem sie minac, choc rownie dobrze moznaby po prostu pojechac glowna droga. raz zdarzylo sie w nocy, ze nawigacja zrobila sobie taki bezsensowny skrot, wbila mnie w waska drozke, gdzie ledwie miescil sie bus, ale ze byl srodek nocy to uznalem, ze spoko, nic nie bedzie jechac. gorzej ze po 500m zaczela sie polna droga i w oddali widzialem wertepy, ktorych nie odwazylbym sie przejezdzac autem. cofanie 500m bo nie bylo gdzie zawrocic i nadrabinie kilku km nazad do glownej drogi.
motocyklem zdarzylo sie podobnie dwa razy. wyznaczylem sobie trase przez jakies tam interesujace mnie drogi, ktore pozniej okazywaly sie jakimis lesnymi wertepami i trzeba bylo wracac