Jednym słowem może chodzić o przeciążenia odczuwane w czasie jazdy. Masz auto za 100 k, np jakaś Corolla, Duster, Bayon itp. Do codziennej jazdy się nadaje w 100%, ale nie daje żadnych emocji, przyspiesza w ok 9-10 sek do 100, co akurat jest wystarczające i nawet dynamiczne w otoczeniu innych aut na drodze, bierze zakręt o promieniu X z prędkością 70 km/h, bo przy 80 wypadnie z drogi, rozpędza się na odpowiedniej drodze do 160 km/h. Ot tyle.
Teraz masz auto za 150 k, np jakiś usportowiony kompakt. Też nadaje się na co dzień w 100%, czasem można coś więcej niż jednego TIRa na krajówce wyprzedzić, bo jest czym, a do pierwszej setki rozpędzi się w 7 sekund, jak będzie potrzeba i nawet sprawnie wyhamuje. Ten sam zakręt o promieniu X przejedzie bez stresu 80 km/h, a do limitu jeszcze z 10 można dołożyć. Na dobrej drodze da się ze 230 km/h pojechać.
Teraz value for money, czyli masz auto za 185 k, np Golfa R. Można jeździć na co dzień bez najmniejszego problemu, wyprzedzanie to czysta przyjemność, bo w pierwszym przypadku zajmowało 12 sekund, a w tym 4 sekundy. Ten sam zakręt X przejedziesz teraz 100 km/h podłączając w tym czasie ładowarkę do telefonu, a jak się skupisz, to mocno złamiesz przepisy dotyczące dopuszczalnej prędkości i auto nadal będzie jechać zadanym torem. Po przesiadce z pierwszego pojazdu będziesz miał wrażenie, że hamulce, to taki bolec w szprychy i auto staje.
Czaisz różnicę? Jeśli nie, to nie ma sensu dalej tłumaczyć, bo dla Ciebie samochód jest porównywalny z siedzeniem w kapciach przed telewizorem.
Ja i pewnie wielu użytkowników tego forum uwielbiam spędzać czas za kierownicą. Niech tylko ktoś rzuci hasło, już zakładam buty, wsiadam i jadę. Często wychodzę sobie późnym wieczorem na przejażdżkę, a że mam za płotem kaszubskie drogi, to lubię po nich pośmigać. I tak, świadomie wybieram niskie auta, nawet jeszcze z akcesoryjnymi niższymi sprężynami.