Dodam jeszcze tu coś od siebie.
Wiem, że nie muszę wszystkiego rozumieć, ale ja nie rozumiem ludzi co chcą posiadać domek całoroczny daleko od miejsca stałego zamieszkania.
Może jako forma inwestycji na wynajem ma to rację bytu (pod warunkiem, że jest ktoś kto to na miejscu ogarnia), ale tylko dla siebie?
Moim zdaniem dbanie samemu o taki dom/posesję to tylko udręka.
Płacenie komuś powoduje, że koszt zakupu i utrzymania pewnie dużo przerośnie cotygodniowe wypady, za każdym razem w inne miejsce.
Każdy ma inne powody takich inwestycji, ale moim zdaniem to albo tam postawić dom i mieszkać na stałe, albo zostać przy opcji mieszkanie + ROD.
Mieszkam w domu w mieście na 500m2, zachciało mi się przestrzeni i kupiłem działkę 6km od domu we wsi przylegającej do granic miasta.
Jest spora, więc urządziłem na niej część rekreacyjną z domkiem (sezonowym 35m2 + nieużytkowa górka), ogród warzywny i coś co za parę lat może będzie można nazwać sadkiem.
Musiałem postawić garaż i zakupić sprzęty spalinowe, bo w domu na małą powierzchnię stykały elektryczne. Do tego zdublować wyposażenie garażu, bo wożenie wszystkiego w 2 strony było męką. Wyposażenie domku zrobiłem po najmniejszej linii oporu wywożąc stare rzeczy z domu.
I co? Po 2 latach mój zapał zaczyna siadać, bo czym innym jest wyjście z domu do ogrodu obok, przekopanie czegoś itd., niż wyjazd w tym celu (nawet jeśli to tylko 6km).
Może to i dobre na emeryturze jest, jak ktoś ma siły, kasę i kupę czasu, może se tam pomieszkiwać i nie musi wszystkiego w locie robić.
Zaczynam powoli myśleć na co mi to było i że może trzeba było stawiać normalny dom i wynieść się tam na stałe. W moim przypadku te 6km to niewielkie utrudnienie logistyczne byłoby patrząc pod kątem pracy i dzieciaka.
Gdybym musiał dbać i utrzymywać dwa pełnoprawne domy z dala od siebie (do tego żyć na walizkach) to bym się chyba pochlastał.