Bo ważny jest kontekst, czyli to, czego tam nie ma napisanego i co to w praktyce oznacza.
Ważna jest też presja na jednostronne ustalenie "winnego" zdarzenia, co w powyższym kontekście wcale nie pomaga.
Ponadto istotna jest nasza narodowa skłonność do egzekwowania pewnych rzeczy, o których myślimy, że mamy rację i jeśli ją mamy (bo tak myślimy), to będziemy z tego korzystać.
A podłoga jest taka, że nie rozumiemy przepisów, bo są napisane w stylu naszego innego prawa, którego też nie rozumiemy, tylko czepiamy się przecinków, tworzymy interpretacje, co te przepisy mają oznaczać dla Kowalskiego w sytuacji, kiedy on sam tego nie wie, bo są zbyt skomplikowane, co chwila bardziej zagmatwane i wymagające na drodze niejednokrotnie akademickiej analizy całokształtu w ciągu 2 sekund
Ale to już nie jest problem, bo przecież znajomość przepisów obowiązuje. Taki dogmat, który nie bardzo działa w rzeczywistości.