Odpowiem na ten post, ale ustosunkuję się do całości.
Miałem Forka SG (II gen) z polecanym silnikiem ej20f (wzmocnione gniazda), fabryczną instalacją lpg (teoretycznie, bo chyba zakładał je zawsze dealer - u nas te instalacje są nieserwisowalne, jak coś się sypie to wymieniasz cały przód) , którym jeździłem bezproblemowo przez bodaj 6 lat, robiłem wycieczki po kilka tyś. km, wszelkie naprawy wykonywałem z wyprzedzeniem, na najlepszych dostępnych częściach, u mechanika który ogarnia temat. Auto wysrało silnik bez żadnej zapowiedzi, podczas ruszania spod świateł, 3 km od domu Zrobiłem sobie po tym od marki odpoczynek ale jej nie skreśliłem - obecnie mam Forester SJ (fakt, że kupiłem przypadkiem) i odkąd pamiętam robię maślane oczy do Forka s-turbo pierwszej generacji. Gdyby mi ktoś podstawił pod nos w pełni fabryczną, przygotowaną do jazdy, zadbaną i zakonserwowaną laleczkę to prawdopodobnie bym ją kupił.
Z rzeczy które warto wiedzieć - Subaru bez turbo nie brzmią.
W temacie wątku - najpierw obrałbym kierunek a następnie poszukał modeli w danej grupie
1- łatwe w zakupie, bezproblemowe i tanie w eksploatacji, bezduszne, nijakie, nudne auto które uzmysłowi ci, że umarłeś za życia - Skoda Fabia, Fiat Panda, Kia Picanto, VW Golf, jakiś Ford, itd
2- coś jak wyżej, ale wpadające w subiektywną grupę "podoba mi się, bo tak" idące z pakietem "mam wywalone co myślą inni" - Fiat 500, Suzuki Swift 4x4, VW Up …są różne zboczenia.
3- samochody o dobrej opinii, z pogranicza założonego budżetu, które będzie trochę trudniej znaleźć ale powinny posłużyć - Honda Civic XIII 1.8, Suzuki SX4 1.6 4x4, Hyundai i20 II-gen, Suzuki Jimny 1.3
4- potencjalna inwestycja, teoretycznie łatwa w eksploatacji - np. Audi TT I-gen, BMW e46 coupe/cabrio - tutaj trzeba zrobić rozeznanie w terenie odnośnie wersji silnikowej i nadwozia.
5- potencjalna katastrofa, teoretycznie fajna w eksploatacji -np. jakieś Subaru z turbo albo Jeep z v8 - tutaj trzeba się modlić, szukać lepiej płatnej roboty i zastępczego samochodu.
Podane modele są przykładowe. Nie ma wśród nich motoryzacji włoskiej i francuskiej, bo poza tym, że istnieje i się psuje, nie mam o niej pojęcia.
Osobiście kupiłbym coś z kategorii 2,3,4.
Suzuki Jimny miałem dwa i kupiłbym jeszcze raz. Nie prowadzi się, jest niebezpieczny, ale naprawisz je młotkiem i myjką ciśnieniową. Idealny samochód zapasowy, którym można jeździć na co dzień. Trudno kupić bez rdzy …ale da się.
Z niewymienionych ciekawostek - Honda FR-V 1.8 (edit: jednak miałem 2.0) - to było chyba najlepsze/najrozsądniejsze auto które posiadałem. Jedyny warunek to brak nadwagi u kierowcy bo z przodu są trzy siedzenia i jest mniej miejsca niż zazwyczaj.
Z rozsądniejszych, wspomniane: Swift 4x4, SX4 4x4 (najgorsze fotele świata), Civic ufo (trochę niskie) może VW Up albo różowego Fiata 500 (bo czemu nie)
Inwestycyjnie: Audi TT roadster quattro 225km mam w garażu… przejechałem nim w zeszłym roku 500 kilometrów. Pod chmurę raczej wersja coupe. ew. wspomniana bawarka. Młodzież wybije większość i te co zostaną pójdą w górę.
Chociaż znając mnie to jest duża szansa, że kupiłbym jakiś wynalazek pokroju Suzuki X-90
Generalnie samochód w kategorii 10-25k to fajna sprawa, bo można kupić sobie coś co zawsze nam się podobało, pojeździć, odhaczyć z listy i często sprzedać z zyskiem / bez straty. To nie jest cyrograf, żeby nas trzymało do końca życia